Trudno mówić o jakiejkolwiek niechęci związanej z wybraniem się na ten koncert, wszak drugi album warszawiaków do dziś stanowi jedno z moich ulubionych polskich wydawnictw ostatnich lat. Z drugiej jednak strony już raz słyszałem kwintet na żywo i zachodziły pewne obawy, że czeka mnie powtórka z rozrywki. Nic bardziej mylnego.

W Spatifie Niechęć wystąpiła w towarzystwie kolektywu Vj-skiego wooom. Dzięki temu koncert zyskał dodatkowy wizualny aspekt, a trzeba przyznać, że stanowiło to ogromną wartość dodaną. Obraz oddawał dźwiękowe wibracje fenomenalnie, pulsując w rytm syntezatorów i rozjeżdżając się w trakcie saksofonowych solówek. Niezłym pomysłem byłoby ruszenie w ogólnopolską trasę właśnie w takim wydaniu.

Niechęć jest w okresie przejściowym między premierą poprzedniego albumu, a rozpoczęciem nagrywania kolejnego. Dlatego podczas koncertu usłyszeliśmy dwa premierowe, jeszcze niezatytułowane utwory. Jeden skomponowany przez Maćka Szczepańskiego, basistę, wyciągający na wierzch bardziej agresywne, przesterowane brzmienie, drugi autorstwa Michała Załęskiego, trochę powolniejszy, ale z podskórną warstwą psychdelii.

Cała reszta głównej części koncertu to album „Niechęć”. Poczynając od „Końca” z rozbudowanym outro, przez „Rajzę”, „Atak” i „Trzeba to zrobić” z bardzo rozwiniętą dynamiką, przez „Krew”, z awangardowym saksofonem i niepokojącą atmosferą, po „Metanol”, który jest jednym z najlepszych utworów nie tylko na płycie. Gdzieś pomiędzy nie brakowało improwizacji i solówek (w tym, klasycznie już, tej perkusyjnej, w szalonym wykonaniu Michała Kaczorka).

Na bis wybrzmiał „Taksówkarz”, idealnie zresztą podsumowujący różnice w brzmieniu „Śmierci w miękkim futerku” i „Niechęci”. Kiedyś grupa grała w jeszcze bardziej jazzowym, awangardowym stylu, obecnie dźwięki są dalece zróżnicowane, do głosu jeszcze dobitniej dochodzi gitara, a całość ma mocniejszy przekaz emocjonalny i ilustracyjny charakter. Styl warszawiaków ewoluuje i można mieć pewność, że kolejny album przyniesie pakiet nowości. Pozostaje więc czekać i cieszyć się, że koncertowa forma kwintetu nie opada.

Nie ma więcej wpisów