Anna Calvi » "Hunter"
4.8Wynik ogólny

» Annie Calvi nigdy się nie spieszy. Debiut nagrała po skończeniu 30 lat, co jak na showbiznes jest bardzo późnym startem, a częstotliwością wydawania albumów także nie grzeszy. „Hunter” ukazuje się po czteroletniej przerwie, w trakcie której wokalistka miała sporo czasu na przemyślenia. Refleksje na temat tego, co oznacza bycie kobietą i czym różni się to od bycia mężczyzną towarzyszyły jej od zawsze – wystarczy spojrzeć na tytuły takie jak: „I’ll Be Your Man” czy „I’m the Man That Will Find You”- cover Connana Mockasina z EP-ki „Strange Weather”. W końcu, po kilku latach, Calvi, która z powodu chwilowej przeprowadzki do Francji miała sporo czasu na rozmyślanie, rozwinęła swoje uwagi na ten temat i tak zrodziło się „Hunter”.

Album ma motyw przewodni, którego nie da się podsumować jednym słowem. Artystka doszła do wniosku, że konieczność identyfikowania się z jedną albo drugą płcią jest niedorzeczna i nie daje wszystkim wystarczającej swobody. Zapragnęła więc wyjść poza sztywne ramy tego, co rozumiemy poprzez bycie kobietą lub mężczyzną, dlatego też „Hunter” od samego początku kwestionuje tradycyjne postrzeganie płci. „Don’t Beat the Girl Out of My Boy” wybrane na pierwszy singiel jest bardzo wymownym tytułem , a Calvi wkłada całą moc swojego wokalu w wykrzyczenie pragnienia wolności dla siebie oraz innych czujących podobnie (I shout out let us be us). „As a Man” i „Chain” kontemplują zamianę ról i przekraczanie granic (I’ll be the boy you be the girl, I’ll be the girl you be the boy). W „Alpha” wokalistka idzie o krok dalej i przypisuje sobie tytuł do tej pory zarezerwowany tylko i wyłącznie dla mężczyzn.

J„Hunter” zarówno pod względem tekstów jak i kompozycji jest najodważniejszym krążkiem Calvi do tej pory. W jednym z wywiadów artystka powiedziała, że jej życzeniem było, aby płyta była surowa, wręcz zwierzęca, a wokal i gitara miały uosabiać wolność. Słychać to, kiedy testuje limity swojego wokalu w „Don’t Beat the Girl Out of My Boy”, w hipnotycznym „Indies or Paradise” czy w ostrych riffach „Alpha”. Momentami, jak w „Swimming Pool”, gdzie wybrzmiewają znajome nam akordy, od razu rozpoznajemy starą Annę, ale to te chwile kiedy daje się ponieść emocjom i nowo odnalezionej wolności są najciekawsze. Solówka w „Alpha” jest ostra, surowa i druzgocąca, zwierzęce instynkty ujawniają się także w powolnym i zmysłowym utworze tytułowym gdzie wokalistka znów odwraca tradycyjne role i przedstawia siebie jako myśliwą polującą na mężczyzn – mimo że to płci przeciwnej zawsze przypisuje się rolę uwodziciela.

Calvi, która słynie z mocy swojego głosu i z umiejętności gry na gitarze nigdy nie była przewidywalna, na nowym albumie jest jeszcze silniejsza, pewniejsza siebei i prezentuje bardziej nieoczywiste kompozycje. Wyjątkowość „Wish” polega na szczególnej strukturze piosenki, która nagle się załamuje i zabiera nas do sennego, narkotycznego świata, a kiedy już odpływamy w odległe krainy brawurowa, solówka nagle przypomina nam o rzeczywistości. Z kolei końcówka krążka jest bardziej wysublimowana i poetycka. „Away” brzmi jak senne marzenie, piękne w swojej prostocie i wrażliwości, w „Eden” również ta głośna i zbuntowana Calvi ustępuje miejsca subtelnej opowieści o miłości.

Pomimo tego stonowania, „Hunter” pozostaje najgłośniejszym i najodważniejszym albumem Anny Calvi do tej pory. Wokalistka głośno i wyraźnie opiera się stereotypom oraz walczy o to w co wierzy. Wraz z wydaniem tego krążka stała się ważną osobą w codziennej walce osób homo- oraz transseksualnych, a także w walce kobiet z przypisanymi im tradycyjnymi rolami. Wciąż bowiem zdarzają się dziennikarze, którzy zadają jej pytanie, jak to jest być kobietą grającą na gitarze. Jakby płeć gitarzysty miała jakiekolwiek znaczenie.

Nie ma więcej wpisów