Ponownie na ostatniej prostej, bo na skraju wiosny, prezentujemy nasz przegląd najciekawszych nowości w polskim światku muzycznym. Jak zwykle, działo się bardzo dużo, postaramy się więc uchwycić to, co najbardziej warte uwagi.

Na wstępie udamy się w krótką podróż do Białegostoku. Bo tam nie tylko Halfway Festival i Up to Date, ale również ciekawe brzmienie lokalne. Seasonal w końcu zaczął grać koncerty, co jest wydarzeniem bezprecedensowym, wszak ma on na swoim koncie 8 albumów. Druga okazja do zobaczenia go na żywo właśnie na Halfwayu, w ramach przygotowania warto też sięgnąć po jego najnowsze wydawnictwo – „Silent Sacrifice” z lutego. To jednak nie wszystko. Studyjnie zadebiutował nowy młody zespół – Dots. Gitarowa grupa próbuje zarówno wyrazistego brzmienia w utworze „Maska”, jak i bardziej stonowanego grania na „Kolejnej piosence o tobie”. Ich oprawa graficzna przypomina natomiast inną kapelę, która ledwo co wybudziła się z letargu – Holy Tram. Sami mówili o sobie, że grają grey rocka, co w rzeczywistości miało oznaczać symfoniczną odmianę rocka. Mają na swoim koncie kilkanaście utworów, a grono to poszerzyło się o wyjątkowo ciekawą kompozycję „Prometeusz” z zapowiedzianej niedawno EP-ki „Myśli”. Drugim utworem z nadchodzącego materiału jest „Do K.”.

Ostatecznie powrócił też Bartosz Niedźwiecki, z kolejnym już projektem, utrzymanym jednak w podobnych brzmieniowych ramach co jego inne odsłony. Woods to trio, w którym wokal okrasza elektronikę wymieszaną z gitarowymi eksperymentami. To ponownie trochę trip hop, a trochę post rock, ale czuć u Bartosza chęć znalezienia idealnie wyważonych dźwięków. Jeśli na chwilę oderwać się od gitar, Enjoii, rezydent klubu Metro i producent, staje się coraz bardziej rozpoznawalną postacią. Jego post trapowe utwory („Neon” z MYSTXRIVL czy „evol”) jak też remiksy („Friendless” Oklou) zdobywają coraz więcej odtworzeń, a on sam dumnie dołącza do ważnych graczy trapowej sceny, takich jak Czeluść czy FORXST.

Nowość otrzymaliśmy również od Ocean of Noise. Białostocki artysta, we współpracy z Peterem J. Birchem, zaprezentował singiel „Zwid”. Główną rolę w czerwono-białym teledysku zagrała Natalia Klimza. Natomiast nowy-stary zespół Tappahall to projekt muzyków stojących za The Frosts. Energetyczne indie rockowe granie będzie ich wizytówką, o czym świadczy utwór „Tease Me Less”. Na horyzoncie widać również grupę SAVA, która szykuje się do wydania debiutanckiego singla „Mur”. To już na dniach, ale jakości możemy być pewni, wszak jest to dziecko ludzi stojących za Byen. Do tego worka nadchodzących premier dołożyć można EP-kę „Las jest w kolorze czerwieni” projektu SAW LAMB, czyli Pawła Ambrożewicza. Ukaże się ona dopiero na jesieni, ale już teraz ma swój teaser. Uff, sporo tego, ale przynajmniej widać, że Białystok żyje muzycznie jak nigdy dotąd.

Ciekawym, aczkolwiek dopiero raczkującym zjawiskiem, jest revival polskiego klasycznego disco polo. Dlaczego warto zwrócić na to uwagę? Bo po pierwsze mowa tu o muzyce z lat dziewięćdziesiątych, która niesłusznie stawiana na tym samym poziomie co współczesne, bezwyrazowe disco polo, a po drugie ów revival to zasługa polskiego niezalu. I tak z jednej strony mamy kolektyw Polonia Disco, zrzeszający mniejszych artystów i zespoły, który systematycznie, w ramach kolejnych epizodów swojej „Szkoły”, publikuje utwory brzmieniowo nieskomplikowane, ale trzymające nostalgicznego ducha końcówki ubiegłego wieku („Klucz”) lub też zagrzewające do zabawy („W ruchu cały czas”), utrzymując je jednocześnie w sosie ironicznych tekstów („5 645,40 brutto”). Z drugiej strony natomiast członkowie duetu Panowie, czyli Adonis i D A V I C I I, którzy intensywną dawkę hipnagogicznego popu osadzają, chociaż bardzo subtelnie, w tradycji lo-fi synthów ze wspomnianego okresu. Zarówno „Wiosenna ofensywa nie trwa dłużej niż do letnich wakacji”, jak i „W sercu pozostaje tylko to, co wypalone ogniem” (ach, te sugestywne tytuły), to jedne z najlepszych polskich EP-ek tego roku.

Oba wspomniane wyżej wydawnictwa ukazały się nakładem netlabelu Trzy Szóstki, ale to nie jedyne nowości, które są tam obecne. Wydany został zapomniany materiał od noisowego kwartetu Acid Lindgren, mocno oparty na improwizacji i eksperymentach album Jakuba Lemiszewskiego i Teo Oltera („Post Refference”), EP-ka i album projektu Krew („Fiolet” i „Marzenia” to świetne downtempo połączone z instrumentalnym hip-hopem, którego nie powinno się puszczać mimo uszu) oraz najświeższa EP-ka Duya Geborda („odpoczynek”), która niby tytułem zachęca do relaksu, ale wymaga podczas słuchania pełnego skupienia. Tutaj natomiast można posłuchać składanki podsumowującej pierwszy okres działalności Trzech Szóstek. Został również uruchomiony sublabel – Przesada. Tam będą się ukazywać nagrania, która pierwotnie miały skończyć na dnie szuflady. Na razie została w nim wydana EP-ka pt. „Funk” (Nazwa mówi wszystko? Warto sprawdzić, czy na pewno.), której autorem jest Mikołaj Janeczko i album Arkadiusza Entropii „Uczucia” (eksperymentalna elektronika). Natomiast do utworu „Tło” Anatola, z wydanej wcześniej w głównym labelu EP-ki „Fantasy Violence”, powstał klip.

Pełny album Anatola ukaże się jednak w labelu enjoy life, z którym na co dzień jest związany. I to kolejny punkt, któremu warto poświęcić nieco więcej uwagi. Tam wydaje m. in. paszka („rytmy, cykle i czas” to szalona mieszanka gitchu i post-industrialu o niesamowitej sile rażenia), Rużaw („ładnie to wygląda i pachnie, zobaczymy, jak będzie smakowało” na tytuł roku?) czy DJ Wielki Huj („A Year On The Beat 2017​-​2018 (Greatest Smash Hits)”), z jednej strony intrygujący i szokujący swoim pseudonimem, z drugiej – robiący świetne mash-upy i będący na czasie z sytuacją polskiej sceny, nie tylko tej niezależnej. Obecnie enjoy life jest jedną z tych niezależnych wytwórni, którym powinno się z uwagą przyglądać – właśnie do takich graczy należeć może przyszłość.

Standardowo jeden akapit musi być poświęcony Instant Classic. Mimo że mnogość nowych wydawnictw tym razem nie powala, robi to ich jakość. Trzy albumy, każdy inny, wszystkie dobre. Mowa o „One Eye Sees RedLonker See, „Polish Space Program” Xenonów oraz „Czarnej wodzie” Alamedy 4. Dostajemy zarówno eleganckie syntezatory, jak i psychodeliczny rock oraz rock eksperymentalny. A gdzieś obok przewija się maxi singiel Alamedy 5 – elektroniczny „CDTE” trwający prawie dwadzieścia minut. Wszystko to w sam raz na wieczorną muzyczną ucztę.

Na uwadze warto mieć również Crunchy Human Children Records. W tym niezależnym kooperacyjnym labelu wydają m. in. Rosa Vertov, Tania O czy Vegetable Kingdom. Niedawno do tego grona dołączyła grupa Gota z post-punkowym singlem „Victim” – w jej skład wchodzą członkowie wcześniej wymienionych zespołów. Prawdziwym objawieniem jest jednak Welur i album „Cały ten senny stuff”. Ekipie z Pabianic udało się osiągnąć brzmienie surowe, ale nie aż tak ostre, bardziej noise popowe i garażowe niż noise rockowe. W tle słychać echa The Strokes (sic!), wokal momentami wydaje się pochodzić od Angel Olsen, a całość idealnie nadaje się, by zapętlać ją w nieskończoność. Na tym etapie śmiało można mówić o jednej z najlepszych polskich płyt roku.

Wytwórnia SOHO Palace, czyli trapowy label wspomnianego już kolektywu Czeluść, utrzymuje dużą regularność wydawniczą. Poza corocznymi składankami „Czeluść” pojawia się tam również sporo wydawnictw od artystów w pewien sposób powiązanych z krakowską grupą. Jednym z ciekawszych jest EP-ka „Renaissance” producenta LOAA. Jeszcze w ubiegłym roku zaskoczył on świetnym singlem „Bottle Blow”, teraz utwór możemy usłyszeć w towarzystwie sześciu innych kompozycji. Spora dawka trapu i synthwave’u jest dostępna do odsłuchu tutaj. Artysta zapowiedział też długogrający album. „Explore” ukaże się 9 lipca, a „Vibe” można posłuchać już teraz. Łatwo można zauważyć, że horyzonty dźwiękowe ciągle są poszerzane. Poza tym LOAA znalazł się m. in. na składance „Heartbreaks & Promises vol. 4” we wspólnym utworze z Gverillą

… który też ma do zaprezentowania nową EP-kę. „Element” ujrzy światło dzienne 26 czerwca i znajdzie się na niej osiem utworów, w tym dwa produkowane przez LOAA. Wśród nich również znany wcześniej singiel „Na pocztówkach” oraz najnowszy utwór „Record” produkcji ENZU, do którego powstał teledysk. Czekamy z niecierpliwością, bo scena modern r&b w Polsce wciąż ma mnóstwo nieodkrytego potencjału.

Co potwierdza Wilhelm – kolejna osobowość polskiego modern r&b. Wielkomiejskich dylematów opartych na interesujących, trochę cloud rapowych bitach, można posłuchać na EP-ce „Epizod”. Do utworu „Przejścia” ukazał się teledysk, a „Chmury” w wersji na żywo przekonują, że zauważony przez nas w lutym potencjał rzeczywiście kiełkuje.

Eksperymentująca z jazzem i elektroniką grupa kIRk pod koniec kwietnia zaprezentowała swój czwarty studyjny album. Na „Ich dzikie serca” składa się siedem utworów, które wprowadzają w surrealistyczny świat z pogranicza jawy i snu, plemiennych śpiewów i mrocznych rytuałów, brzmień elektronicznych i akustycznych. wzbogaconych o zgrzyty i szumy. Mistyczna historia dwóch śmiałków w dalekim kosmosie to podróż również dla słuchacza, podróż niepokojąca, ale satysfakcjonująca i pełna niespodzianek. Utwór „Bez powrotu” został wzbogacony o klip na bazie rosyjskiej animacji „Phaeton: The Son of the Sun” z 1972 roku.

Po udanej zbiórce funduszy na nową płytę grupa MIKROBI.T prezentuje pierwszy singiel z nadchodzącego albumu. „Maputo”, z gościnnym udziałem Hani Piosik (Di.Aria), to kolejny przykład udanego miksu jazzowej formy improwizacji z pulsującą elektroniczną otoczką, tym razem zanurzoną w afrykańskiej, zgodnie z tytułem płyty, stylistyce. Premiera „Afronauts” już na dniach.

AIMO nie jest projektem nowym, ale z pewnością trochę niezauważonym. Tworzy go (również od strony wizualnej) Alicja Migda, a brzmienie gładko wpisuje się w electropopowy nurt, jednak z wyraźnymi ciągotami do chillwave i… coldwave, czyli stylów raczej nieprzystających. Co prawda wydana na początku czerwca EP-ka „Hedo-Maso” to tylko trzy utwory, ale o wyjątkowo kojącym potencjale. Gościnnie: Paweł Swiernalis.

House’owe remiksy polskich starych przebojów to trend, za który w dużej mierze odpowiada The Very Polish Cut Outs. Oficyna, która na dwa lata zawiesiła działalność, niedawno reaktywowała się, żeby wydać, zaplanowany na koniec czerwca, album „Ostatni dzień lata” projektu Pejzaż (za którym kryje się Bartosz Kruczyński aka Earth Trax). Przy tej okazji warto jednak zwrócić uwagę na inny, bardzo pokrewny do działań TVPCO projekt – Skarby. Album „Wisła skarbów” to dźwiękowy obraz żyjącej Warszawy, obejmujący zarówno historię, jak i teraźniejszość. Znajdziemy tam muzyczny przekrój miasta poddany edycji w taki sposób, że trudno powstrzymać się od tańca. Tom Encore wykonał przy tym materiale świetną pracę – nam pozostaje tylko pogratulować i wyczekiwać kolejnych wykonań na żywo.

O Not Pretty Enough mieliśmy już okazję pisać, jednak dopiero teraz, prawie po dwóch latach, wsłuchać się możemy w ich pierwszą EP-kę. Materiał zatytułowano po prostu „EP!”, a w jego skład wchodzą wszystkie znane wcześniej utwory i premierowy „Wolf”. Tej muzyce trzeba dać się ponieść, bo porusza wymuskaną, delikatną aranżacją i hipnotyzującym wokalem, ale potrafi też dodać skrzydeł energetyczną produkcją („Stay”).

Gdańskie Kropki ukrywały się przez dłuższy czas. Ostatecznie w zespole ostał się Mateusz Kołos, do którego dołączyła Alicja Weydmann, śpiewająca i grająca na kontrabasie. Razem nagrywają nowości, a ich przedsmakiem jest „The Forest” zarejestrowany w mieszkaniu, Nietrudno wyczuć tu inspiracje Angelo Badalamentim, jak też Radiohead, ale przenikają się one bardzo subtelnie. Jeśli to ma być zadatek dłuższego materiału, to wyczekujemy go z zapartym tchem.

Velesturia to nowy młody zespół, który należy mieć pod ciągłą obserwacją. Łódzkie trio potrafi zaczarować melodią i świetnym wokalem. Olga Stolarek wcześniej nagrywała youtubowe covery, ale jej śpiew robi jeszcze większe wrażenie w autorskich kompozycjach. Szczególnie, że tym nie brakuje instrumentalnego bogactwa. Wyraźna linia basu w „Gdziekolwiek” zostaje w pewnym momencie wzbogacona o trąbkę, a lo-fi „Sen” ujmuje unoszącym się duchem sypialnianego DIY. Uprzejmie prosimy o więcej.

Ander wrócił do żywych i dosyć regularnie raczy nas nowościami, eksperymentując z ambientem, dronami i noisem. Ostatnio podzielił się trzema premierowymi utworami, które przeszły prawie bez echa, a to ogromna szkoda. „Cierpienie” to definicja hałasu – nieprzenikniona ściana dźwięku hamuje wszystko to, co chciałoby się przez nią przedostać. „Wszystko mogło wyglądać inaczej, być może nawet pięknie” jawi się jako bardziej melodyjna, ale jednak posępna kompozycja, w której tłem jest fragment mszy świętej, a główną osią perkusyjny rytm i nawiedzone wokalizy, które prowadzą do smutnego zakończenia. Natomiast „Mój syn morderca” jest dźwiękowym kolażem ambientu i mówionych sampli, z których artysta próbuje ułożyć nową historię. Takie eksperymenty zasługują na uwagę, byłoby miłą niespodzianką, gdyby mogły wybrzmieć w odpowiedniej lokacji lub przynajmniej w towarzystwie pasującej warstwy wizualnej. Ostatecznie wszystkie wspomniane wyżej utwory znajdą się na albumie „Mozół”, którego premiera już w niedzielę.

Post-industrialne i glitchowe eksperymenty zawsze są mile widziane, szczególnie, gdy ktoś postanawia stworzyć z nich swego rodzaju słuchowisko. Tak właśnie zrobił Julek Płoski na albumie „Tesco”. Prawie godzinna zbitka dźwięków za pomocą tytułów („Chałwa”, „Musli tropikalne”) prowadzi nas między kolejnymi sklepowymi półkami. W tym kontekście tytuły kompozycji stają się na tyle sugestywne, że z muzyką tworzą nierozerwalną całość, pomagając wyobraźni w tworzeniu kolejnych obrazów. Stąd ciekawe, że Julek poszedł akurat w „spożywczą” stronę, wydawałoby się, że tak prozaiczną, skoro mógł łatwo naprowadzić słuchacza w inne rejony (vide Arca i „Fetiche”, podobnie eksperymentujące z brzmieniem). Czy to pean na cześć codzienności? A może efekt zabawy skojarzeniami? Warto samemu się nad tym zastanowić. Byle tylko nie jeść „Jaśków” w taki sposób jak poniżej.

Do zawiązania tego duetu musiało w końcu dojść. A_GIM i Deas mnóstwo razy grali wspólne sety i naturalnym tego wynikiem okazało się zawiązanie duetu Blooma. Pierwsza EP-ka „Dos” ukazała się nakładem hiszpańskiego Suara Records i składają się na nią trzy utwory i jeden remiks. Wszystkie stanowią techno najwyższej próby i dowód na to, że polska scena trzyma się wyśmienicie.

Gdy polski rap próbuje szukać własnych ścieżek, a nie przepisywać pracę domową od Amerykanów, zawsze warto mieć na niego oko. Do coraz liczniejszego grona kreatorów nowości (LSO, Mobbyn, Hewra, Tuzza, PRO8L3M, Syny czy Rogal DDL) dołącza duet Guli x Homex. Wulgarny, ale przekonujący storytelling, świetne bity i jeszcze lepsze poruszanie się po nich – z tego może być coś więcej. Na razie warto sięgnąć po „Giusseppe”, „Kino” i utwór „Psychol”, a następnie wyrobić sobie własną opinię.

Skoro już o rapie mowa, to „obywatel meksyku”, „Inspektor Gadżet”, „sportowiec” albo po prostu „Młody G z Gdyni”, czyli Belmondo, powrócił w chwale. Po rozpadzie perpetuum mobile, duetu Mobbyn, raper zamilkł na dłuższą chwilę, ale teraz wita się ponownie z fanami utworem „Dzień dobry”. Belmondo to postać kontrowersyjna, ale talentu odmówić mu nie można. No i ten melancholijny bit, przy którym niezwykle łatwo się rozpłynąć…

Wspomniany już w tekście Adonis zajął się również produkcją świetnego letniego singla „Piasek” autorstwa Agus – Agaty Tomaszewskiej. Ma on być zapowiedzią jej debiutanckiej EP-ki, której szczegółów jeszcze nie znamy. Jednak jeśli cała ma brzmieć tak jak „Piasek”, to jest na co czekać, bowiem tak lekkiego, wymuskanego brzmienia dawno nie dane było nam słyszeć. Czyżby echa wczesnego Bajm?

Ptakova (dawniej: Natasza Ptakova) dwa lata temu udzieliła się wokalnie w utworze „Lawina” duetu Piona, a teraz szykuje swój własny przebój na wakacje. „Czar” przyciąga przebojową produkcją i chociaż nie odkrywa żadnych nowych rejonów, może być idealną, lekką radiową propozycją. Resztę doznań dopełnia kolorowy klip.

Jedni z najlepszych polskich post-punkowców zaprezentowali nowy singiel. Mowa o Aviaries i utworze „Deaden Me”. Mroczna kompozycja jest zwiastunem albumu „There Is Nothing To Defend”, który ukaże się w przyszłości nakładem Requiem Records. Następca self-titled z sprzed dwóch lat zapowiada się obiecująco – zimny post-punk przechodzący w shoegaze oraz nawiedzony wokal ponownie robią wrażenie. Czekamy.

Poza tymi wszystkimi informacjami warto jeszcze wspomnieć o kilkunastu teledyskach, które powinno się zobaczyć. „Little Town” z najnowszej płyty Mateusza Franczaka, czyli autorska wizja Laury Ociepy i Olgierda Dokalskiego, „Pergamin” od Swiernalisa, utrzymany w czystych białych barwach, animacja do „Wyspy niemożliwości” 3moonboys, obraz do utworu Hani Raniszewskiej i Staszka Czyżewskiego pt. „Home”, zapis wykonania na żywo świetnej piosenki „Nie otwieraj powiek” duetu Ala | Zastary, aktorskie wcielenie wspomnianego Pawła Swiernalisa w teledysku do kompozycji „Lullaby for Two Lonely People” Michała Kmieciaka, kwiatowy klip MaJLo („The Bird’s Song”), peerelowskie reminiscencje w obrazie do „Zmiennicy Dub” duetu JANKA, spowite mgłą krajobrazy i rzeźby w „Procession” Resiny, artystyczne wideo Endy’ego Ydena „Bounty Hunter”, jaskrawy klip do najnowszego singla Decadent Fun Club pt. „Dead Things Never Smell Good”, sesja do utworu „Jak dynamit” Holly Blue czy zrealizowany z rozmachem teledysk do utworu „Mój ruch” duetu Syny.

Nie ma więcej wpisów