Mija kolejny kwartał, wracamy więc do naszego cyklicznego przeglądu wybranych nowinek polskiej sceny muzycznej. Ilość informacji wartych przekazania zwiększa się w ramach głębszego nurkowania w świat polskiego niezalu, a na jej ogrom ma dodatkowo wpływ kurczowe trzymanie się mainstreamu, który jest w stanie dostarczać nie mniej ciekawe dźwięki. Zaczynajmy więc!

Jakby na zawołanie przebudził się światek polskiego electropopu, który jeszcze niedawno sprawiał wrażenie wymarłego. Zaledwie kilka dni temu trzeci studyjny album zaprezentowali panowie z tria Kamp! i niestety, jest to rozczarowanie. Na żywo materiał miał zdecydowanie więcej życia, studyjnie sporo traci i trąci najtańszymi popowymi rozwiązaniami. Szkoda, ale da się wyłapać kilka miłych momentów, jak choćby „Drunk” z Hanią Rani, rozbudowana „Dalida” czy wyrazisty „Kitsune-Ken”. Mimo wszystko warto będzie wybrać się na któryś przystanek jesiennej trasy, bo na żywo wszystko wypada znacznie lepiej.

Inne trio, znacznie bardziej eksperymentalne niż electropoowe, właśnie wydaje swój drugi album. Mowa o JAAA! i zapowiadanej na 26 września płycie „Bujillo”. Druga część trylogii o Remiku, głównym bohaterze poprzedniego albumu, tym razem skupi się na jego przyjacielu i obrońcy o imieniu Bujillo właśnie. Singiel „NALD” wskazuje, że dostaniemy jeszcze więcej kompozycji w stylistyce pierwszej płyty, a historia o wyalienowanym chłopcu doczeka się godnej kontynuacji. Czekamy z niecierpliwością.

Co ciekawe, z przytupem wrócili The Dumplings. „Raj” to najlepszy utwór duetu od lat, a taneczność z początku kariery została zastąpiona artystyczną dojrzałością i chęcią zaprezentowania się z innej strony, surowszej, rozpędzonej. Szkoda, że tempo z początku tak samo zatytułowanego albumu szybko wygasa, ale i tak brzmieniowa różnorodność i mrok (rozjaśniany tylko czasami) są dla Justyny i Kuby ciekawą nowością. Poza tym oko cieszy pomysłowy teledysk wyreżyserowany przez Piotra Matejkowskiego.

Nie wiadomo jeszcze, kiedy nowy album zaprezentują XXANAXX, ale dwa utwory, które prawdopodobnie go zapowiadają, prezentują się znakomicie. „Bardzo, bardzo” to lekki wakacyjny house, a „Ciepło” wyróżnia się świetnym hookiem i chwytliwym motywem przewodnim. Nastąpiła znaczna poprawa i można mieć nadzieję, że Klaudia i Michał wrócą do wyrazistego brzmienia z delikatnym wokalem już na dobre.

Ze snu przebudziła się również Rebeka. Duet Iwony Skwarek i Bartosza Szczęsnego długie wydawnicze milczenie przerwał singlem „Cavegirl”. Jego brzmienie nie kontynuuje mrocznej odsłony z „Davos”, a zachęca do tańca wybitnie popową produkcją (chórki, wyrazista gitara, liczne przeszkadzajki). Nie jest to może szczytowe osiągnięcie tego projektu, bo Iwona i Bartosz nieraz udowodnili, że stać ich na więcej, ale jako zapowiedź nowości sprawdza się idealnie.

Oxford Drama trochę z przyzwyczajenia lądują na półce „electropop”, chociaż już od pewnego czasu próbują swoich sił raczej we wszystkich innych gatunkach – od indie, przez dream pop aż po synthpop. „Preserve”, najlepszy utwór młodego duetu, niedawno skończył trzy lata i niemal równo w tę rocznicę otrzymujemy drugi album grupy, „Songs”, na którym już teraz można zacząć poszukiwania następcy „Preserve”. Gosia i Marcin mają za sobą turbulencje (chwilowe zawieszenie działalności), a teraz silni wracają z jeszcze lepszym i zróżnicowanym materiałem, nadającym się w sam raz na zakończenie lata. Czy to balladowa odsłona Alvvays? Albo lekki sophisti-pop z bardziej wyeksponowaną gitarą? A może nie warto drążyć, tylko po prostu zasłuchać się w jednej z najlepszych polskich płyt roku?

Poza duetami i triami sporo dzieje się również u solistek. Natalia Nykiel podzieliła się utworem „Łuny”, do którego powstał specjalny wertykalny teledysk. Trudno stwierdzić, czy to utwór był pretekstem do klipu, czy raczej pomysł na wideo przyczynkiem do napisania utworu, ale produkcja Michała „Foxa” ponownie nie zawodzi, czyniąc kompozycję pełnokrwistym electropopowym szlagierem. A wideo? Ujdzie, ale nie jest to nic przełomowego.

Michał „Fox” Król popełnił jeszcze jeden znaczący hit, tyle, że z wokalistką o jeszcze bardziej ugruntowanej w Polsce pozycji. Mowa o Nosowskiej i jej „Nagasaki”. Znacznie ciekawszy brzmieniowo od „Ja pas!” utwór nie tylko zaskakuje, bo to kolejne wcielenie zmiennej jak kameleon artystki, ale również zwyczajnie wkręca się i zostaje w głowie. Nagrywany w Muzeum Narodowym w Warszawie teledysk wyraźnie czerpie inspiracje z Carterowskiego „Apes**t”, ale wygrywa ten pojedynek surrealistyczną atmosferą. Album „Basta” ujrzy światło dzienne 12 października.

Kinga Miśkiewicz znana jest szerzej jako „koncertująca z Mesem”, ale jej solowa kariera może nabrać rozpędu już niebawem. Wydana w zeszłym roku, aczkolwiek trochę nieśmiało, EP-ka „To mi nie” okazała się być wprowadzeniem do długogrającego albumu pod tym samym tytułem. Ukaże się on już 10 października i promuje go przebojowy utwór „Nie lubię kobiet”, znany już z EP-ki, ale teraz wzbogacony teledyskiem. Profesjonalny wokal Kingi świetnie łączy się z rozbudowanym tłem muzycznym i ciekawym tekstem, będącym prztyczkiem w nos zmanierowanemu zachowaniu niektórych kobiet. Tak powinien brzmieć dobry pop, oby płyta kontynuowała ten właśnie kierunek.

Najlepiej tytułem podsumowuje swój najnowszy singiel Marcelina. „Tańcz” – to właśnie pozostaje zrobić po usłyszeniu tej wielobarwnej piosenki z ciekawie umiejscowioną gitarą. Nie dzieje się tu nic nowego, ale unosząca się nad kompozycją lekkość każe zaniechać rozkładania utworu na czynniki pierwsze i dać się mu ponieść. Premiera płyty „Koniec wakacji” 28 września.

Reni Jusis dwa lata temu zaliczyła powrót albumem „BANG!”. Jedna z kluczowych osobistości polskiej muzyki rozrywkowej właśnie opublikowała następcę tej płyty. „Ćma” zawiera w sobie świetne single „”Tyyyle miłości” i utwór tytułowy oraz siedem innych piosenek i cztery remiksy. Nie jest to może forma z czasów „Trans misji”, ale jako radiowo-taneczne dance popowe przeboje świetnie sprawdzają się wszystkie kompozycje, może oprócz wiersza Stanisława Barańczaka recytowanego przez Jakuba Gierszała („Jeżeli porcelana to wyłącznie taka”).

Nie próżnuje również mąż Reni – Tomasz Makowiecki. A w zasadzie przestał próżnować dopiero ostatnio, bo jego ostatni solowy album ukazał się pięć lat temu. Teraz artysta przeciera nowe szlaki singlem „Najdłuższe pocałunki w Polsce”. Poza średnim tekstem wszystko tutaj jest na swoim miejscu, a inspiracje czerpane są nie tylko z synthpopu, a przede wszystkim z sophisti-popu. Solówka w połowie piosenki to natomiast złote lata chillwave i synth funku – trochę Washed Out, a trochę Toro y Moi. Jeśli ma z tego być album, jesteśmy pierwsi na liście chętnych.

W świat nieskazitelnego popu od jakiegoś czasu wprowadza duet ALA|ZASTARY. Oboje są członkami New People. ZASTARY, czyli Jakub Sikora, grał też w Crab Invasion, a Alicja Boratyn w… Blog 27 (Tola, druga połowa nastoletniego duetu, też rozpoczęła niedawno nowy projekt – TOLA). Razem mają wydane zaledwie cztery utwory i każdy z nich stanowi strzał w dziesiątkę. „Gorzkie lody” z początku wakacji mają w sobie ten słoneczny pierwiastek (sampel z Family Frost), a najświeższy utwór „Posłuchaj” (chociaż chronologicznie najstarszy, bo od niego Ala i Jakub zaczęli wspólne nagrywanie) zachęca do uwagi nie tylko tytułem, ale też masą kolorowych dźwiękowych ozdobników ubranych w gorzki tekst. Coś czujemy, że album tuż tuż.

Sporo się dzieje w SOHO Palace. Zapewne niedługo poznamy pierwsze szczegóły nowej odsłony składanki „Czeluść”, ale na razie na uwadze warto mieć inne wydawnictwa labelu. Kosa szykuje się do premiery solowej EP-ki, którą promuje singiel „Odpływam”. Cały materiał będzie dostępny już 28 października. Da Vosk Docta właśnie wydał długogrający album „303K”, zapowiadany m. in. przez „30 Stopni” i „Le Jus”. Pojedyncze utwory zaprezentowali również Sokos („Shawty”), JUTRØ („Mieszkaniec”) i PiNE („Klątwa Midasa”).

Krótka EP-ka „Forma” Suwala aż kipi od wonky, future bassu i electropopu. Producent zaprosił do współpracy Michała Sobierajskiego, Rosalie., Agatę i Koskę, a cały materiał brzmi nieco jak Mura Masa. Czy to wada? Niekoniecznie, bo Suwal ma przed sobą otwartą drogę do kariery. Jako producent r&b i rapu, w dodatku pod skrzydłami Asfaltu i Flirtini Records, sporo jeszcze osiągnie i wykształci unikalne brzmienie. A na razie warto poświęcić dwanaście minut na sprawdzenie, w jakiej jest formie.

Modern classical wydaje się gatunkiem ciągle przeżywającym rozkwit, głównie za sprawą takich ambasadorów jak Ólafur Arnalds, Nils Frahm czy Max Richter. W tym nurcie tworzy też YANA. Wykształcona muzycznie artystka dotychczas podzieliła się trzema utworami: okraszonym teledyskiem „New Normal”, zarejestrowanym w gdańskim Elektrycznym Żurawiu „Immersion” i najnowszym „Blackbird” w kooperacji z Marysią Szagżdowicz. Poza tym Asia Bieńkowska jest autorką części tekstów MaJLo, który za to odpowiada za mix i mastering jej kompozycji. Dobrze słychać, że projekt powstał z potrzeby podzielenia się emocjami, bo swoją delikatnością wywołuje je na zawołanie.

Nowe zjawiska w polskim rapie zawsze są mile widziane, a ostatnie tygodnie przyniosły kilka objawień. Przede wszystkim Koza, który ma na koncie abstract hip hopową EP-kę „Loty EP mixtape”, a niedawno zaatakował trapowym bangierem „Stoły”. Artysta z wady wymowy uczynił jedną ze swoich największych zalet i zarazem niezapomniany znak rozpoznawczy, a swoje umiejętności techniczne i charakterystyczny flow potrafi zawsze niemal perfekcyjnie zgrać z bitem. Na debiutancki album trzeba czekać, bo czegoś takiego chyba jeszcze u nas nie było.

Trudno nie zatrzymać się na chwilę przy debiutanckim albumie 37po pt. „Talie.”. Rapowy duet nie wnosi żadnych innowacyjnych rozwiązań, ale znacznie winduje w górę pop rapową jakość. Wcale nie takie oczywiste teksty, świetne bity i przebojowe brzmienie. Warto sięgnąć i dać materiałowi szansę.

Kolejnym dosyć istotnym odkryciem jest Schafter. Młody raper i producent szybko wspiął się na wyżyny popularności i od razu znalazł zarówno wielu zwolenników, jak i krytyków. Specyficzny styl rapowania (mnóstwo anglojęzycznych wtrąceń, leniwe flow, czasem zahaczające wręcz o melorecytację) wyróżnia się na polskiej scenie, a dodana do tego fenomenalna, zwiewna produkcja z samplami żywych instrumentów („Good Will Hunting”) czyni Shaftera jedną z ciekawszych postaci do obserwowania.

Zresztą, „DVD” z młodymskinym stało się już nieformalnym hitem wakacji, a kręcony na krakowskim Zakrzówku teledysk jest ciekawym przeniesieniem tradycyjnej formuły rapowego klipu do interesującej lokacji. Może kompozycja da szansę, aby młodyskiny (znany też w pewnych kręgach jako ahus) również zaczął nagrywać coś ciekawszego niż czynił to dotychczas. Chociaż „Gumy kulki” to raczej też nie jest najlepsza droga.

W sprawie gum znacznie lepiej wypadł Klocuch, autor utworu „Huba buba”, skądinąd też youtuber, więc punktów wspólnych jest jak widać więcej. Na temat geniuszu artystycznego nie ma sensu się tutaj wypowiadać, wszak twórczość tajemniczego recenzenta gier doczekała się nawet własnej wystawy, przyjrzyjmy się więc tylko muzyce. „Huba buba” to pierwszy w pełni autorski utwór Klocucha (wcześniej rapował do pożyczonych od Taconafide, Otsochodzi i Lil Pumpa bitach), który łączy nostalgię lat dzieciństwa z subtelnymi odwołaniami do popkultury (Peja) i pozostałej działalności youtubera. Jest śmiesznie? Może, ale przede wszystkim chwytliwie i spójnie z całym profilem działania Klocucha.

Jednym z organizatorów wspomnianej wystawy jest Bartosz Zaskórski, szerzej znany jako Mchy i porosty. Producent różnorodnej muzyki elektronicznej na ten rok zapowiada premierową EP-kę i pełnoprawny album. Jednocześnie dzieli się teledyskiem do utworu „Cholewa” z zeszłorocznej EP-ki wydanej nakładem Brutażu. Do ocierającej się o tribal ambient i industrial techno kompozycji jak ulał pasuje „leśne” wideo w technologii 360.

Shoegaze i dream pop mają w Polsce całkiem ciekawą niszę, w której raz po raz pojawiają się warte uwagi nowości. Z pewnością musem do odsłuchu jest najnowsze EP-ka poznańskiego składu Pensjonat. „Całość nie radość” to brudne gitary skręcające w stronę noise popu, ale mające też power popowe przebłyski, jak w części singlowego „Czasem”. Natomiast Metro2 i ich debiutancki self-titled czerpią pełnymi garściami z brytyjskiej melodyjności pogranicza dream popu i britpopu, gdzie ogromną rolę odgrywa wokal – w tym przypadku Małgosi Mijewskiej. W międzyczasie pojawia się też elektronika i eteryczne syntezatorowe podkłady, tak, że całość ciągle zaskakuje rozwojem sytuacji. Co jeszcze? O Ferever Fatale mieliśmy już okazję pisać ale od tego czasu dostępna jest w sieci cała EP-ka pt. „0Rh-„. Wydawnictwo doskonałe, mimo umieszczenia w pewnych ramach bardzo różnorodne (słychać tu i coś z Lany Del Rey z „Ultraviolence” – to jak najbardziej komplement, i neo-psychodelię spod znaku The Flaming Lips) oraz świetnie wyważone w proporcjach hałasu i melodyjności. Nic, tylko słuchać, bo to jedna z najlepszych polskich EP tego roku.

Instant Classic w ostatnim czasie wydało tylko jeden album, ale za to bardzo szczególny. Trys Saulės to nowo powstałe trio, w skład którego wchodzą Marcin Dymiter (projekt Emiter, zespoły Ewa Braun czy Mapa, jedna z najważniejszych postaci polskiej alternatywy), Artur Krychowiak (Nowa Ziemia) i Dominika Korzeniecka (Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego, Pochwalone, Gota). Na albumie  „***” surowo brzmiące gitary, drony i perkusja, dodająca głębi całemu materiałowi, łączą się w post-rockową całość skręcającą bardziej w stronę noise znanego z Ewy Braun. Wszystko zostało nagrane na żywo, a między muzykami czuć chemię i całkowite zrozumienie, pozwalające im, jak sami mówią, na sporo improwizacji podczas grania na żywo. Zresztą, aby zachęcić niektórych do przesłuchania tej płyty wystarczy zakomunikować: Marcin Dymiter znowu gra na gitarze!

Działalność netlabelu Trzy Szóstki ostatecznie zwolniła, by dostarczać słuchaczom materiał o najwyższej jakości. Ostatnimi czasy ukazały się jedynie trzy albumy: „Sidereal” Palmer Eldritch, reedycja „1984” Surowej kary za grzechy (synthpopowy projekt, w którym m. in. Afrojax) i „Respawn” Ovvoid (ambient i drony. momentami przełamywane glitchem). Ten pierwszy żyje własnym życiem, do ritual ambientu i trip hopu dodając odgłosy przyrody, nie uciekając od śpiewów (momentami z quasi-arabskimi wokalizami), często ubierając wszystko w downtempo kojące, ale wcale nie nużące. W takich klimatach w Polsce nikt nie odnajduje się lepiej.

We wspomnianym netlabelu zostało wydanych również kilka premierowych singli. Na największą uwagę zasługuje „Jesienna defensywa” Adonisa i młodego π. Obaj panowie mają na swoim kontach udane tegoroczne EP-ki, teraz połączyli siły w międzygatunkowym crossoverze, dzięki czemu depresyjna nawijka młodego pi zyskała bogate jak nigdy dźwiękowe tło i dużo więcej przestrzeni. Nie mniej istotny jest podwójny singiel Furtka z gościnnym udziałem Kordiana Trudnego („Się/Music for K”), który fenomenalny tekst ubiera w ciekawą instrumentację nieregularnego slowcore oraz dwa alt rockowo-post-hardcorowe utwory The Spouds„Świętokrzyska” i „Outlet Store”, zapowiadające zaplanowaną na październik płytę.

Przesada też nie próżnuje, do katalogu trzyszóstkowego sublabelu dołączyły bowiem trzy wydawnictwa. Niepokojący drone wymieszany z post-industrialem dostarczył projekt Skalpy z drzew („Thunder Log”), eksperymentalną podróż na drugą stronę lustra zgotowali Soundscape Mirror („49 Kilometers to the East”), a zespół Martwy Chłopczyk poraził niewygodnym eksperymentalnym noise rockiem („VIZVIAVIV”). Przesada znacznie nie odstaje od labelu-matki, ale oferuje brzmienia znacznie mniej oczywiste, mało komfortowe, powstałe wyłącznie z czystej miłości do muzyki.

Opus Elefantum Collective to label, w którym wydają, ale też który współtworzą m. in. Widziadło, Zguba czy Vysoké Čelo. Ten ostatni projekt założył Janusz Jurga, którego split z Docetism ukazał się na początku sierpnia. „Bory Wkrzańskie” i „Kwaśna buczyna niżowa” to długie kompozycje ambient techno, wchodzące w dialog z naturą, nie tylko tytułami, ale przede wszystkim organicznym brzmieniem. Natomiast Widziadło to duet, w którego skład wchodzi Zguba i Foghorn, czyli Tomasz Turski. Właśnie on zadebiutował solowo pod koniec czerwca albumem „Corona”. I bez wątpienia jest to debiut warty uwagi, gdyż wydawnictwo swoim brzmieniem idealnie wpisuje się w nadchodzącą jesień. Trudno uciec tu od porównań do „Deathconsciousness” czy twórczości The Cure – melancholijna atmosfera lo-fi znajduje ujście w kompozycjach ze ścianą dźwięku („Cabin”), ale też w ambientowych szkicach (część „Lima 2 / Bodyleaving”) i folkowej gitarze („Ghost from the White Water”). Ponownie pojawia się wątek łączności z przyrodą, tym razem jednak z jej mniej zachęcającą stroną. Nie można pominąć tego albumu. Podobnie jak nadchodzącego „Wzium!” wspomnianych Vysoké Čelo. Premiera już 25 września. My mieliśmy już okazję przesłuchać i możemy zdradzić – jest klimatycznie, magicznie i… bardzo zaskakująco. Tutaj genialny trailer, tutaj teledysk. PS Kto pamięta „2009” Stachursky’ego i „It’s Album Time” Todda Terje?

Scena polskiego techno jest bardzo bogata i trudno mieć aspiracje, żeby wszystko obserwować na bieżąco, ale z pewnością warto zwrócić uwagę na zapowiadany album We Will Fail, który ukaże się 16 listopada. „Dancing” ma być „wzięciem przerwy od racjonalności” i „stanowić wejście do miejsca, w którym nie powinno się być”. Aby przekonać się, co producentka dokładnie ma na myśli, można przysłuchać się premierowemu nagraniu „2018”.

Barwna EP-ka „Normal Experimental” od Demagulonpakt udowadnia, że można eksperymentować z ogromnym wyczuciem melodii. Krótko, do sedna, treściwie i bez zbędnych dłużyzn, tak, że chce się włączyć kolejny raz. Trochę instrumentalnego hip hopu, szczypta post-industrialu i IDMu oraz powtykane gdzieniegdzie glitche, czyli przepis na udany materiał. Nikt nie powinien przechodzić obok niego obojętnie.

Ciekawe brzmienie prezentuje również wytwórnia Pointless Geometry, która skupia producentów mocno eksperymentujących z brzmieniem. Na składance „Ardea Cinerea”, przygotowanej, aby zebrać pieniądze na pomoc Adamowi z białaczką, pojawił się m. in. napędzany kwaśnym basem „Graurelher” od VTSS. W Pointless Geometry zadebiutował też projekt MUKA, czyli Kasia Kowalczyk z Coals i Szymon Sapalski (paszka). Ich pierwsze wydawnictwo już w październiku, teraz można się wsłuchać w zglitchowany „ʕ – — – -•ᴥ• – — – -ʔ” (już sam tytuł budzi należyte zainteresowanie), który śmiało można wpisać w nurt deconstructed club (w Polsce warto również obserwować założyciela Intruder Alert, B.yhzz, gdyż jego tegoroczne „Rejection, Blessing” też nurkuje w tej stylistyce).

Z Pointless Geometry co nieco wspólnego miał Oondood. Teraz w wytwórni Mik.Musik.!. wydał aż dwa albumy po sobie. „PIANO ALBUM YOU WERE NEVER READY FOR.” to, zgodnie z tytułem, zaskakujący album fortepianowy z abstrakcyjnymi kompozycjami. „LOOKS LIKE I WILL SAY GOOD BYE TO YOU.” jest już inny, bardziej w stylu artysty, bo przepełniony techno w różnych odmianach, ale nie zawsze mrocznych. Oby tylko tytuł nie okazał się omenem.

Wspomniana składanka Pointless Geometry zwróciła uwagę na kolejnego artystę, jakim jest ehh hahah. Ponownie mamy do czynienia z jakąś formą deconstructed club, a gdyby ktoś miał wątpliwości, to proszę znaleźć lepszy cover hitu Shakiry niż ten. Co do twórczości własnej – w lipcu w Pedicure Records ukazał się album „and the weather so breezy, man, why can’t life always be this easy?”, którego tytuł to oczywiście piękny wers z „Flashing Lights” Kanyego Westa. Poza tym jednak doświadczamy nie rapu, a połamanej, pogiętej i eksperymentalnej elektroniki, trwającej w dodatku godzinę, ale za to jakże satysfakcjonującej. Pozycja obowiązkowa dla fanów IDM, glitchu, dźwiękowych kolarzy i ambientu.

Łatwo się pogubić we wszystkich konotacjach na elektronicznej scenie. Ehh hahah współpracował nie tylko z opisywanym wyżej paszką z projektu Muka, ale również z reprezentantem labelu Czaszka – Zaumne. Ten za to dostarczył jednego z ważniejszych polskich albumów roku – „Emo Dub”. To outsider house, który bez wysiłku zjada DJ Boringa na śniadanie. Wpływy dubu czynią ten materiał idealnym do poznawania na słuchawkach, a ambientowy, leniwy i kojący klimat pozwalają zapętlać materiał w nieskończoność, bez chwili jakiegokolwiek znudzenia.

Polski deconstructed club ma jeszcze jednego ważnego przedstawiciela, jednak nieprecyzyjne będzie zarówno określenie „polski”, jak i „deconstructed club”. Felicita, czyli Dominik Dvorak, jest bowiem w połowie Polakiem, który mieszka w Londynie. Jego muzyka to też nie do końca post-club, a zwariowana mieszanka tak odległych gatunków jak modern classical, polska muzyka ludowa, bubblegum bass czy ambient pop. Złowieszcza kołysanka „Był sobie król” śpiewana po polsku przez Caroline Polachek z Chairlift to z pewnością główna atrakcja debiutanckiego albumu „Hej!”, ale post-industrialowy „Shook” czy fortepianowe „Soft Power II” również świetnie uzupełniają brytyjsko-polski klimat. A niezdecydowanym warto przypomnieć, że materiał ukazał się nakładem labelu PC Music.

Jak zwykle w świecie wideoklipu dzieje się na tyle dużo, że nie ma miejsca, aby wszystko opisać. Historię miłości na blokowisku znajdziemy u Baascha („Sneaker Fairytale”), kowboj i zakonnica pojawiają się u Króla („Spróbuję / STRAŻNIK”), Sorry Boys zachęcają do wspominania beztroskich dni wakacji („Zwyczajne cuda”), z Mateuszem Franczakiem możemy przejść się, choć nie sami, po parku („Fool”), ze ścianami zetkniemy się u Ted Nemeth („Ściany”), zniekształcone obrazy pooglądamy u JAAA! („Marc”), a niepokojące wizualizacje w remiksie „Blues Keeps Crooning” MIN t autorstwa Coals. Dzięki Pete Grace odwidzimy białostocki klub Metro („No Dancing”), białostoccy Imagery wyruszą z nami do Norwegii („Fiord”), a Trupa Trupa zabiorą m. in. na farmę i nad morze („None of Us”). Wyścigi zapewnia DJ Wielki Huj („Hit o autach (trzeba zapierdalać)”), który też wydał w końcu „Summer Hits 2018”. Ciekawy klip o dwóch zakończeniach przedstawili Fertile Hump („Double Standard”), Mazutti uskuteczniają trening na osiedlowej siłowni („Dżungla kwitu”), P.Unity toną w mleku („Milk”), Smolik i Kev Fox startują w wyścigu samochodowym („On the Quiet”), Yoachim kusi artystycznymi ujęciami („Melt” to również zapowiedź albumu), a Małgola, No tańczy na tle świateł („Exercise”). Internetowo-vhsowa stylistyka klipu delay_ok świetnie pasuje do brzmienia utworu „Dzieci”, jak również do wszystkiego od RSS B0YS (a do „RSS L0ST YTS PLNT” szczególnie) i Wczasów („Jesteś najlepszy”).

Warto się również przyjrzeć pojedynczym premierowym kompozycjom. Tappahall wprowadzają w indie świat sprzed dekady („BTFL Stranger”), 1988 wciąga w mroczne zaułki tajemniczym i gęstym bitem („Night Sports”), Seasonal kolejny raz mierzy się z art rockiem („The Point”), Good Night Chicken po raz pierwszy śpiewają po polsku („Posrebrzona”), YOUNG SHOE$ z UNDADASEA zabierają nad morze w mieszance oldskulu i niuskulu („Wakacje w kurorcie”), MANOID czyni kolejny krok w rozwoju swojego unikalnego brzmienia („Take Me”), a Pablopavo i Ludziki szturmem podbijają Listę Przebojów Trójki utworem „Karwoski” z ciekawą klawiszowym motywem. Naczelny ulicznik Rogal DDL doprowadza do dysonansu poznawczego kompozycją „cccarma”, bardziej zwariowaną niż większość polskiego rapu, może oprócz Hewry i ich kolejnego strzału, „Rolujou”, oraz solowego „Rastaferrari” Dona Poldona. Trochę słońca dostarczają Holly Blue („Telepop”), a trochę mroku Kasai (mimo sun w tytule – „Sun Spirit”). Przedstawiciel enjoy life, Akwizgram, wszedł w dialog ze zrekonstruowaną tanecznością tegorocznego Amnesia Scanner utworem „Urwis”, stanowiącym jednocześnie zapowiedź albumu „4ever”. Natomiast Próżnia to nowy projekt rap/alt r&b, który podzielił się utworami „Daleko” i „Wysoko”. Stoi za nim Freedom for Bob.

Poza tym różności. EABS odświeżyli zeszłoroczne „Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)” wydając koncertową wersję z katowickiego Jazz Club Hipnoza wzbogaconą o dwa utwory: „Kraksa” i „Svantetic”. Ander podzielił się całą płytą „Mozół”, podobnie jak Pejzaż fenomenalnym albumem „Ostatni dzień lata” (jakże ten tytuł teraz pasuje). Wydający go label The Very Polish Cut Outs wrzucił do sieci swojego seta z warszawskiej BarKi, a milczący przez długi czas reprezentant Kayaxu, Patrick the Pan, opublikował trzeci album (o wymownym tytule „trzy.zero”). Białostoczanie z Out of Drugs całkiem umiejętnie radzą sobie ze stonerem i metalem na albumie „Deities”. unitrΔ_Δudio skutecznie przypomina o istnieniu synthwave udanym albumem „Post-Love”. Rzutem na taśmę w zestawieniu zmieściła się najnowsza EP-ka zespołu Blokowisko, w którym wokalistą jest Maciej Jurga z Opus Elefantum Collective (self-titled to zimny post-punk z nutką to new wave, to industrialu i duchem szarego PRL-u).

Nie ma więcej wpisów