music is ... muzyka z najlepszej strony.

Pozdro z Białegostoku – Up to Date 2017

Up to Date Festival / fot. Aleksandara Zgajewska

Up to Date Festival / fot. Aleksandara Zgajewska

„Wszystkie małe festiwale są jakieś inne” – ta myśl przebiega mi przez głowę już przez ćwierć mojego życia, i za każdym razem, gdy biorę udział w wydarzeniach tej kategorii, pojęcie „inny” nabiera coraz bardziej pozytywnego znaczenia. Nikt nie zaprzeczy, że jakby z zasady nieduże festiwale mają w swym rdzeniu niezaprzeczalny urok. Białostocki Up to Date, jako modelowy przykład właśnie takiego wydarzenia, zdążył mnie w sobie doszczętnie rozkochać i cóż – wygląda na to, że choć za mną dopiero druga edycja, to nadal jestem gotowa jechać za nim rozklekotanym pociągiem z Krakowa przez pół Polski. Tak, to się chyba nazywa miłość.

Na czym polega styl pijanego mistrza? Nie da się ukryć, że  ludzie przyjeżdżają na festiwal muzyczny dla muzyki przede wszystkim (poprawcie mnie, jeśli tak nie jest) – i w tej kwestii nie można odmówić organizatorom gustu. Znanymi tylko im sposobami udaje się do stolicy Podlasia sprowadzić rokrocznie prawdziwe perełki – takie, o których dopiero w przyszłości będzie głośno (SNTS w 2014), klasyków gatunku (Deepchord w 2012), zaskakujące projekty (Bvdub & muzycy OiFP w 2014) oraz rzadko widywanych w naszym kraju artystów w wersji live. W szczególności myślę tu o Echoplexie w 2015, Polar Inertii w 2014, Robercie Hoodzie i Biosphere w 2011 oraz oczywiście o tegorocznym Gesloten Cirkelu, który jakby zgodnie ze swoim pochodzeniem, na scenie pojawia się raz na ruski rok.

scena Technosoul – fot. Krzysztof Karpiński

Line-up cechuje się spójnością i przemyślaną strukturą. - artyści z nurtu techno występują na scenie Technosoul, hip-hopowcy i turntabliści zajmują równoległą im Electronic Beats, a wszyscy zgodnie jednoczą się bez bicia w strefie gastro, pod sklepem z ciuchami Pozdro Techno czy obok update’owego Malucha – maskotki festiwalu.

Up to Date ucieka też od prostych przekazów, odwołując się w swojej filozofii do wartości ponadczasowych, o których w naszym zabieganym życiu dość często zapominamy (jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało). Nie znam innego festiwalu, który zamiast powielania kalk o sztucznie napędzanym życiu europejskiego imprezowicza, promowałby dowcipnie gwarę polskiego dresa czy siłę więzi rodzinnych. Spoty promujące festiwal są poruszające, a bohaterowie w nich występujący to to na całe szczęście nie gwiazdki youtubowego i blogerskiego półświatka, ale najczęściej organizatorzy i ich bliscy, zaangażowani oczywiście w tworzenie festiwalu. W zeszłym roku o bagażu życia opowiadał ojciec Cezarego Chwicewskiego – Dyrektora Artystycznego, w tym zastąpiła go mama, wspominająca nieżyjących już bliskich i przypominająca o pamięci o nich. Bezpośrednio do jej słów nawiązywała tegoroczna akcja “wyślij pocztówkę do babci”. Na stadionie zorganizowano specjalne stoisko, gdzie można było bezpłatnie nadać specjalnie przygotowaną na tę okazję kartkę do bliskich. Na awersie pocztówki znajdował się kunsztowny kosz z kwiatami, przygotowany oczywiście przez mamy organizatorów. Zainteresowanie akcją przerosło chyba oczekiwania wszystkich – do stoiska dzień w dzień ustawiały się długie jak za PRL-u kolejki a ci najpierwsi zostali obdzieleni nawet ciastem domowej roboty. Zaś ci jedzący w ciągu dnia w barach mlecznych PSS Społem, dostawali kompocik gratis do obiadu – czyż może być bardziej rodzinnie? Trudno się nie wzruszyć nad szczerością tego przedsięwzięcia i nie docenić 100% wkładu, jaki dają od siebie pasjonaci tworzący ten event.


akcja „wyślij pocztówkę do babci” / fot. Krzysztof Karpiński

W nostalgiczny klimat mogła wprowadzić też wystawa na Rynku Kościuszki prezentująca 8 lat istnienia festiwalu. Na licznych fotografiach zaprezentowano w przekroju nietuzinkowe identyfikacje wizualne z poszczególnych edycji, miejsca gdzie odbywał się wcześniej festiwal oraz jego szampańsko bawiących się uczestników. W tym roku dominującym kolorem była przygaszona butelkowa zieleń, którą można było zauważyć zarówno na stronie internetowej festiwalu, lakierze wędrującego po różnych festiwalach malucha oraz ruchomej kurtynie – interesującemu elementowi sceny Technosoul, rozsuwanej przy zakończeniu danego seta. Na podwyższeniu sceny wirowały także złote figury przestrzenne – ostrosłupy, walce, stożki, rzucające światło na sufitową roślinność i migotające, co przy bardzo niskim nakładzie kosztów dawało zjawiskowy wizualny  efekt.

A co na samej scenie? Dźwiękowo bez nudy, a wręcz przeciwnie – z kilkoma niezapowiedzianymi wstrząsami technonicznymi na pewno. Największe wrażenie zrobił na mnie piątkowy występ live Shifted & Empire Line, który mógłby być książkowym przykładem przekraczania nie tylko granic gatunkowych, ale też granic zdziwienia czy wytrzymałości wobec tego, co może się wydarzyć na scenie. Za konsolami tradycyjnie ukryci w swojej anonimowości DJ-e: Shifted, Varg i Damien Dubrovnik, serwując niekontrolowane mięsiste techno, a przed nimi półnagi i wytatuowany Isak Hansen, który przyjął na klatę bycie charyzmatycznym frontmanem z pogranicza rockmana i punka. The Empire Line w założeniu nie chcieli być kolejnym powtarzalnym występem techno – i cóż – udało się: w swoim występie w udany sposób upakowali bowiem współczesną muzykę taneczną, punk rock i power electronics, a dzięki mrocznej pozie Hansena miotającego się po scenie, wrzeszczącego do mikrofonu i polewającego ludzi wodą, stworzyli prawdziwe show, które chłonie się równocześnie uszami i oczami. Trudno dziwić się, że i polska publika zbierała szczęki po występie The Empire Line w Polsce i był on dość szeroko dyskutowany – w końcu nie na co dzień nie widuje się dark techno przyprawione black metalowym wokalem i ociekające brutalnością. Do szaleństw przyzwyczaił nas trochę Vatican Shadow, który tak jak w zeszłym roku rozlewał wódkę publiczności podczas swojego występu b2b z Ancient Methods. Na Centralnym Salonie Ambientu jako Prurient tłumił jeszcze swojego wewnętrznego wariata, ale na stadionie zdaje się, że popuścił wodze fantazji całkowicie.


festiwalowa maskotka – Maluch / fot. Polka Polkovska & Pola Sobuń

Oczekiwań nie zawiódł też Gesloten Cirkel, chociaż nie przywiózł ze sobą peceta z monitorem CRP, z jakim jeździł swego czasu w swoje rzadkie trasy koncertowe. Anonimowy producent z Rosji, namaszczony przez I-F, również wystąpił z grubą nicią szytym projektem live, podczas którego swobodnie flirtował z trzaskającymi motywami z poszczególnych utworów, pozwalając by się wzajemnie przenikały i klejąc je ze smakiem na żywo. Cały czas zawiewało przyjemnym oldschoolowym electroklimatem, objawiającym się metronomicznymi bębnami, metalicznym pogłosem czy niedbałym wokalem ze “Stakana”. W pewnym momencie, gdy na pierwszy plan wjechały puzony, można było odnieść wrażenie, że do producenta z Rosji przyłączyła się podlaska orkiestra dęta. Całość majestatycznie zamknęły sample z “Submit X”, kończąc pełen dymu przejazd przypominający ponurą kolej transsyberyjską.

W piękną podróż z hipnotycznymi dźwiękami zabrali publikę Edanticonf, zamykający swoim godzinnym występem live piątkową noc na Technosoul, oraz Marco Shuttle, wprowadzający do swojej selekcji utworów bardzo sugestywny nastrój tajemniczości i głębi. Czasami, niczym dobry maszynista, przestawiał zwrotnicę na klasyczne techno, ale brzmiące tak by ciepło pulsowało, a nie schodziło w modne ostatnio zakątki industrialowe. Pierwszy raz w Polsce pojawili się Detroit in Effect, którzy odgrzebali nieco zapomnianą stylistykę, słusznie kojarzącą się z występami AUX 88 – bogate w skandowane wokale i chwytliwe linie basowe, powodujące niekontrolowane bujanie się całego ciała. Nieco zawiódł mnie za to live Ugandan Methods: dziki wokal Regisa okazał się zanadto oderwany od rzeczywistości, a nagromadzenie tribalnych akcentów sprawiło, że czułam się po trosze jak w dżungli czy ZOO.

Do innych (prawie niewidocznych) minusów trzeba niestety dopisać kulejące miejscami nagłośnienie na Technosoul (nie wytrzymywało niskich częstotliwości) oraz niewystarczającą ilość toalet Toi Toi. Są one jednak na tyle małe, że nikt nie będzie o nich pamiętał zarówno podczas wspominania tego „przesympatycznego weekendu w Białymstoku” ani tym bardziej za rok, kiedy pojawi się na Up to Date po raz kolejny. Jestem bowiem pewna, że się pojawi.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...