music is ... muzyka z najlepszej strony.

Matronika

SALK "Matronika"

data wydania: 2017-04-21
wydawnictwo: Nextpop

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 6 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Można było się założyć i postawić duże pieniądze w zakładzie o to, jak będzie brzmieć „Matronika”. Wystarczyło spojrzeć na samo logo wytwórni, aby ułożyć sobie w głowie odpowiednie obrazy i dźwięki. Niemal stuprocentową wygraną gwarantowały kolejne poszlaki prezentowanych gdzieniegdzie zmyślnych określeń o graniu dream pop fisha i alternative sadness oraz zaznajomienie się z rozwinięciem nazwy grupy - Selkie & Lighthouse Keepers. I pewnie gdybym miał możliwość obstawienia takiego zakładu, mógłbym zgarnąć ładną sumkę.

Pewne uprzedzenia i uproszczenia warto jednak zostawić na boku, nawet jeśli można być znużonym falą dobrobytu, ogólnego przesytu popem nowej jakości. Z całej tej nierównej walki między ryzykiem zostania nazwanym kolejnym zespołem o zachodnim brzmieniu (nawet jeśli kierunek świata wybrano tu zupełnie inny), a wniesieniem czegoś naprawdę ciekawego do tej formuły grania, krakowianie nie wychodzą jako zdecydowani zwycięzcy. Nie znaczy to jednak, że ich debiut obarczony jest jakimś sporym ładunkiem przewidywalności, który skreślałby możliwość wysłuchania tego albumu ponownie.

Do swojej skandynawskiej estetyki pełnej melnacholii i przejmującego smutku SALK wrzuca bowiem coś od siebie. Poczynając od samego motywu przewodniego, czyli naszej podwórkowej mitologii. Kamil Kwidziński – bo to on odpowiada tutaj za warstwę liryczną – zgrabnie nakreśla kolejne odniesienia do wierzeń, wędrując gdzieś pomiędzy przeszłością i teraźniejszością, znajdując ciekawy łącznik między dzikością natury i naturą człowieka. Pozostaje przy tym zaskakująco przejrzysty, nie próbując imponować wymyślnymi metaforami i bezsensownym potokiem słów. Nie bez znaczenia jest także wykonanie, co potwierdza charakterystycznie płynący wokal Marceli Rybskiej – szczególnie w przypadku polskich tekstów.

Prostota jego poezji działa być może jeszcze lepiej w połączeniu z dźwiękiem. Fantazja zespołu nie wybiega daleko poza post-rockowe i elektroniczne standardy, a przy tym nie zlewa w jedną całość. Rytmiczne bity otwierającego krążek „Alien” podbija głębia przeszywających dźwięków „Halmahera”. Ambientowe momenty podkreślają klawiszowe melodie, nieco zmieniając ton, szczególnie w urzekającym „Śnie Zofii”. Czasami na powrót trafiamy do nieco bardziej żywszego repertuaru, zważając jednak aby z nie wyjść ze strefy skandynawskiego komfortu na taneczne parkiety. Przy wielu kawałkach pozycje takie jak „Dziecinada” czy „Dinozaur” wędrują w niebezpiecznie, niemalże singlowo-radiowe rejony – potwierdzając jednak przy tym, że SALK zdolni są do rozbudzania, nie tylko słodkiego usypiania dźwiękami.

Częściowo to właśnie ten spokojny, nie narzucający się charakter „Matroniki” jest tym, co tak działa i przeszkadza. Brak tu lekkiego energetycznego zastrzyku, poszerzenia instrumentarium i rozpędzania kompozycji do wielkich kulminacji. I ta drobna zmiana, nieco inne spojrzenia na swoje utwory może im wkrótce przynieść jeszcze ciekawszy rezultat. Wokół sporo jest bowiem konkurencji, która również próbuje. SALK muszą jednak pomyśleć, czy z dość sporym potencjałem, który wykazują, chcą zrobić coś więcej czy pozostać na obecnej pozycji. W jednym i drugim przypadku na pewno znajdą się zainteresowani, którzy sięgną po ich nagrania.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...