Tegoroczna edycja Silesian Jazz Festival nie miała może największej frekwencji o jakiej można by pomarzyć (z drugiej strony zawsze można posłużyć się starym argumentem, że przecież jazz to nisza), to jednak poszczególne wydarzenia bez problemu odnalazły swoją publikę wyraźnie entuzjastycznie przyjmującą twórców. Nie było też mowy o przypadkowości zebranych widzów i słuchaczy.

Potwierdziła to dobitnie atmosfera wytworzona przez suitę „Tribute to Akwarium” Piotra Wojtasika. Różnorodność muzyków, a co za tym idzie – instrumentarium, tworzyła ciekawy dźwiękowo-emocjonalny kolaż, którego wytwór końcowy pobudzał, wprowadzał w zakłopotanie, gubił i na nowo oczarowywał – co wyrażały liczne odzewy publiczności. Dobrym posunięciem okazało się wzbogacenie repertuaru o fragment bardziej piosenkowy. Związane z tym krótkie, acz intensywne wybrzmienie wokali Magdaleny Zawartko i Anny Marii Mbayo wprowadziło chwilę prawdziwego odświeżenia wśród męskiego tłumu. Tym bardziej więc żałuję, że nie dotarłem na niedzielny wieczór pań z Hearth, które miały dobitnie przełamać wylewający się podczas tego weekendu obraz jazzu jako sportu typowo męskiego.

Tribute to Akwarium

Wszystkich przyzwyczajonych do zupełnie innej myśli – że jazz zawsze równa się instrumentom dętym – zastanawiać mogły ekspresyjne, rockowe popisy gitarowe założyciela Marek Napiórkowski Trio. Na pytanie, czy na pewno uczestniczymy w wydarzeniu, które ma zajmować się szeroko rozumianą muzyką jazzową, część na pewno znalazła satysfakcjonującą ich odpowiedź. Reszta obecnych nie musiała głowić się nad podstawami do wybrzmienia ze sceny wyraźnie bardziej przystępnej, niemal rozrywkowej materii, aby wyciągnąć z przeszło godzinnego koncertu czegoś wartościowego (może poza utworami balladowymi).

W tej kwestii jakże zwyczajnie na standardy jazzowe wybrzmiały wystąpienia składu Kuby Więcka na scenie klubu Absurdalna – podczas którego miejsca siedzące wydawały się wyjątkowo niepotrzebne – czy panów z RGG z ich „Contemporary Sonus”. W przypadku tego drugiego trio zaproszeni do wspólnych poczynań trębacz i puzonista ciekawie wpłynęli na dynamikę podstawowego składu zespołu. Bo choć panom z RGG nie można niczego zarzucić podczas ich tradycyjnych występów, to Samuel Blaser i niezmiernie uradowany swoją obecnością na scenie Verneri Pohjola, nie tyle odświeżyli stylistykę, co raczej dodali kolejnych warstw do specyficznego repertuaru muzyków. Ojdana, Garbowski i Gradziuk nie odstawali jednak od gości w swoich indywidualnych poczynaniach, goniąc melodyjne i bardziej kaszlowe partie dęciaków swoimi pomysłami na szukanie nowych form wyrazu.

Wydawałoby się, że od kiedy Ryan Gosling uratował muzykę jazzową, wydarzenia takie jak te nie mogą zostać niezauważone i po prostu nie mogą się nie udać. Trudno jest ocenić, czy od czasu rozkochania się publiki w „La La Land” sytuacja jazzowych spędów uległa drastycznie zmianom na lepsze, to jednak można zaryzykować stwierdzenie, że wcale się nie pogorszyła. O samym stanie muzycznym niech świadczy fakt licznych zgłoszeń do 4. Międzynarodowego Konkursu na Kompozycje Jazzową i jakość wyróżnionych prac – zaprezentowanych zresztą sobotniego wieczoru na scenie ośrodka Katowice Miasto Ogrodów. Zwycięski „Waltz for you” napisany przez Bogusława Kaczmara, zapowiedziany został przez niego jako zupełnie prosta kompozycja. W ostatni grudniowy weekend obietnica prostoty obcowania z muzyką została spełniona – i tyle było mi potrzeba.

Nie ma więcej wpisów