music is ... muzyka z najlepszej strony.

Sketches of Brunswick East

King Gizzard & the Lizard Wizard "Sketches of Brunswick East"

data wydania: 2017-08-18
wytwórnia: Heavenly Recordings

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 1 głos
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Zazwyczaj jeśli ktoś oznajmia światu, że wyda pięć albumów w ciągu roku to nie wierzymy, że wyniknie z tego wiele dobrego. Dwa może się udadzą, ale żeby więcej – to już raczej niespotykane. Zgodnie z tą zasadą po pierwszym przesłuchaniu „Sketches of Brunswick East” pomyślałam tak, to ten moment kiedy im nie wyszło. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że przy drugim podejściu już album kochałam.

King Gizzard przeszli już nie jedną ewolucję brzmienia, w końcu są prawdopodobnie najbardziej produktywnym zespołem rockowym naszych czasów, jednak trzy ostatnie krążki oscylowały wokół psychodelicznego rocka i mniej więcej tego samego oczekiwano po kolejnym. Tymczasem australijska formacja rzuciła wyzwanie swoim fanom nagrywając coś, co brzmi trochę jak relaksacyjna, improwizowana jam session momentami zapędzająca się w stronę jazzu. Odpowiedzialnym za tą zmianę jest również Alexander Brettin tworzący jako Mild High Club, bo prawdę mówiąc piosenki na albumie są znacznie bliższe jego chilloutowemu brzmieniu wypełnionemu łagodnymi syntezatorami niż wcześniejszej twórczości King Gizzard.

„Sketches of Brunswick East” jest swoistym hołdem dla dzielnicy Melbourne, w której członkowie zespołu mieszkają i tworzą. Tytułowa Lygon Street to ulica, którą muzycy na co dzień przemierzają tam i z powrotem, a „Dusk to Dawn on Lygon Street” jest właśnie jednym z tych powolnych, jazzujących kawałków, które dominują na albumie. „The Book” natomiast może zmylić na początku, bo nawiązuje do ostrzejszej twórczości Lizardów, jednak zamiast rozwinąć się w dający prawdziwego kopa rockowy kawałek zmienia się w kolejny łagodny jamming tylko miejscami ozdobiony efektami gitarowymi, którym daleko do mocnych riffów.

Stu McKenzie i jego grupa uwielbiają tworzenie koncept albumów, przeplatanie tych samych motywów co kilka piosenek to ich specjalność, w związku z czym tytułowy kawałek pojawia się tu w trzech odsłonach. Najdłuższą z nich jest druga, instrumentalna, idealnie reprezentująca jazzujący klimat krążka, z gościnnym udziałem fletu. Momentami King Gizzard wspólnie z Mild High Club skręcają w egzotyczne rejony jak w radośnie brzmiącym „Tezeta” czy „Spider and Me”. Moim osobistym ulubieńcem w tej kategorii jest “You Can Be Your Silhouette”, które trąca karaibskimi rytmami. Zresztą we wcześniejszej twórczości Australijczyków pojawiały się podobne motywy – „Paper Mâché Dream Balloon” zahacza miejscami o to rozmyte brzmienie syntezatorów i ma podobny groove, jednak potrzeba było kilku albumów żeby w pełni te inspiracje rozwinąć.

„Sketches of Brunswick East” jest również albumem tanecznym, co czyni go jeszcze fajniejszym. Oczywiście nie w tym sensie co bardziej klubowe „Currents” Tame Impali, ale ten niespieszny rytm zachęca do równie niespiesznego ruszania biodrami. Improwizacyjny charakter krążka może przy pierwszym przesłuchaniu sprawiać wrażenie chaosu, ale nic bardziej mylnego. Jeśli wsłuchać się porządnie, to w tym chaosie widać metodę, w końcu tytułowe sketches to właśnie produkty pozornie niezobowiązujących jam sessions. Nagranie albumu tak, żeby na pierwszy rzut oka/ucha wyglądał na improwizację, ale po zgłębieniu go, okazywał się całkiem nieźle przemyślanym kawałkiem muzyki, to prawdziwa sztuka. I za to najbardziej zarówno Australiczykom jak i Mild High Club należą się brawa.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...