W ostatnich kilkunastu latach rynek koncertowy w Polsce zmienił się nie do poznania. I to nie tylko za sprawą wielkich gwiazd, które w końcu zaczęły dostrzegać, że jesteśmy całkiem fajną publicznością, gotową w dodatku zapłacić niemałe pieniądze za ich występy, ale głównie dzięki festiwalom muzycznym, które przecierały szlaki i pokazały, że zmiany zaczynają dziać się tu i teraz.

OFF Festival spokojnie można zaliczyć do grona wydarzeń, które ten rynek kształtowały. Jako pierwszy wypełnił alternatywną lukę i otworzył furtkę dla wielu innych organizatorów, „pożyczających” w późniejszych latach na swoje festiwale lub indywidualne koncerty artystów występujących najpierw na Śląsku. Przykładów może tu być kilka: od The National, przez Savages, aż po The Jesus and Mary Chain.

Jednak o jego ważnej roli stanowi nie tylko starannie dobrany, eklektyczny program kształtujący gusta, ale przede wszystkim silna identyfikacja z regionem, która wyróżnia go spośród całej reszty. Przez 12 lat OFF podjął szereg inicjatyw, które zwróciły oczy publiczności w kierunku Śląska i podkreśliły jego unikalny charakter, ale też poniekąd zdefiniowały formułę festiwalu.

Wszystko zaczyna się od miejsca

Już od dawna Śląsk dla młodych ludzi, to nie tylko kopalnie i węgiel, ale coraz lepiej zagospodarowana przestrzeń, w której dużo się dzieje. Przez pierwsze cztery lata impreza zainicjowana przez Artura Rojka odbywała się na terenie kąpieliska Słupna w Mysłowicach. I choć początkowo miała ona charakter bardziej piknikowy niż festiwalowy, z czasem zaczęła przybierać formę, w jakiej funkcjonuje dziś – dobrze zorganizowanego wydarzenia, odbywającego się w miejscu, które sprzyja nie tylko spokojnemu odbieraniu muzyki, ale głównie złapaniu oddechu od tego, co na co dzień. Gdzie czas płynie wolniej, a odległości między scenami nie przypominają pasa startowego na lotnisku. Kiedy w 2010 roku OFF musiał wyprowadzić się do Katowic, dla organizatorów miejsce było tak samo istotne, dlatego padło na Dolinę Trzech Stawów.

  • To jest park, w którym ludzie na co dzień wypoczywają. My łączymy jego podstawową rolę z unikatowym na skalę światową programem muzycznym. Tym samym osiągamy coś, czego nie ma w innych miejscach, czyli przyjemność w obcowaniu z kulturą. To ma wpływ na ludzi, którzy wybierają nasz festiwal, na ich dobrze spędzony czas, na decyzję, że zabierają z sobą dzieci i zarażają atmosferą naszego festiwalu innych, którzy wracają z nimi w następnym roku. Czegoś takiego nie ma na innych polskich festiwalach, bo albo miejsce się nie zgadza, albo publiczność, albo program. – mówi Artur Rojek, twórca i dyrektor artystyczny OFFa.

Przeniesienie festiwalu do sąsiedniego miasta okazało się dużym krokiem, który w dłuższej perspektywie pozwolił mu rozwinąć skrzydła. Władze otworzyły się na dialog i doceniły wartość imprezy, która miała stać się jednym z głównych punktów programu Katowic, kandydujących wówczas do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Tytułu co prawda zdobyć się nie udało, ale wszystkie podjęte działania nie poszły na marne – dziś to najprężniej rozwijające się kulturalnie miasto w Polsce i odpowiedzialny partner, gotowy do współpracy.

Potencjał nie tylko stolicy Górnego Śląska, ale i całego regionu doceniają także organizatorzy OFFa. W program festiwalu na stałe wpisały się różnego rodzaju inicjatywy promujące jego kulturę i dorobek. Stąd niemal od początku OFF wychodzi z koncertami poza ścisły teren festiwalowy, zapraszając swoją publiczność do miejsc, których być może nigdy by nie odwiedziła: Centrum Kultury, klubu Hipnoza czy odrestaurowanej ulicy Mariackiej. W Mysłowicach było podobnie. Wystarczy przypomnieć absolutnie unikatowe koncerty Ólafura Arnaldsa, El Perro Del Mar i Iron&Wine w tamtejszym Kościele Ewangelickim, czy Tiny Vipers i Marka Kozelka w mysłowickich restauracjach Divertimento i Pod Ratuszem. Jak przyznaje Rojek, to część koncepcji tego festiwalu:

  • W 2008 roku po raz pierwszy usłyszałem o SXSW w Austin. Nie mając pojęcia o szczegółach pomyślałem, że chciałbym Mysłowice zmienić w Austin. Zacząłem organizować wystawy i koncerty w opuszczonych sklepach, podwórkach, restauracjach i kościołach. Przeniosłem to później do Katowic. Pobudzała mnie możliwość zorganizowania koncertu np. Earth w Kościele Ewangelickim, DJ setów Barrego Hogana z ATP czy Fra Soler z Primavera Sound na ulicy. Skrajności mnie inspirują. Mam tak do dzisiaj, chociaż przez ostatnie dwa lata musiałem bardziej mierzyć swoje siły na zamiary.

OFF Festival to nie tylko muzyka

Każdej edycji towarzyszy szereg akcji artystycznych, które zwracają uwagę na charakterystyczne miejsca na na Śląsku lub zostawiają po sobie ślad w przestrzeni miejskiej. Takim śladem są np. Klopsztangi zainstalowane na terenie Doliny Trzech Stawów. Projekt stworzony przy współpracy z Medusa Industry miał na celu przywrócić krajobrazowi śląskiemu kultowe trzepaki, które dla wielu są najbardziej żywym wspomnieniem dzieciństwa. Instalacja spełnia swoją funkcję, bo do dziś na terenie festiwalowym to najbardziej rozpoznawalne miejsce, przy którym toczy się życie towarzyskie.

Jeszcze w Mysłowicach zapoczątkowana została idea tworzenia murali. Do współpracy zaproszono artystów z całego kraju reprezentujących różne odmiany sztuki współczesnej. I tak przy okazji drugiej edycji festiwalu w 2007 roku na ścianie mysłowickiego więzienia powstał pierwszy z nich, autorstwa Edwarda Dwurnika, prezentujący kolorowe „Uśmiechnięte twarze”. Kolejny z literami „My” rok później w ramach wystawy „Something Must Break” namalował na jednej z kamienic przy ul. Katowickiej Wilhelm Sasnal. Pomysł przeniósł się też do Katowic. W kolejnych latach swoje prace namalowali Marcin Maciejowski (róg ulic Mielęckiego i Warszawskiej), Sławomir Elsner (ul. Tylna Mariacka) i Julian Jakub Ziółkowski (ul. Plebiscytowa).

Festiwalowicze mieli też inne okazję do zetknięcia się z offową sztuką w mieście. Wspomniana wystawa “Something Must Break” stanowiąca swoistego rodzaju ścieżkę dźwiękową w 2009 roku rozgościła się w Mysłowicach: opuszczonym magazynie na ul. Portowej, który kiedyś pełnił funkcję hotelu i restauracji, dwóch mieszkaniach, ale też w parku przy rynku, podwórzach kamienic czy słynnej “Przewiązce”, zwanej dawniej „Mostem Westchnień”. Rok później projekt “Sorrow Conquers Happiness” zamienił ten sam magazyn na Portowej w kino wzorowane na amerykańskiej tradycji kin grindhouse’owych z lat 60. i 70. W 2015 roku twórcy festiwalu zaprosili swoją publiczność do wyjątkowej przestrzeni dawnej fabryki Porcelany Śląskiej mieszczącej się w dzielnicy Bogucice. Ulokowano tam wystawę „Z wnętrza Czarnego Pokoju”, przedstawiającą archiwalne fotografie, dokumenty, kompozycje oraz filmy związane z historią i działalnością Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia. Oprócz tego zorganizowano tam tzw. “Garage dinner”, czyli kolacje ze specjalnym menu przy offowej muzyce i w towarzystwie sztuk wizualnych. Z kolei w minionym roku w Katowicach pojawiły się aż trzy wystawy – pierwsza “298 111”, której tytuł zmienia się w zależności od aktualnej liczby mieszkańców miasta, była efektem współpracy OFFa z Muzeum Śląskim i prezentowała serię plakatów przygotowanych przez międzynarodową grupę ponad trzydziestu artystek, artystów i kolektywów. Druga zatytułowana “Keep it open” przestawiała twórcze spojrzenie na Rondo Sztuki i jego ukryty potencjał. Trzecia z kolei, “Sure Shot” to fotografia koncertowa, zbiór zdjęć stworzonych przez dwójkę fotografów: Joannę “Frotę” Kurkowską i Michała Murawskiego. Wszystko ma jednak wspólny mianownik – muzykę.

  • Głównym elementem OFFa jest muzyka. Wszystko od koncertów po projekcje filmów  ma podkreślać to, że ten festiwal to wydarzenia do odkrywania, zmierzenia się z nieznanym. Naszym celem jest wzbogacać, edukować i inspirować, jednocześnie niczego nie narzucając i pozostawiając uczestnikowi pełną autonomię.

Odkrywaniu sprzyjają również inne inicjatywy, jak na przykład Katospacer. Przez kilka lat do uwielbianych przez publiczność książeczek festiwalowych dołączano spis najbardziej charakterystycznych obiektów i miejsc, wartych zobaczenia: Szlak Zabytków Techniki, Superjednostka, Cmentarz Żydowski, Muzeum Śląskie, Katowicka Moderna czy Giszowiec i Nikiszowiec. Zresztą do zwiedzania organizatorzy stworzyli specjalne okoliczności, w postaci spotkań czy spacerów z przewodnikami. I tak w godzinach porannych przed koncertami można było odkryć Nikiszowiec wraz z fotografem Przemkiem Jendroską czy Tomaszem Koniorem, architektem i urbanistą opowiadającym o powstaniu Strefy Kultury w Katowicach. O dobrą promocję regionu zadbano również poprzez dołączenie do owych książeczek płyt ze śląską muzyką czy prezentacją multimedialną.

Ukłonem OFFa w stronę Śląska były także wyjątkowe sesje polskich zespołów nagrywane dla amerykańskiej rozgłośni KEXP. Wszystkie kapele rozlokowano w starannie wyselekcjonowanych miejscach: wspomnianej już industrialnej przestrzeni Fabryki Porcelany, Nikiszowcu czy Jazz Club Fantom
w Bytomiu.

  • Sam wybierałem te miejsca. Najpierw przedstawiłem duża listę obiektów i przestrzeni. Wszystkie omawialiśmy. Musieliśmy wziąć pod uwagę wiele elementów (logistyka, atrakcyjność pod względem filmowania, rola miejsca dla miasta i regionu itp.). Na końcu decydowaliśmy – mówi Artur Rojek.

W takiej formie OFF Festival i Katowice sprawiają wrażenie koegzystować w symbiozie. Obie strony korzystają i aktywizują lokalne środowisko, które czynnie przyczynia się do zachodzących zmian. Od kilku lat hasło reklamowe województwa brzmi “Śląskie. Pozytywna energia”. Oczywiście dla mieszkańców, pewnie w wielu aspektach może ono być na wyrost. W zakresie kultury jednak naprawdę trudno się z nim nie zgodzić. Najlepszym dowodem na to, jest te kilkanaście tysięcy ludzi, meldujących się w pierwszy weekend sierpnia na Trzech Stawach. Co najmniej kilkuset z nich dorastało razem z festiwalem i co roku powraca. Co ich przyciąga? Śląsk. Nie tylko w wydaniu OFF.

Nie ma więcej wpisów