Żubroffka jak zawsze – udanie, stabilnie i zachęcająco. Grudniowy weekend z filmowymi pokazami i nocami pełnymi muzyki stał się już białostocką tradycją, nie ma więc sensu mówić o zaskoczeniu czy wyjątkowym sukcesie. Machina działa po prostu jak w zegarku i przynosi przy tym sporą dawkę nowej muzyki.

Za każdym razem mam pewne oczekiwania co do koncertowej oferty Żubroffki, jeszcze nigdy nie udało mi się jednak trafić w choćby jednego wykonawcę. Świadczy to o tym, że organizatorzy wykonują naprawdę dobrą pracę przy poszukiwaniu artystów. Christian Löffler jest oczywiście powszechnie znany, ale o RSS B0YS tylko coś tam kiedyś słyszałem, nie wgłębiając się zanadto w ich twórczość. Reszta nazwisk (mimo że Gaika jest jednak nieco rozpoznawalny) stanowiła dla mnie novum. Cóż, z jednej strony to trochę wstyd, a z drugiej – zasługa odpowiedniego researchu czuwających nad zaproszeniami.

Nie mogłem niestety uczestniczyć w pokazie filmu „Berlin: Symfonia wielkiego miasta” z muzyką na żywo Christiana Löfflera, przybyłem jednak akurat na, odbywający się kolejnego dnia, pokaz Music Video zakończony setem RSS B0YS. Blok wygrał ostatecznie, zasłużenie zresztą, klip „Territory” The Blaze. Co jednak ważniejsze, koncert polskiego duetu okazał się niemalże objawieniem. Intensywny mariaż dźwięku i obrazu, muzycznie zakorzeniony gdzieś w glitchu, IDM-ie i industrial techno (wykorzystując przy tym różnorakie, często egzotyczne sample), a wizualnie w vaporwave, nie tylko był bardzo sprawnie przemyślany, ale też bezbłędnie zaprezentowany. Wizualizacje, wyglądające jak losowe fragmenty internetu, korespondowały z nazwą zespołu, przypominając agregowane przez nieznany algorytm treści z różnych źródeł. Sam duet ukrył się natomiast za hasłem „nobody”, stawiając samych siebie w roli bezosobowego narzędzia przekazującego swój koncept. Podkreślał to też strój artystów, którego głównym elementem była charakterystyczna maska. W Białymstoku publika mogła cieszyć się premierową oprawą graficzną, co dodatkowo dodawało temu popisowi smaczku. RSS B0YS to zjawisko, które już teraz odciska widoczne piętno na polskiej kulturze w sferze internetu.

Piątkowy koncert znacznie obsunął się w czasie, co spowodowało małą konsternację. Jednak ostatecznie Fama została wypełniona po brzegi, co nie zdarza się wcale tak często. Na początku na scenie pojawił się Mifi, który rozkołysał publikę zgrabnym połączeniem muzyki wschodniej i elektronicznej. Towarzyszyła mu ubrana na czarno tancerka. Po nich na scenę wszedł Gaika, aby zaprezentować mieszankę rapu i r&b. Niezbyt długą, ale mającą mocne punkty, w postaci choćby „PMVD” odśpiewanego, gdy publiczność trzymała w górze latarki. Mimo przytaczanych czasem porównań do Death Grips, scenicznie Gaika nie ma z nimi nic wspólnego. Trochę szkoda, ale nie znaczy to, że w swoich ramach wypada źle.

Sobotni wieczór stał pod znakiem egzotyki. Rafael Aragon ocieplił klimat remiksując przeróżne utwory na taneczną modłę. Potem DJ Khalab swoim audiowizualnym setem na żywo zabrał w podobne rejony, mocno powiązane również z afrykańską muzyką. Orgonite natomiast wymykali się wszelkim konwencjom, wprowadzając na scenie i pod nią czyste szaleństwo. Raz prezentowali autorskie utwory („Adibass”), raz covery („Seven Nation Army”), wszystko zanurzając w głębokim basie. Ich ekstrawagancja miała coś z Die Antwoord i chociaż muzycznie nie wypadało to zbyt dobrze, nie o wyrafinowanie w takiej twórczości chodzi.

Trzeba przyznać, że co prawda tym roku Żubroffka nie wytoczyła ciężkich dział, ale lekką artylerią zdołała dobrze uformować program imprezy. Artyści idealni na aftery plus cząstka niekontrolowanego odchyłu od normy (RSS B0YS i Gaika) to uniwersalny przepis na udany efekt końcowy, który i teraz nie zawiódł.

Nie ma więcej wpisów