Błażej Król w ciągu ostatnich kilku lat stał się niemal maskotką alternatywnego podwórka. Dzięki swoim licznym projektom zdołał dotrzeć do miłośników surowych syntezatorowych brzmień, odbiorców podsypanej eksperymentem elektroniki, wielbicieli polskiego niezalu, zadumanych słuchaczy ambientu, a nawet do fanów Trójki, którzy zazwyczaj w tego typu muzyce nie gustują. W tym miejscu można by ponownie postawić Błażejowi pomnik, wymienić jednym tchem wszystkie jego projekty, muzyczne współprace i rolę, jaką odgrywa obecnie w polskiej muzyce, pomnażając liczne przychylne epitety. Rzecz w tym, że nie o to chodzi. Twórczość Błażeja nie powinna służyć do ślepych zachwytów, a stanowić punkt zapalny do uruchomienia myślowych procesów, czy to analitycznych, czy psychologicznych. Skrywa bowiem w sobie pewien nieuchwytny fenomen, którego sedno dobrze by było w jakiś sposób opisać, zachować na później, utrwalić, żeby nie prysł wraz z biegiem czasu.

Jako że o samej muzyce powiedziano już nad wyraz wiele, warto zacząć od „królowych” tekstów. Pierwsze zetknięcie z songwriterską manierą Błażeja może wprawiać, i w zasadzie zawsze wprawia, w konsternację. Uczucie podczas słuchania można porównać do błądzenia po labiryncie, w którym łapiemy się jakichś słownych strzępków, tropów, które nadać mają jaśniejszy kontekst całemu doświadczeniu. Podobnie mówi się też o książce Italo Calvino „Jeśli zimową nocą podróżny”, która już samym tytułem w pewien sposób budzi skojarzenia z typową dla Błażeja formą składni i dekonstruowania codziennego stylu wypowiedzi.

Dla Calvino bardzo ważny jest odbiorca, który podczas czytania staje się bohaterem. Moje teksty zaczynają „pracować” w momencie kiedy pojawia się słuchacz. Opowiadania zaczynają się i kończą w niespodziewanym momencie i to kolejny zabieg który uwielbiam. Fragmentaryczność i wyrywkowość. Czasami liźnięcie. – tak łączy Błażej podejście pisarza i swoje do udziału odbiorcy w artystycznym procesie. Jednocześnie dodaje:

Nie ma u mnie czegoś takiego jak bezpośrednia inspiracja i chęć zmierzenia się ze stylem, w tym przypadku Calvino. Ja jestem żółtodziobem w pisaniu, nie posiadam warsztatu i najbliżej mi do „grafomaństwa”. Nie spotkałem jeszcze dzieła, które utwierdziło by mnie, że jestem w pisaniu dobry. Powiem nawet, że większość przeczytanych zdań umacnia mnie w przekonaniu, że powinienem dać sobie z tym spokój.

Te przykre, ale szczere konkluzje Błażej podbija jeszcze swoimi refleksjami na temat samego czytania książek:

Jestem dość prostym facetem uzależnionym od kupowania książek. Od czytania też, ale skłamałbym, mówiąc że doczytuję wszystko do końca. Skłamałbym też mówiąc, że wszystko co czytam rozumiem, a i jeszcze zostaje mi w głowie. Przyznaję, że lubię wypytywać. Jestem ciekawski. Lubie wiedzieć.

Okazuje się jednak, że kupowanie książek i ich czytanie, nawet jeśli szczątkowe, daje też inne korzyści:

Czytając dużo kradnę, głównie rzeczowników określanych czasownikami. Kradnę też całe zdania. A złodzieja łatwo zdefiniować po tym co i gdzie kradnie.

Powstaje tylko pytanie: czy to kradzież? „Słowny sampling” brzmi znaczniej bardziej dyplomatycznie i lepiej oddaje postać rzeczy. Wyjęte z kontekstu fragmenty większych dzieł sprawdzają się dobrze zarówno jako pojedyncze, nic nieznaczące frazy, ale również jako budulec całkowicie nowego kontekstu. To drugie Błażej ma opanowane do perfekcji. Nieważne, że ktoś już kiedyś dany zbitek słów wymyślił, złożył i zapisał, skoro teraz ma szansę zafunkcjonować w zupełnie nowej otoczce.

Teksty Króla cechuje też budowanie u słuchacza poczucia niedosytu. Oszczędne w wyrazie utwory powodują, że chce się do nich wracać, próbować złapać jak najwięcej, mimo świadomości, że całość nigdy nie zostanie ujawniona. Lubię czasami wyłączyć film 10 minut przed końcem – stwierdza Błażej i zdaje się, że zamiłowanie to przenosi również na odbiorcę.

Przyspieszający z każdym dniem rozwój technologii w życiu codziennym, w sztuce spotyka się często z nurtami odwrotnymi – krytyką dehumanizacji i kreśleniem antyutopijnych wizji. Okazuje się jednak, że tak skrajne postawy nie zawsze są dobrym rozwiązaniem. Nowe sposoby nagrywania i produkcji muzyki dają masę możliwości i pozwalają zindywidualizować proces tworzenia. Błażej sam stwierdza:

Jeśli chodzi o tworzenie, to rzeczywiście w pewnym momencie zostałem „sam” i najlepiej jest mi zaczynać i kończyć w takim zestawie. Mam tu na myśli siebie i maszynę. Ja kontra komputer czy to syntezator lub automat perkusyjny. Nie sposób przeżyć dnia bez telefonu czy komputera. Tak jestem uzależniony. Ale w pracy, w tym przypadku nagrywaniu, produkowaniu, aranżowaniu, bez „maszyn” pewnych rzeczy nie wykonałbym tak szybko, a jeszcze innych nie wykonałbym wcale. Dzisiaj każdy może być artystą, czy to muzykiem, czy grafikiem, posługując się instrumentem jakim jest komputer.

Dodaje też bardzo ważny wniosek, ściśle związany z krytyką współczesnej muzyki, której ciągle jeszcze próbuje się zarzucać, że jest, „robiona przez komputery”:

Oczywiście przez to zalewa nas masę badziewia, ale ile powstaje pięknych rzeczy. Mamy mózgi i serca a to najlepsze filtry, anty-spamy i firewalle.

Może warto z takim właśnie nastawieniem podchodzić do muzycznych nowości? Błażej zachęca do takiej postawy też tym, że wszystkie jego dotychczasowe projekty i albumy cechowała duża muzyczna różnorodność. Również „Przewijanie na podglądzie” przyniosło ze sobą szereg brzmieniowych zmian, wśród których na przód wysuwa się jasno zarysowana obecność perkusji i saksofonu. Artysta tłumaczy tę nowość:

To nie był zamierzony ruch. Wszystko zaczęło się od utworu „Przypominaj/CULPA”, a w zasadzie od zapętlonej partii perkusji i basu, do których to dodawałem kolejne instrumenty w nadciśnieniowym szale. Po kilku godzinach powstał utwór i biegłem przez pola do Iwony do pracy żeby jej puścić nowy twór. Oczywiście po przebiegnięciu i pokonaniu kilkunastu kilometrów różnymi środkami transportu (nogi, autobus, tramwaj) ciśnienie opadło i euforia została wypocona, ale na szczęście moment został zarejestrowany. I to było „A” w tym niepełnym dziwnym abecadle.

Można się jeszcze zastanawiać, czy zmiana koncertowego składu i instrumentarium pozwala dalej mówić o projekcie nazwanym „Król”. Czy może jest to już całkowicie inne wcielenie? Na to pytanie Błażej nie daje jasnej odpowiedzi:

Nie wiem „….czy to dalej ten Król…” czy nie. Kto poznał mnie bliżej wie, że jak już kogoś przytulę to tak łatwo nie puszczam. Muzycy i przyjaciele zespołu, którzy to, chcąc nie chcąc, współtworzą projekt, zespół, zwał jak zwał, stają się ważną i integralną częścią. Gram z ludźmi, którym ufam.

Gdzie ostatecznie skrywa się wspomniany na wstępie fenomen? Czy to teksty? A może nietypowy proces tworzenia i ekscytacja z nim związana? Odpowiedź na pewno nie jest jednoznaczna, ale nie byłoby nadużyciem stwierdzenie, że stanowi wypadkową wszystkich powyższych czynników wzbogaconą o coś jeszcze. Ale „to coś” wydaje się nieuchwytne, nawet po głębokim zapoznaniu się z twórczością Błażeja Króla i wnikliwej analizie jego artystycznych poczynań. Właśnie „to coś”, niemożliwe do opisania słowami, wyróżnia prawdziwego artystę z tłumu.

Nie ma więcej wpisów