music is ... muzyka z najlepszej strony.

SPINACHE: „ Nagrywam muzykę, jaka tkwi w moim muzycznym DNA”

Spinache / fot. Piotr Pytel

Spinache / fot. Piotr Pytel

Spinache aka Paweł Grabowski jest jednym z najciekawszych polskich raperów – jest też jednocześnie kompozytorem i producentem. Spinache współtworzył tak ważne dla historii polskiego rapu projekty jak Thinkadelic i Obóz TA.

Paweł nagrywał w swojej karierze po polsku i angielsku, z towarzyszeniem jazzowego pianisty, stojąc u boku legendarnego Michała Urbaniaka, komponował na debiut O.S.T.R.’a i współpracował z Krystyną Prońko. Po solowych płytach „Za Wcześnie” i „Spinache” artysta wraca z nowym materiałem „Reality”.

W wywiadzie Spinache opowiada mi o początkach kariery z Thinkadelic, wyprzedzaniu muzycznych trendów, znaczeniu projektów takich jak „Niewidzialna Nerka” czy „Lavorama”, graniu płyt drum’n'bassowych w łódzkim undergroundzie, powrotach na scenę i wadze marzeń…

Artur Wojtczak: Sięgnijmy na początek do przeszłości: pamiętasz jeszcze czas pierwszego demo Thinkadelic i emocje z tym związane? Chodzenie po radiostacjach z tym materiałem, walkę o przeforsowanie waszego oryginalnego jak na tamte czasy stylu…

Spinache: Oczywiście, że to pamiętam – i co najciekawsze – od tych czasów niewiele się zmieniło! (śmiech) To, co najbardziej mi utkwiło, to fakt, jak dużym zaskoczeniem dla ludzi było to, co robiliśmy. I to zaskoczeniem nie tyle dla słuchaczy, co innych wykonawców. Bo scena była wtedy dość wąska, jeśli chodzi o ilość grup. Do dziś pamiętam miny innych raperów, gdy patrzyli na nas w katowickim Mega Clubie.
Występowaliśmy z utworami, w których były specjalnie dla nas nagrywane partie wokalne, których używaliśmy wtedy jak sampli. Dla nich to było zupełnie zaskakujące.
Zresztą my nie do końca uważaliśmy, że robimy polski rap – sam proces dochodzenia do rapowania po polsku był dość długi, nie czuliśmy tego na początku. Początkowo rymy kleiliśmy tylko po angielsku. A dziennikarze nawet nie potrafili z nami wtedy o naszej muzyce rozmawiać, bo nie czuli tej muzyki, nawet nie liznęli jej podstaw. Tak to wtedy wyglądało…

Zgodzisz się ze stwierdzeniem, że zarówno z TA, produkcjami Obozu czy solowymi, zawsze stałeś gdzieś z boku, niejako w opozycji do rapowego mainstreamu? Jako pierwsi robiliście rzeczy dość oryginalne jak na czas hegemonii surowych ulicznych brzmień: stosowaliście kobiece wokale w refrenach, używaliście jazzowych sampli i fraz, produkowaliście dla Krystyny Prońko…

Spinache: My się nigdy nie odnosiliśmy się do polskich warunków ani rynkowych ani muzycznych. To nie był dialog między nami, a tym co jest. To było raczej zawsze to, co my chcemy powiedzieć w adekwatnej dla nas formie. A inspirowaliśmy się soundem amerykańskiego rapu.
Dziś mogę patrzeć gdzie jest moje miejsce w tej przestrzeni, którą wytworzyłem sam przez dekady! (śmiech) W tym naszym rapie było zawsze coś z poezji i było to bardzo umuzycznione. Na to kładliśmy nacisk.

Tede samplował Zdzisławę Sośnicką lata później, gdy tymczasem Thinkadelic zrobił remiks dla Krystyny Prońko pod koniec lat 90., rapowaliście też w jej piosence „Złość”. Wyprzedzaliście czas?

Spinache: Dosyć daleko wyprzedzaliśmy czas. A z drugiej strony było to dla nas oczywiste, by to robić. Zwłaszcza że współpracowaliśmy wtedy z Pawłem Serafińskim – wspaniałym muzykiem jazzowym, który pomagał nam wchodzić w ten świat. I zorientowaliśmy się, że z zajawki kumpelskiej zaczyna się robić coś poważnego. I to zaczęło nas wyróżniać. Nie było to już osiedlowe nagrywanie rapu…

Czy Twój pierwszy album, jaki wydał Gigant Records w 2002 roku pojawił się faktycznie „Za Wcześnie”?

Spinache: Dla mnie osobiście nie – wyszedł w idealnym czasie i zaznaczył moje miejsce na scenie, jeśli chodzi o wrażliwość, estetykę. Ale może rynkowo było faktycznie trochę za wcześnie. Tytuł więc był nieprzypadkowy…

W ubiegłym roku na scenę wrócił z powodzeniem m.in. Kaliber 44. Jakie są szanse na powrót Thinkadelic lub Obozu TA?

Spinache: Rozmawiamy o tym od lat: zarówno w kontekście Obozu TA jak i Thinkadelica. I chyba bardziej realny jest powrót Thinkadelic, bo potrzeba tu mniej osób do skrzyknięcia (śmiech)
Jak to w takich formacjach: jest ten moment gdy podejmujesz decyzje, w jakim stopniu chcesz wiązać swoje życie z muzyką. Bartek teraz nie muzykuje, lecz filmuje – poszedł w stronę operowania obrazem. Natomiast gdy wjechał na scenę w Rejsie podczas mojego warszawskiego koncertu, to było tak, jakbyśmy dzień wcześniej mieli próbę. I jeszcze poleciał freestyle’em !

Czy lokalny patriotyzm, jaki dominował w rap-grze lat 90. i wczesnych dwutysięcznych odszedł już do przeszłości? Raperzy tacy jak ty czy Zeus mieszkacie od lat w Warszawie, ale swoje płyty miksujecie w Łodzi. „Tyle różnic, co wspólnych źródeł” rapujesz w tracku z DJ Cube „Bezwarunkowo Oddany”. Czy mamy już wspólną scenę?

Spinache: Rzeczywiście już tego nie spotykam. Jest wymiana pokoleń, odległość ma już mniejsze znaczenie niż kiedyś, bo jesteś w kontakcie z każdym miejscem na świecie. Regionalizm ma więc inny wymiar.
Kiedyś jechałeś jakby podbijać obce tereny, byłeś niczym najeźdźca. Oni się przed tym bronili! Te podziały były więc mocno zarysowane. Słuchając muzyki również słyszałeś skąd kto pochodzi, było specyficzne, charakterystyczne brzmienie dla Kielc, Poznania czy Warszawy. A teraz sam element muzyki jest najważniejszy.

Czy wzięcie udziału w bardzo istotnych dla polskiej sceny projektach takich jak „Lavorama” czy „Niewidzialna Nerka” było dla Ciebie zupełnie nowym rozdziałem w karierze?

Spinache: „Lavorama” zdecydowanie. Powtarzałem to już wielokrotnie. Pojawiła się ona bowiem w momencie gdy byłem już bliski zaprzestania działalności rynkowej jako raper. Byłem w tym czasie w  Nowym Jorku, pooddychałem sobie powietrzem które znałem tylko z teledysków czy filmów.
I dostałem bity od patr00 – ta muzyka przywołała mi te amerykańskie obrazy. Ten rap pisałem w  Europie, ale nie w Polsce i nasiąknął chyba innym klimatem.
Dużo elementów złożyło się na wyjątkowość tego przedsięwzięcia. Flow, jakie chłopaki mają do dzisiaj ( Piter i Patryk) jest odklejone od rynku polskiego i jego reguł.

Spinache /fot. Dawid Błaszczyk

Rozwijając temat: jak postrzegasz przedsięwzięcia  takie jak NN, które bazują na kulturze hip-hop, ale skręcają w inne ścieżki stylistyczne jak house czy abstract hip-hop?

Spinache: Ja zaczynałem jako DJ na jungle’owych  i drum’basssowych imprezach przecież. I po latach wróciłem do didżejowania. I dlatego Niewidzialna Nerka była dla mnie projektem naturalnym, blisko klubowego źródła. Zresztą ja ciągle dostaję różne podkłady do zaśpiewania, np. 2 stepowe, ale brak czasu trochę nie sprzyja, by takie projekty realizować.

Czy uczestniczyłeś  w jakiś sposób w łódzkim undergroundzie skupionym wokół klubów New Alcatraz czy Alien? Rapowałeś do bitów drum & bass?

Spinache: Coś takiego się zdarzało, choć rzadko. Ale bardziej szedłem bardziej w stronę DJ’ską niż jako M.C. Natomiast nie rozwijałem tego mocno, bo chcieliśmy wtedy iść zdecydowanie w estetykę hip-hopową.
 
Płyta, jaka miała się pierwotnie ukazać na rynku – zamiast „Reality” – nie miała być albumem rapowym. Uchylisz rąbka tajemnicy?

Spinache: Tamten materiał dojrzewa – jest odłożony, ale się kiedyś ukaże. To brzmienia elektroniczne, jest tam groove, jest tam wszystko co zawarte jest w  moim muzycznym D.N.A. Zaczekajcie na tę płytę…

„Lavorama” Ortegi Cartel postawiła nową gatunkową granicę w polskim rapie i dodała do niego dużo luzu, aspektu zabawy bitem i słowem. Pozytywne piętno tej stylistyki słychać na twojej nowej płycie…
 
Spinache: Tak i to na wielu płaszczyznach. Więcej jest takiego luźnego podejścia do pracy  z formą. Przy tym materiale było mało kontroli: przychodziło coś do mnie – jakaś myśl, spontaniczne natchnienie i zaraz to nagrywałem. I to mnie łączy z tym, co proponuje Ortega Cartel . Zresztą na płycie patr00 produkuje 3 utwory i samo to, że to jego bity, zmienia podejście do rapowania, inaczej się za to zabierasz, bo to specjalna jakość.
Zresztą i ja zauważyłem, że produkując dla innych, wyciągam z nich jakąś taką autentyczność, bo tak odbierają muzykę, jaką dla nich stworzyłem.

Masz jakiś klucz do dobierania singli z albumu?

Spinache: W ogóle nie! Nie mam klucza, trudno przy albumie złożonym z 10 utworów wybierać te pojedyncze, bo prawie każdy ma swój potencjał i ukryty power. A proces pisania tych piosenek był tak inny od tego co wcześniej robiłem, że od razu wiedziałem, że dzieje się coś wyjątkowego. I odbiór „Parrota” jeszcze bardziej wspierał tę decyzję.

„Uważaj na marzenia, bo się spełnią, stary!” rapujesz  w jednym z  nowych utworów. Tobie się taka sytuacja przytrafiła? Co się zmaterializowało?
 
Spinache: Ta płyta jest moim marzeniem! Wydanie samemu płyty było moim marzeniem sprzed 2 lat. Staram się definiować swoje cele, marzenia, aby wszechświat wiedział, czego chcę!

Gdybyś mógł wymienić 3 klasyki polskiego rapu, które wciąż są evergreenami pod kątem brzmieniowym i tekstowym, to byłyby to…

Spinache: Jako nr 1 jeden typuję „Skandal” Molesty, również „Lavorama” Ortegi Cartel, zakładając że traktujemy tę międzynarodowa płytę jako polską. I „Ocean Szarych Bloków” Insespe wyprodukowaną przez Emade. To był bardzo udany album i nawet niedawno rozmawialiśmy o nim z patr00.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...