music is ... muzyka z najlepszej strony.

Powrót do przeszłości Paula Kalkbrennera

Paul Kalkbrenner / mat. prasowe

Paul Kalkbrenner / mat. prasowe

Są artyści, których booking gwarantuje sukces zarówno frekwencyjny jak i artystyczny. Miniony weekend należał do Paula Kalkbrennera i niewiele wydarzeń odbywających się równolegle mogło z nim konkurować. Dwa znakomite wieczory, wypełnione rewelacyjnymi setami, które zabrzmiały w najlepszym industrialnym, imprezowym miejscu w Polsce.

Całkowicie wyprzedany koncert w ramach trasy „Back To the Future” poprzedził w piątek DJ set Paul Kalkbrenner Live, który choć uboższy w „dodatki” totalnie porwał setlistą. Fani niemieckiego DJ-a mogą czuć się usatysfakcjonowani, bowiem nie zabrakło najlepszych utwór w dorobku artysty. Przekrój niemal przez cała dyskografię zapewnił obecność zarówno sztandarowych kawałków z kultowego już soundtracku do „Berlin Calling”, jak utwory z ostatniego studyjnego krążka. Tym samym fani mieli powody do zadowolenia, bo usłyszeli kultowe Sky and Sand, Altes Kamuffel czy wyczekiwane Revolte. Z ostatniej „7-ki”, pojawiło się singlowe Feed Your Head, Align The Engine czy znakomite Bright Roller.

Podczas piątkowego DJ setu postawił na pewniaki, na które wszyscy czekali, ale też nie zapomniał o bardziej wyrafinowanych słuchaczach i zaserwował kilka utworów z początków kariery, jak Der Stabsvornern, Das Gezabel czy Global Gehenung. Szczególnym zaskoczeniem okazał się utwór Zait, który nie pojawia się zbyt często w jego setlistach. Set kończył wyczekiwanych chyba najbardziej Aaron, który stał się już symbolicznym finałem występów Kalkbrennera. Wszystko to w unikatowej scenerii Instytutu, w którym najbardziej zaskakujące okazało się… brzmienie. Rzadko się zdarza, żeby surowe industrialne przestrzenie, które nie są zaaranżowane na potrzeby klubowe, dysponowały tak dobrą akustyką i selektywnym dźwiękiem. Trudno jednoznacznie stwierdzić, na ile jest to zasługa akustyka, a na ile samego miejsca.

Drugiego wieczoru było podobnie. Choć tym razem setlista zbudowana głównie z cięższego techno, które samo w sobie trudno nagłośnić, ponownie zaskoczył nas dźwięk-żyleta. Koncert pod banderą „Back to The Future” to doskonale przygotowane i wyprodukowane One Man Show Kalkbrennera oparte na starannie wyselekcjonowanych z trzech kompilacji utworach. Wzbogacone o wyjątkowe wizualizacje opowiadające historie kultowego klubu Tresor czy muzyki techno rodzącej się w poskomunistycznym Berlinie. Do tego piękna gra świateł i transowe przejścia między cięższymi motywami – tym sposobem dostaliśmy jedno z najlepszych klubowych wydarzeń tego roku.

Patrząc na tańczącą w euforii publikę śmiało można powiedzieć, że muzyka techno przeżywa swój renesans w najlepszym stylu. Wielu uczestników koncertu pamięta początki tego gatunku, czasy Love Parade czy pierwszych klubowych imprez. Usłyszenie utworów z czasów „złotej ery” w zupełnie nowych aranżacjach, zwłaszcza w kontekście zalewającej nas nowej muzyki, jest doświadczeniem wyjątkowym. I w tym przypadku hasło „Back to The Future” nabiera szczególnej mocy.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...