music is ... muzyka z najlepszej strony.

kortez moj dom

Kortez "Mój Dom"

data wydania: 2017-11-03
wytwórnia: Jazzboy

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 10 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Pamiętam moment, gdy przypadkiem w „Trójce” usłyszałem Korteza po raz pierwszy – utwór “Od Dawna Już Wiem” był prawdziwą emocjonalną bombą. Tak przejmującej piosenki nie słyszałem dawno i był to chyba najsmutniejszy utwór od czasu “Jestem Kamieniem” Kayah. I ja i fani Korteza, których przybywało w arcyszybkim tempie, wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z niezwykłym, wyjątkowym zjawiskiem na naszej scenie muzycznej.

Co było i jest największym atutem tego artysty? Ta cecha, której w showbiznesie jest szalenie mało, a której to cechy szukają zarówno słuchacze hip-hopu jak i rocka czy bluesa: autentyczność. Muzyka Korteza jest bowiem na wskroś autentyczna – tak jak on sam. Kortez w czapeczce przy fortepianie, Kortez występujący w klubie 1500m2 na urodzinach rapowego labelu Alkopoligamia z Tym Typem Mesem. Kortez, który wchodzi na scenę i gra wyrzucając swoje emocje na wierzch. One nie są skryte za parawanem przeprodukowanych bitów, tekstów pisanych przez 7 autorów z publishingu, z melodyką jaką podpowiedziały badania focusowe stacji radiowych.

Producentem najnowszej płyty artysty jest ponownie Olek Świerkot, który pracował również przy „Bumerangu”. Wszystkie piosenki skomponował Kortez, a teksty napisała Agata Trafalska, której pomogli: Roman Szczepanek (znany z debiutu), Mateusz Dopieralski (Bitamina) i Maks Kucharski (z duetu Max Fiszer). Jak Kortez zdał egzamin z tzw. syndromu drugiej płyty? Znakomicie! Już pojawiający się w sieci z nagrań koncertowych „Nic Tu Po Mnie” był bardzo obiecujący i zapewniał, że styl na drugim longplayu będzie zachowany. I właśnie na to czekaliśmy.

„Mój Dom” to ponownie muzyka, która wręcz bije po duszy emocjami i wyciska łzy. Bo przecież ten album to niejako dziennik rozstania, pamiętnik z rozpadającego się związku. Szalenie symboliczna jest też okładka (inspirowana płytą grupy Breakout „Blues”), na której widzimy piosenkarza z synem. Mimo, że początek albumu to m.in. optymistyczne w wymowie i motoryczne, taneczne brzmieniowo „Dobrze, że Cię Mam” (I znów nam mija rok / to chyba właśnie to), to potem wpadamy w minorowy nastrój dyktowany nastrojowością i liryzmem tego albumu.

Bez wątpienia najlepszym utworem na płycie jest singiel „Dobry Moment”: delikatne klawisze w stylu Jamesa Blake’a przepięknie współgrają ze szczerym, przejmująco smutnym tekstem (Kiedyś jak będziesz w mieście, może przypadkiem się spotkamy/ znów poczujemy tamto, znów się będziemy dobrze bawić/ tym razem ja posłucham Ty z błyskiem w oku mi opowiesz coś o dzieciach, coś o sobie/ i wtedy będę pewien, że o miłości nigdy więcej się nie dowiem). „Dziwny Sen” (słyszę jak płaczesz / i nie ruszam się) i „We Dwoje” to utwory, które równie dobrze mogłyby znaleźć się na „Bumerangu”.

Cała płyta jest – podobnie jak debiut – bardzo spójna i podoba się coraz bardziej z każdym nowym przesłuchaniem, choć pozostawia pewien niedosyt. Może jest trochę za krótka? A może to preludium do następnego mini-albumu? „Wyjdź Ze Mną Na Deszcz” kończy album w zaskakującym stylu: brzmienie klawiszy przypomina tu trochę grupę OMD z lat 80. i ten aranż nieoczekiwanie buduje pewną doniosłość, żal.

„Mój Dom” to zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku. A karierze Korteza przyglądajmy się od teraz jeszcze wnikliwiej. I śmiejmy się z tych radiostacji, które zdobyły się na granie jego muzyki. A może to dobrze? Artysta sprzedający dziesiątki tysięcy płyt, którego nie ma w najpopularniejszych stacjach radiowych i TV to uosobienie cytatu z drugiej płyty zespołu The Prodigy: „Postanowiłem skryć się z moją muzyką w podziemiu, by nie wpadła w niepowołane ręce.”

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...