music is ... muzyka z najlepszej strony.

Najlepsze albumy 2017 według redakcji musicis.pl

20/60

Kelela - "Take Me Apart" /// „Take Me Apart” to coś w stylu składanki „greatest hits”, ale różnych artystów. Bo chociaż to album Keleli, to ilość nazwisk przewijająca się przy jego tworzeniu jest imponująca. Od Jam City, Boots, przez Romy Madley Croft aż po Arcę, który w tym roku właśnie na tym albumie osiągnął pełnię możliwości (na self-titled brzmi trochę zbyt przewidywalnie, a współpraca z Bjork jest powtórką z rozrywki, w dodatku lekko nużącą). Na tej płycie dzieje się dużo, bardzo dużo, i całkowicie nie sprawia ona wrażenia debiutanckiej. Kelela nie ograniczyła się do alt r&b, a zmieszała je ze sporą dawką uk bassu, glitchu i wonky, aby zróżnicować brzmienie i postawić kolejny krok w stronę przesunięcia granic gatunku i zdefiniowania go na nowo. Dodatkowo pomaga w tym świetna produkcja – podkłady mogłyby równie dobrze żyć własnym życiem. Ale właśnie w połączeniu z wokalem Keleli dają mu szansę zaistnieć ze zdwojoną siłą, czyniąc ten album kompletną całością (Jacek Wnorowski) /// Oczekiwania co do tego albumu były tak wielkie, jak wielkie było rozczarowanie jego pierwszym wysłuchaniem. Nie ma tu znanych z EP-ki pociągających futurystycznych wizji, jest za to spojrzenie w przeszłość. "Take Me Apart" nie traktuje R&B jako punktu wyjściowego do dalszych śmiałych poczynań, a raczej dogłębnie eksploruje jego formułę, swoje odkrycia odsłaniając powoli, jakby beznamiętnie. A jednak tą namiętność i miłość do muzyki daje się odczuć po kolejnych odsłuchach, przy okazji raz jeszcze przekonując, że w zdolności tej artystki wątpić nie wypada. Umarła Kelela, niech żyje Kelela (Marek Cichoń) 

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...