music is ... muzyka z najlepszej strony.

Tauron Nowa Muzyka Katowice 2017 – koncerty otwarcia + zamknięcia

Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach / Fot. Damian Kramski

Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach / Fot. Damian Kramski

Koncertowa klamra każdej kolejnej edycji Nowej Muzyki za każdym razem okazuje się sporym przeżyciem. I to nie tylko z racji samych wykonawców, ale także przede wszystkim specjalnej atmosfery sali Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. I w tym roku rzeczywiście była to jedna z paru składowych, które w tym roku się nie zmieniły. Na szczęście, bo trudno sobie obecnie wyobrazić inną niż obraną formę dwudniowych nocnych zmagań z muzycznym szaleństwem oraz kojącego biforu i afteru.

Czwartkowy koncert otwarcia cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że aby wszyscy mogli otrzymać wejściówki i swobodnie usiąść na swoich miejscach, potrzeba było przesunięcia występu The Cinematic Orchestra o dobre pół godziny. Brytyjczyków chyba jednak nie bardzo wytrąciło to z równowagi, bo swoje malowanie dźwiękami kontynuowali bez większych zawahań przez ponad półtorej godziny. Co by jednak nie mówić o dość niepodważalnej jakości prezentowanych umiejętności zespołu, ich koncert nie był w żaden sposób wydarzeniem niepowtarzalnym. Panowie spokojnie mogliby wystąpić na jednej z festiwalowych scen, tak naprawdę nie tracąc niczego ze swojego brzmienia i atmosfery. Co prawda okoliczności pięknej sali koncertowej mogły dać poczucie obcowania z czymś zupełnie bardziej wyjątkowym niż to, co słychać na albumach zespołu, ale to akurat nie sprawiło, że repertuar The Cinematic Orchestra wybrzmiał ponad i tak dość wysoką normę.

Innym przypadkiem był niedzielny koncert zwieńczający tegoroczną edycję. Nie dość powiedzieć, że porywanie się na „The Disintegration Loops” było zadaniem wyjątkowo karkołomnym. Jak zresztą w przypadku całej twórczości Williama Basinskiego, już sam materiał źródłowy bywa dla wielu niestawny czy niezrozumiały, więc próba odtworzenia go przez NOSPR mogła przynieść dwojaki rezultat: przetłumaczyć go za pomocą żywych instrumentów i trafić nieco celniej niż oryginał, lub zupełnie zobojętnić słuchaczy na te same kompozycje. Abstrahując już od samej wartości albumowej serii sprzed piętnastu lat i niezależnie od wcześniejszego zapoznania się z nimi, zwyciężyła ta pierwsza opcja – kompozycje serwowane tego wieczora wypadły znakomicie.

Utkane z wyciętych sampli magnetofonowych taśm kompozycyjne szumy pozbawione zostały brudu maszyn, a zastąpiono je wszelkiego rodzaju żywym instrumentarium do złudzenia mającym przypominać pierwotne akcenty. Rozpisano więc najbardziej subtelne dźwiękowe fragmenty i nieskoordynowane efemeryczne przeszkadzajki, próbując tu wpasować każdy najdrobniejszy szczegół. Ba, pokuszono się nawet o znamienną dwuminutową cisza na zakończenie melancholijnego „dlp 1.1″, która pozwoliła odetchnąć po wtopieniu się w niemal godzinną formę drugiego tego wieczoru i zarazem ostatniego utworu.

Obcowanie z „The Disintegration Loops” w takiej formie na żywo odprężało, ale niestety też z racji swojego charakteru (i to po dwóch wyczerpujących dniach) potrafiło skutecznie doprowadzić do balansowania na granicy chłonięcia dźwięków oraz oddania się słodkiemu snu. Ci jednak, którzy nie poddali się kuszeniu miękkich siedzeń i przygaszonych świateł mogli doznać prawdziwego oczyszczenia umysłu, które trwało jeszcze przez długi czas po opuszczeniu siedzeń.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...