LINIA NOCNA: Jesteśmy przeciwieństwami, które spotkały się w jednym miejscu

 Linia Nocna to duet, który tworzą Monika „Mimi” Wydrzyńska i Mikołaj Trybulec. Pracę nad wspólnym projektem rozpoczęli dwa lata temu – dziś ich single: „Znikam na chwilę” czy „Nad Wisłą” zdobywają szturmem kolejne radiostacje.

Jesienią Linia Nocna supportowała KARI w czasie jej trasy koncertowej „I am Fine” oraz Kubę Badacha i jego „Oldschool” w warszawskim Teatrze Roma. Zespół wystąpił także w ramach Warsaw Music Week.

Tuż po wydaniu debiutanckiego albumu i promocyjnym koncercie w warszawskiej „Miłości” rozmawiam z Moniką i Mikołajem o klasycznej edukacji muzycznej i „produkowaniu” wykonawców, radiowych playlistach, samplingu i remiksach oraz ulubionych miejscach w Warszawie…

Artur Wojtczak: Nie jesteście grupą z castingu lub programu typu talent show. Jak się poznaliście, czy wasze gusta muzyczne były od początku zbieżne?

Monika: My spotkaliśmy się na dyplomie naszej koleżanki Patrycji w szkole muzycznej na Bednarskiej. To był dyplom z wokalistyki jazzowej: ja tam śpiewałam chórki a Mikołaj grał na basie. Potem nasze losy zaczęły się przeplatać. 2 lata temu Mikołaj zaczął produkować muzykę i stworzył swoje domowe studio. Zaproponował mi wtedy wspólne robienie muzyki. Zaczęliśmy się wymieniać inspiracjami a potem pisać muzykę. Pierwszym utworem, jaki powstał była piosenka „To Błąd”.

Mikołaj: Zresztą każda piosenka z płyty jest dla nas ważna, nie ma tu żadnych zapychaczy czy utworów przypadkowych.

Środowisko „Bednarskiej” sporo już namieszało na polskiej scenie. Jak wy, jako zawodowi muzycy postrzegacie polski rynek muzyczny, gdzie część wykonawców nie potrafi śpiewać lub opiera swoją karierę bardziej na marketingu.

Mikołaj: My jesteśmy przeciwieństwami, które spotkały się w jednym miejscu. Monika ma za sobą 12 lat pobierania takiego wykształcenia, a ja przechodziłem przez różne formy edukacji. np. jazz, ale nie w szkole muzycznej.

Monika: Ja bronię dyplomu z wokalistyki jazzowej w Katowicach, ale Mikołaj szedł inną drogą. To pokazuje, jak różnymi środkami można kroczyć do muzycznej kariery. Odnośnie „talent show” czy ludzi, którzy zajmują się muzyką z przypadku, to ja jestem bardzo „true schoolowa” i patrzę na to bardziej krytycznie. Zwłaszcza, że czasem zdarza się stereotypowe myślenie o wokalistkach w projektach, właśnie jak o produktach. Tymczasem ja współkomponowałam większość utworów na tej płycie.

Wasza muzyka szaleje w radio: jak tego dokonaliście, że wasze single tak często można usłyszeć w eterze?

Mikołaj: Na początku podjęliśmy decyzję, że chcemy pokazać naszego singla „Znikam na chwilę” dalej, sprawdzić, czy może zaistnieć w mediach, radiostacjach. Sporo czekaliśmy na ten moment i miał on być w pewien sposób decydujący o kolejnych krokach. Nasza późniejsza managerka Justyna Milkiewicz puściła wspomniany utwór Gabi Drzewieckiej z Chilizet i ta piosenka się spodobała. Już za 4 dni ten utwór miał zagościć na playliście radia, bo uznali, ze jest bardzo dobry. Zresztą gdy otrzymaliśmy tę pozytywną wiadomość, czym prędzej popędziliśmy do studia by nagrać jego ostateczną wersję. A potem poszło to lawinowo. Podobnie było z Radiem Dla Ciebie. Śpiewając cover Daabu w koncercie „Zderzenia” usłyszeliśmy bardzo miłe słowa od Pana Romana Rogowieckiego z RDC, który od razu chciał to zagrać na antenie. Po emisji programu dostaliśmy też sporo wiadomości od ludzi, którzy chcieli słuchać „W Moim Ogrodzie”z płyty, a nie tylko streamingu.

 

Fascynująca historia – przecież obecnie to często wykonawcy muszą płacić, by znaleźć się na rotacji w radio…

Monika: Mamy szczęście, wiemy to. Byliśmy pewni, że nasze single zaistnieją w internecie, natomiast zdarzyło się od razu znacznie więcej i to wspaniałe.

Na płycie znajduje się piosenka „Nad Wisłą”, gdzie legalnie wykorzystujecie głos Kuby Sienkiewicza. Czemu nie wycięliście tu po prostu zwykłego krótkiego sampla? A Kuba pojawia się też w waszym teledysku…

Mikołaj: Baliśmy się więzienia! (śmiech) .

Monika: Szczerze mówiąc, to nie wyobrażaliśmy sobie zrobić tego inaczej. Chcieliśmy oficjalnej zgody, inaczej byśmy tego nie wypuścili. Nie ukrywam, ze gdy zadzwoniliśmy z takim zapytaniem, było pewne zaskoczenie, bowiem ta kultura samplingu jest już szeroko rozpowszechniona. A my Kubę Sienkiewicza bardzo cenimy, a on sam pochwalił ten numer i zagrał w teledysku.

 

Skoro już wspominamy frazę „jestem z miasta”, to powiedzcie, jakie są wasze ulubione – nieoczywiste miejsca w Warszawie.

Mikołaj: Wolne Miasto Kabaty! (śmiech) To miejsce, gdzie się wychowałem: mamy tu i metro, które tutaj śpi i piękny kabacki las. Widuję lisy, kuny i inne zwierzęta. Bardzo polecam na spacery.

Monika: Ja polecam wszelkie małe księgarnie. Uwielbiam takie małe unikatowe miejsca, bardzo wspieram ich działalność i sama dużo czytam. A z ulubionych klimatycznych dzielnic wymienię oczywiście Żoliborz i Saską Kępę.

Jacy artyści inspirują was na co dzień? Marzycie o współpracy z kimś szczególnym?

Mikołaj: Z racji naszej pracy jako muzycy sesyjni, muszę powiedzieć, ze z wieloma wybitnymi muzykami już pracowaliśmy. Natomiast przychodzi mi do głowy pomysł kooperacji z kolegami ze środowiska jazzowego i przygotowanie specjalnych, improwizowanych wersji naszych piosenek właśnie na jazzowo.

Monika: Jak na razie chcemy robić swoje, bo wiele takich marzeń już się spełniło. Do dziś pamiętam śpiewanie z Anną Marią Jopek, którą absolutnie uwielbiam – pierwsze zarobione pieniądze wydałam na jej płytę i gdy się zawodowo spotkałyśmy i grałam w jej zespole, to ze wzruszenia płakałam.

Mikołaj: Gdybyśmy z kimś mieli zagrać, to musiałaby to być osoba zaskakująca, z innego muzycznego świata.

Czy do albumowych / radiowych wersji powstaną też jakieś remiksy, które pomogłyby wam trafić do innej publiczności?

Mikołaj: Chodzą nam takie myśli po głowie, bo daje to zawsze fajne efekty.

Monika: Tak, chętnie dalibyśmy nasze utwory do remiksowania, by zobaczyć inne na nie spojrzenie.

Mikołaj: Myślimy też o takim kroku wstecz, czyli o zrobieniu wersji akustycznych naszych piosenek – to również byłoby sięganie w stronę nowych fanów.

Monika: Zwłaszcza, ze nasze piosenki maja przecież akustyczną genezę, bo tak się rodziły – przy fortepianie…

 

Nie ma więcej wpisów