Kolejny kwartał przynosi kolejną część polskiego podsumowania. Tym razem potrzebne były już pewne cięcia i drobne modyfikacje: na końcu znajdą się stałe akapity o nowych albumach, teledyskach i utworach artystów zazwyczaj dobrze znanych czytelnikom tego cyklu. Głowna część przeglądu będzie zdominowana przez to, co jeszcze nie zostało opisane w „Migawce”. Ta zmiana pozwoli skrócić nieco i tak przytłaczającą już treść oraz skupić się na nieznanych zjawiskach. W takim razie zaczynamy!

Warto zacząć od premiery jednej z polskich płyt roku i nie ma w tym stwierdzeniu ani grama przesady. Duet Tuzza podzielił się albumem „Fino Alla Fine”, który z miejsca wskakuje na naszą roczną listę. Melodyjność i klimat kreują niezwykłą atmosferę i potwierdzają, że Ricci i Benito to artyści z wyraźnym planem na swój wizerunek i dalszą działalność. Koniecznie posłuchajcie tej płyty!

W poprzedniej „Migawce” pisaliśmy o dream popowym duecie Metro2. Jak się jednak okazuje, równie dobrze poczyna sobie solowo Kurkiewicz, połowa tej formacji. Utwór „zrobię wszystko” w udany sposób przypomina standardy hypnagogic popu, szczególnie w warstwie syntezatorowego podkładu i przemielonego przez efekty wokalu. Świetna piosenka, która w dodatku stanowić ma zapowiedź dłuższego materiału. Już zacieramy ręce!

Jakimś cudem w poprzednich odsłonach nie pojawiło się ani słowo o formacji Zwidy. Teraz jest najlepsza okazja, żeby ten błąd naprawić, bo ukazał się ich długogrający album pt. „Szum”. Osiem kompozycji z pogranicza melodyjnego post-hardcore, emo i math-rocka prezentuje się wyjątkowo dobrze. Jest nieco mniej eksperymentalnie niż na zeszłorocznej EP-ce, ale wciąż fascynująco. Polecamy łapać ich na żywo!

To nas prowadzi do tradycyjnego przyjrzenia się ostatnim wydawnictwom labelu Trzy Szóstki. Mówiąc w skrócie: jest bardzo dobrze, a będzie jeszcze lepiej, dzięki akcji na Patronite. Wsparcie finansowe podniesie i tak wysoki już poziom wydawnictw. A w ostatnich miesiącach ukazały się nowe albumy The Spouds (pełne przeróżnych gitarowych wpływów „Now or Whenever”), Gołębi (shoegazowo-noisowa płyta o wdzięcznym tytule „Jest mi tak dobrze, że lepiej poczułbym się tylko martwy”, SKY (uduchowione „p r e y” czerpiące z witch house i darkwave), Teo Oltera (instrumentalny hip-hop i ambient odwiedzają warszawski „Mirów”) i…

…tria Panowie. Adonis i D A V C I I wydali w tym roku świetne EP-ki, ale podsumowaniem pracy ich i Łukasza Łacheckiego jest płyta „Full Automatik”, która ostatnim rzutem wskakuje na roczną topkę. Bez sensu rozpisywać się tutaj, bo usłyszycie o tym materiale jeszcze nieraz. U nas na pewno.

Należy też pamiętać o trzyszóstkowych singlach. Tutaj niealbumowe nowości od D A V I C I I (syntezatorowy hipnagogiczny pop w „Dla Ciebie”), Killed to Death (mroczny reggaeton z elementami disco polo w „Po złej stronie słońca”), Adonisa (sylwestrowa „Zmiana jest permanentna”) i Young Jon Bovi (różne odcienie techno w „Aleja na skarpie” – pierwszym singlu projektu Krzysztofa Kwiatkowskiego, założyciela netlabelu). Ukazała się również składanka „Trzy Szóstki przedstawiają polski niezal #1”.

O NOHONO pisaliśmy już w kontekście EP-ki „Gwiezdny pył”. Było to jakiś czas temu, a teraz światło dzienne ujrzało kolejne krótkie wydawnictwo zespołu. „Trip” można odsłuchać na platformach streamingowych oraz YT i Soundcloudzie. Warto, bo na trzech znajdujących się na EP-ce utworach grupa kontynuuje rozwijanie swoich pomysłów i kreuje coraz ciekawsze brzmienie. Oby zaczęli więcej koncertować, bo mają już sporo do zaprezentowania fanom.

Duet 100% Rabbit, czyli Małgola Gulczyńska (Małgola, No) i Adam Sowiński, opublikował zestaw dziesięciu zwiewnych popowych piosenek na koniec roku. Zrobił to w postaci albumu „Rising”, który premierę miał w ostatni piątek. W ich popie kryje się jednak ogromne zróżnicowanie. Raz utwór opiera się na prostym powtarzalnym motywie, innym razem rozwija się przez kilka minut i zmienia jak w kalejdoskopie. Nie brakuje kompozycji szybkich i wolnych, ale i tak największe wrażenie robi fakt, że wszystko to nagrano w niewielkim pokoju niemal bez budżetu. Ostatni piękny przebłysk mijającego roku.

Bart Ni, o którym piszemy bardzo regularnie, tym razem zdecydował się na czysto ambientowy materiał. Mówi o tym zresztą sama nazwa, „Dark Ambient Tapes”. Cztery utwory malują mgliste, niepokojące pejzaże i przenoszą w miejsce wprost z okładki. To ten kojący, ale zarazem angażujący typ ambientu, który równie dobrze, co w roli muzyki tła, sprawdzi się podczas podróży samochodem. PS W Nextpopie ukazał się również remiks utworu Kari autorstwa Bartosza.

Ciekawy i, co najważniejsze, świeży post-punk, wypuścił w świat warszawski zespół DIDI. EP-ka „Here Comes the Freakwave” ma w sobie coś z Two Door Cinema Club, a zarazem ze starego post-punku z lat osiemdziesiątych. Jednocześnie do głosu dochodzi też saksofon, który utworowi „Opium” nadaje lekko noirowego klimatu. Cztery kompozycje, obok których nie wypada przejść obojętnie.

Nirlazc za dziwną nazwą kryje interesujące brzmienie, które sporo czerpie zarówno ze slowcore, jak i z dream popu. Gitara momentami wydaje się nawet żywcem wyjęta od The Cure („Polar Night”, „Lavenders on the Moon”), co zapisać można jako dodatkowy atut. Artysta wydał w tym roku EP-kę „Nirlazc” i album „Polar Night”, który zawiera wszystkie wcześniejsze utwory i kilka nowych. Słuchanie warto mimo wszystko zacząć od EP-ki, która w dwudziestu minutach koncentruje urok powolnego, rozmarzonego brzmienia muzyka.

Warto chyba dwa ciekawe elektroniczne eksperymentalne wydawnictwa wrzucić do jednego worka. MUKA, o których pisaliśmy ostatnio, zadebiutowali albumem „Pampuch”. Nieokiełznane są nie tylko tytuły utworów, ale również brzmienie, wykraczające poza ten słynny deconstructed club. Pozornie losowe produkcje Paszki stoją w opozycji do czystych wokaliz Kasi, a całość brzmi nieprzewidywalnie. Boomelant wydał natomiast EP-kę „Tarło”, w której ludzkie odgłosy zaczerpnięte są z filmów dla dorosłych. Sporo na niej wszystkiego, od momentów ambientowych, przez taneczny footwork po synthwave. Niebanalny koncept.

Po raz kolejny dwie nowości warto rozpatrzyć w podobnym kontekście. Za projektem Melty stoją Maciej, Aleksander i Szymon, a ich self-titled to materiał na poziomie. Muzycy określają swoją twórczość jako „powergaze”, czyli wypadkową power popu i shoegaze, ale sporo słychać tu również brudnego garage rocka (świetne „Pains of Pleasure”) i rozpędzonego pop punku („Rot”). Wciągające wydawnictwo. Być może coś podobnego nagra w przyszłości grupa Lukier, która, jak na razie, podzieliła się swoim debiutanckim singlem „Class B”. Pewne noisowe momenty nie burzą ogólnej motoryki utworu, który korzenie zapuścił gdzieś w grunge. Ciekawe, co będą mieli w zanadrzu następnym razem, bo zapowiada się kolejny warty uwagi gitarowy projekt.

Na pewno zdążyliście poznać już Wczasy, a co powiecie na podobną stylistykę, ale jednak nie do końca? Syndrom Paryski na EP-ce „Raj na ziemi” początkowo brzmieniem trochę przypomina gorzowsko-olsztyński duet, ale im dalej w las, tym podobieństw coraz mniej. Jangle popowe zacięcie „Nie dawaj mi rad”, melodyjny mikro-riff w „Rave”, ciekawa koncepcja intra z młodym pi prowadzącym narrację, młodzieńcza tematyka tekstów sporo mówiących o dojrzewaniu. Każdy znajdzie na tej EP-ce coś dla siebie, a jej domowy klimat zachęca do częstych powrotów.

Trochę starsza to rzecz, ale warta uwagi. Zespół TENTENT i EP-ka „TENTENT”. Każdy mówi, że to polskie King Gizzard & The Lizard Wizard, oni sami chyba potwierdzają (ostatni utwór nazywa się „Swing Gizzard”), a my się pod tym podpisujemy. Super jest posłuchać takiego garażowo-psychodelicznego grania z polskimi tekstami.

Wspomnieć należy, że muzycy dawnego projektu Ewa Braun założyli zespół Titanic Sea Moon. Nie ma na razie żadnych studyjnych utworów, jedynie nagrania z prób, ale należy bacznie obserwować rozwój sytuacji, bo ludzie odpowiedzialni za jedną z najważniejszych polskich grup noisowych na pewno mają w zanadrzu jeszcze wiele ciekawych pomysłów.

Jedne zespoły się tworzą, inne rozwiązują. Taki właśnie los spotkał trio Sorja Morja. Zespół grający minimalistyczno-ironiczne indie piosenki ogłosił, że kończy działalność. Tym większa szkoda, bo z songwritingiem radzili sobie bardzo dobrze i sporo miłych kompozycji mogło jeszcze zostać napisanych. Cóż, życzymy im wszystkiego dobrego na nowej muzycznej drodze.

Jako że powyższy skład na każdym koncercie grał utwór młodego osy, warto wspomnieć również o tym dżentelmenie, mimo że na naszych łamach już się pojawiał. Okazja do tego jest taka, że właśnie zmienił pseudonim. Od dziś to zdechły osa, a więc i brzmienie jest bardziej depresyjne. „Nie umiem tego opisać” (na instrumentalu „pożyczonym” od Forest Swords) czy „Poryłem się chłopie” świetnie oddają obecną formę młodego nihilisty. Paradoksalnie bardzo przyjemnie się tego słucha, do czego gorąco zachęcamy.

Również o schafterze już pisaliśmy, ale wyjątkowo zasłużył na ponowną wzmiankę. A to za sprawą składanki (bądź też EP-ko-albumu) „hors d’oeuvre”. Jedynie 18 minut, osiem utworów wydanych przez producenta i rapera na przestrzeni ostatnich miesięcy, ale vibe już całkowicie niepodrabialny. Bezsprzecznie najzdolniejszy młody producent (15 lat!) w Polsce – dęciaki i bardzo eleganckie ejtisowe inspiracje tylko to potwierdzają. Jako raper schafter też radzi sobie całkiem nieźle, chociaż z pewnością byłby w stanie trochę rozwinąć się tekstowo (bo styl już ma bardzo charakterystyczny). Diament nie tylko w kolektywie LTE Boys Global, ale też na tle całej sceny.

O tym, że wspomniana polska rapscena potrafi zaskakiwać, poświadczył mixtape „Lato w Ghettcie” krakowskiego kolektywu Ćpaj Stajl. Mieszanka osiedlowej stylistyki, ciekawej produkcji, emo-zaśpiewów i wyważonej dawki autotune sprawia, że słuchanie tego materiału staje się przeżyciem emocjonalnym niemal dorównującym obcowaniu z LSO. Potrzeba nam w Polsce takich chłopaków, twardych na zewnątrz i miękkich w środku.

Są jeszcze dwie niekonwencjonalne ciekawostki w polskim rapie. A w zasadzie to jedna, bo panowie działają wspólnie. Producent MVZR, który niedawno zaprezentował świetny singiel „Muzyka do życia”, współpracuje z Wiktorem z WWA. Owocem są niedawne „Talerze i Teleskopy” (m. in. „Teflon” i „Faza Rem”) oraz zapowiedziany „Miłość, Nienawiść, Balet”, skąd pochodzi m. in. utwór tytułowy. Jest lekko i nie-trapowo. Trochę hip-house, trochę grime (szczególnie produkcyjnie), czyli idealna rzecz na odtrutkę od panujących powszechnie rozwiązań.

Nie wiadomo, czym ma być w przyszłości projekt inchrome, ale słychać dobrze, że jak na razie jest efektem ciekawego spojrzenia na muzykę elektroniczną. „withered” przyciąga niebanalną fakturą, w której minimal techno gra tylko drugoplanową rolę, „inflorescence merge” wabi natomiast ambientowo-IDM-owym kolażem z samplami szeptów (czy na pewno?). Ciekawe i warte uwagi.

Zaledwie kilka dni po naszej poprzedniej „Migawce” ukazał się drugi album JAAA! Takiego wydarzenia nie można przegapić, w końcu debiut tria był jednym z najgłośniej dyskutowanych polskich albumów elektronicznych 2015 roku. „Bujillo” godnie kontynuuje tradycje poprzednika, brzmieniowo pozostając pod wpływami art popu, indetroniki i eksperymentalnej elektroniki, Druga część trylogii o Remiku nie dodaje co prawda do worka inspiracji niczego nowego (chociaż pojawia się nieobecny wcześniej saksofon), ale ciągle trzyma wysoki poziom i zachęca do ponownych odtworzeń. A to przecież jedna z najważniejszych cech dobrego albumu.

Wspominaliśmy kiedyś o inicjatywie „W puszczy”, czyli sesjach live na łonie Puszczy Białowieskiej. Ludzie za nie odpowiedzialni ruszyli również z akcją „Sad Sessions”. W sercu Żoliborza, w Studiu Wieloślad, zespoły związane z warszawską sceną muzyczną prezentują swoją twórczość, a ekipa SAD Sessions dba, aby wszystko było wyprodukowane, zrealizowane i nagrane na jak najwyższym poziomie. Dotychczas ukazały się nagrania sesji z udziałem Native Lungs, Ugorów i We Watch Clouds i każda godna jest polecenia. Czekamy na kolejne!

W ostatnim czasie warte uwagi teledyski opublikowali: Baasch („Grizzly”), Syny („Nie testuj białasa”), xxanaxx („Na chwilę”), TUZZA („Wenus”, „Denaro”, „Jupitery”), DJ Wielki Huj („tokyo elegy driftin story”), LSO („Deszcz” w reżyserii Miss God), Gołębie („Łaśkotki”), Demagulonpakt („Magulon Smoothie”, „Chinese Gumoleum”), Novika („Unsafe” halo, czy to polska Robyn?), MaJLo („Drown”, „I Cannot Change for You”), Daria Zawiałow („Nie dobiję się do Ciebie”), P.Unity („FUNKJEST„), Kamil Pawelski („Wisła”), Rosalie. („Spokojnie”), Złota Jesień („Jak ty”), UNDADASEA („Jaszczur”), Karałow / Przeździecki („Linia”), Otsochodzi („Dla mnie”), Mchy i porosty („Diament„), Wczasy („Ryszard”), agus („Fatamorgana”), Natalia Moskal („Trąbka”), Sarmacja („Duch”), Andrzej Mrozek („Kosmos”), Hewra („The Wallet”), Olga Polikowska (trzy utwory w wersji live), Żółte Kalendarze („Salamon 2”).

Nowości albumowe i piosenkowe przynoszą również: Ten Typ Mes („Rapersampler+” i „Kaczzki” z TUZZĄ), DJ Wielki Huj („Halloween ep 2”), MaJLo („re_covery„), Wilhelm („Plan”), Made in Poland („Kult”), Rosalie. („Więcej”), Złota Jesień („Promyczek (Sprawiedliwość dla psychopatów)”), TRANQ („Pauza / Play”, dawniej zespół nazywał się Tranquilizer), Mchy i Porosty („Sigh EP”), Akwizgram („4ever”), Yoachim („Melt”), Kinga Miśkiewicz („To mi nie”), Natalia Moskal („Iłłakowiczówna. Bunt Młodości”), Oly. („Rzeczy których nie mówię kiedy jestem dorosła”), Polonia Disco (mnóstwo nowości), Muchy („Miłość”), Królówczana Smuga (podopieczny Opus Elefantum Collective wydał album „Biełgoraj Kalwińskiego Adama”), Nagrobki („Portret Trumienny”), ANMA („Jeden”), ugla („Niepewność” i „Mech” zapowiadają styczniowy album „Linienie”).

Nie ma więcej wpisów