Brytyjski singer-songwriter już w czerwcu odwiedzi stolicę w ramach swojego pierwszego klubowego koncertu w Polsce. Będzie to jedna z nielicznych okazji, aby zobaczyć go na żywo w najbliższym okresie, ma bowiem zaplanowanych tylko kilka koncertów.

Ben Howard po raz pierwszy podzielił się szerzej swoją muzyką w 2008 roku. Wtedy ukazała się EP-ka „Games in the Dark”, z której pochodzi pierwsza wersja najbardziej bodaj znanego utworu artysty – „Keep Your Head Up”. Kolejne lata przyniosły dwa kolejne minialbumy i wyczekiwany debiutancki album długogrający. „Every Kingdom” otrzymał wysokie noty od krytyków, był nominowany do Mercury Prize i, co najważniejsze, ustawił Bena w pozycji jednego z najbardziej obiecujących singerów-songwriterów obecnego pokolenia, silnie zainspirowanego duetem Simon & Garfunkel i innymi artystami z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, jak Joni Mitchell czy John Martyn.

Brytyjczyk nie był jednak zapatrzony jedynie w estetykę z odległej przeszłości. Jego twórczość, zarówno muzycznie, jak też tekstowo, to nie tylko podtrzymujące na duchu, radosne i zwiewne kompozycje, ale również, a może przede wszystkim, dźwięki silnie spoglądające w stronę post-rocka i, bardziej lub mniej śmiało, czerpiące z niego inspiracje. Ten kierunek znajdywał swoje odbicie już na pierwszym albumie Bena („Black Flies”), ale w pełni został poddany eksploracji na wydanej rok później EP-ce „The Burgh Island”.

Stamtąd właśnie wyłania się brzmienie stojące w ścisłym związku z okładką wydawnictwa. Niepokojące, szare, melancholijne, ale z przebłyskującym światłem. Cztery utwory przepełnione są gitarowymi popisami i dosadną perkusją, składając się na świetny materiał. Co ciekawe, „Oats in the Water” zostało użyte w trailerze utytułowanej polskiej gry ‚Wiedźmin 3: Dziki Gon”.

Rok 2014 przyniósł ostatnie, jak dotąd, wydawnictwo Bena – album „I Forget Where We Were”. Nie będzie przesadą powiedzenie, że to jego najdojrzalszy twór. Czerpiący pełnymi garściami z estetyki poprzedzającej go EP-ki, ale potrafiący dynamiczne kompozycje stonować tymi spokojniejszymi, w których nie brak technicznych popisów gitarowej gry („pick and go”). Całość spaja jeden liryczny koncept, utwory wzajemnie ze sobą korespondują, emocje na płycie narastają z każdą kolejną minutą, aby znaleźć ujście w fenomenalnej końcówce „End of the Affair”. Tak właśnie brzmi idealny jesienny album.

W ubiegłym roku Brytyjczyk zaangażował się w działanie zespołu A Blaze of Father, z którym również koncertował. Teraz ponownie wraca na trasę, ale już solo. I można mieć skrytą nadzieję, że tak długie milczenie przyniesie nowe utwory. Z drugiej jednak strony – nieważne co zaprezentuje publiczności. Będąc na żywo wulkanem emocji jest w stanie każdy przekaz podnieść do rangi spektakularnego wydarzenia i wzruszyć widownię intymną formą swoich koncertów. Podobnie, jak stało się to w BBC.

Ben Howard już raz odwiedził Polskę. Było to w 2014 roku, kiedy wystąpił na Open’erze. Teraz powraca w bardziej kameralnych warunkach. Zagra w warszawskim klubie Stodoła 8 czerwca. Bilety będą dostępne w sprzedaży od najbliższego piątku. Organizacją koncertu zajmuje się agencja Go Ahead.

Nie ma więcej wpisów