Lykke Li » "so sad so sexy"
4.3Wynik ogólny

» Lykke Li od zawsze miała zwyczaj wkładania całego serca w to co robi. Jej emocjonalne i szczere podejście do pisania piosenek wtajemnicza nas w jej prywatne życie, tak jakby dzielenie się swoimi przeżyciami z resztą świata było formą terapii. „I Never Learn” to szczere do bólu studium rozpadu związku, klasyczny break up album, nieprzyzwoicie romantyczny i dramatyczny, naszpikowany tytułami w stylu „Never Gonna Love Again” czy „Sleeping Alone”. Nie ma w historii muzyki popularnej wielu tak szczerych i tak rozdzierająco smutnych albumów. Jej klipy również przekazują tą niezwykłą intensywność emocji, bowiem nie da się obejrzeć wyreżyserowanego przez Tarika Saleha teledysku do „I Follow Rivers” i nie poczuć jakiegoś drgnięcia w sercu.

Na „so sad so sexy” Lykke Li ponownie prowokuje otwartością, zarówno w tekstach jak i teledyskach. Dla kontrastu jednak ten krążek opowiada o niespodziewanym odnalezieniu miłości, o nowym życiu i wszystkich skomplikowanych uczuciach z tym związanych. Mamy tu inną Lykke Li, odmienioną przez nową miłość, przez macierzyństwo i przez nowe miejsce zamieszkania, którym jest słoneczne Los Angeles. Zamiana Szwecji na centrum wszechświata, którym jest L.A. przyniosła nie tyle nieoczekiwane, co szokujące efekty. Szwedka porzuciła swoje indie korzenie i miłość do Fleetwood Mac dla – jak sama przyznaje – bezwstydnego popu. W wywiadach powiedziała, że przebywanie w środowisku ludzi, którzy tylko czekają na to, aby napisać kolejny wielki przebój zainspirowało ją do tego stopnia, że po raz pierwszy zaczęła tworzyć muzykę wzorując się na obecnych trendach zamiast na zespołach z zupełnie innej epoki. Tymi właściwymi ludźmi, którzy pomogli jej osiągnąć brzmieniową zmianę okazali się być m.in. Rostam Batmanglij, Malay, T- Minus oraz życiowy partner wokalistki, producent Jeff Bhasker.

Efektem tych kolaboracji jest dziesięć lekkich utworów pop podszytych hip hopem i r’n’b, z gościnnym udziałem Aminé, który rapuje w „Two Nights”. O ile pierwszy kontakt z nową stylistyką Szwedki może okazać się szokiem dla wiernych fanów jej dawnej twórczości, to każde kolejne przesłuchanie skutkuje odkrywaniem czegoś nowego i ciekawego. Okazuje się, że niezależnie od tego jak bardzo narzekamy na zamerykanizowaną Lykke Li, nie jesteśmy w stanie oprzeć się przebojowości jej nowych piosenek. Ale również dochodzimy do wniosku, że ona wcale tak bardzo się nie zmieniła.

Oparte na hip hopowym beacie „deep end” jest rewelacyjnie brzmiącym, podszytym mrokiem kawałkiem pop, a z „hard rain” wyłania się ta sama czuła i wrażliwa Lykke Li, którą dobrze znamy – z tą różnicą, że zamiast akustycznej ballady dostajemy zmysłowy, taneczny kawałek. Wokalistka mówi, że napisała mnóstwo akustycznych ballad, które zamiast trafić na album wylądowały w koszu, choć ja podejrzewam, że one tak naprawdę zostały i przeszły transformację w rękach producentów–magików. „jaguars in the air” z powodzeniem mogło by być jedną z tych piosenek, ale determinacja artystki, aby zmienić stylistkę doprowadziła do zupełnie innych rezultatów.

Piosenki na ‚so sad so sexy’ są raczej minimalistyczne, tak jakby wokalistka trzymała tę armię słynnych producentów w ryzach i może to dzięki temu możemy na tym albumie odnaleźć dawną Lykke Li. W „last piece” dzieje się tak niewiele, ale wystarczy jej uroczy, dziecinny wokal i potężny refren aby dodać kawałkowi dramatyzmu. Z drugiej strony w ‚two nights’ czy „better alone” prawie nic się nie dzieje, są fajne beaty, jest nowoczesne brzmienie, smutny tekst. Tyle, że to wszystko już było wcześniej i to podane w ciekawszej formie. Poza tym Li stać na ciekawsze teksty niż powtarzane w kółko I’m better alone than lonely.

Kończąca album „utopia” została ozdobiona nienachalnymi samplami, ale poza tym pozostała piękną balladą, przekutym w piosenkę marzeniem o miłości i – może nieosiągalnym – szczęściu. Ale jak sama artystka śpiewa w „jaguars in the air” – if you dream it, you can have it. Koniec końców nawet mieszkająca w Los Angeles i obracająca się w środowisku wielkich gwiazd Lykke Li jest tą samą beznadziejnie romantyczną i nostalgiczną dziewczyną, która nagrała „I Never Learn”.

Nie ma więcej wpisów