Nie o wszystkim najciekawszym udaje się informować od razu – okołomuzyczne nowinki, plotki i przecieki, świeże premiery singli oraz zapowiedzi wydawnictw zdarzają się umykać. Jeśli chcesz jeszcze bardziej odnaleźć się w newsowym kalejdoskopie, mamy odpowiednie rozwiązanie. W naszym weekendowym podsumowaniu podpowiadamy, co było słychać w ciągu ostatniego tygodnia…

W początkach roku można przyjąć dwie strategie. Opublikować swój album i liczyć na to, że w tej wydawniczej posusze znajdzie swoich nabywców, a jednocześnie da to szanse na znalezienie się w podsumowaniach rocznych. Drugą opcją jest przeniesienie daty premiery na bardziej przyjazny okres. Taką ścieżką poszła większość artystów, na których wydawnictwa czekamy. Natomiast od 1 stycznia ukazały się: EP-ka Vatican Shadow („Opium Crop Airstrikes”), album Little People („Landloper”) i debiutanckie wydawnictwa You Tell Me („You Tell Me”) i Tallies („Tallies”).

Noname wydała niedawno bardzo dobry album, który zawitał do wielu podsumowań rocznych, znajdując się przy okazji na topowych pozycjach. Ale raperka i wokalistka nie próżnuje, prezentując nowy utwór – „Song 31”. A jeśli ktoś jeszcze nie słuchał „Room 25”, to powinien to zrobić natychmiast.

A czy ktoś dorwał już wspólny limitowany album Karen O i Danger Mouse? Pewnie niewiele jest takich osób i trochę im zazdrościmy. Ale poza ostatnim singlem ich autorstwa, który dostępny jest dla wszystkich, wokalistka YYYs zaprezentowała własny utwór, tym razem do marcowej premiery Amazon Prime – serialu „Hanna”. Nagranie nosi tytuł „Anti-Lullaby”.

Tęsknimy za Jamesem Blakiem. I ten pan chyba to wie, bo co chwila teasuje nas kolejnymi utworami, które być może znajdą się na jego nowym wydawnictwie. Blake przyjął jednak także inną taktykę – objawiania się przypadkowym przechodniom na budynkach. Na kanonizację pewnie jeszcze nieco poczekamy i pewniejszym będzie chyba doczekanie się jego nowej płyty. Według wszelkich zapewnień album „Assume Form” ma mieć swoją premierę ma mieć już 18 stycznia, a gośćmi uczestniczącymi w jego nagrywaniu byli m.in. Travis Scott, Moses Sumney, Metro Boomin, Rosalia czy André 3000.

A macie tak, że czekacie na zapowiadany od dawna album, a potem nagle okazuje się, że pojawi się w przyszłym roku? A gdy mamy wspomniany przyszły rok, wszyscy nagle milkną, nikt nic nie wie i wychodzi na to, że nowych utworów nie będzie? Okay, my mieliśmy tak z Pati Yang, która zwodziła nas od bardzo długiego czasu. „War On Love” po raz pierwszy zapowiedziano gdzieś w okolicach 2016 roku, jednak dopiero teraz wiemy ze stuprocentową pewnością (ale czy na pewno?!), że dostaniemy go wiosną tego roku. Krążek wyda Requiem Records, a więcej informacji powinno pojawić się wkrótce.

Lana Del Rey fascynuje nas coraz bardziej i wygląda na to, że na album „Norman Fucking Rockwell” czekamy jak na mało które wydawnictwo w tym roku. Wspomniana płyta jest już podobno skończona, a teraz dostaliśmy z niej kolejny numer – „hope is a dangerous thing for a woman like me to have – but i have it”.

Foals powracają, przynajmniej w jakiejś formie. Na fejsie zespołu ukazała się krótka informacja, a także kilkusekundowe wideo, które wygląda jak teaser jakiegoś filmu w klimacie Twin Peaks. Czujemy się tym bardziej zainteresowani niż samą muzyką. Nie znaczy to, że w jakiś tam sposób nie czekamy na „Everything Not Saved Will Be Lost”, czyli pierwszy z dwóch albumów muzyków, który ma się w tym roku ukazać. Może i tym razem panowie nagrają jakieś jeden czy dwa fajne kawałki, jak im się to zdarza.

Tymczasem William Basinski ogłosił, że wydaje nowy album. „On Time Out of Time” pojawi się 8 marca dzięki wytwórni Temporary Residence. W swojej pracy artysta użył między innymi specjalnego nagrania uzyskanego dzięki LIGO (Laser Interferometer Gravitational Wave Observatory), czyli detektorowi fal grawitacyjnych, który uchwycił ścieranie się ze sobą czarnych dziur. Oby album był równie pochłaniający.

Niby trochę #nikogo, niby a mówiliśmy że tak będzie, ale jednak kogoś nagrody Golden Globes jeszcze obchodzą. Mówimy jeszcze, bo w pewnym momencie wydawało się, że członkowie Hollywood Foreign Press Association mają rozum i godność człowieka. A jednak sytuacja ostatniej gali rozdania nagród potwierdziła zupełnie odmienny stan rzeczy. Tegorocznym zwycięzcą okazał się biopic The Queen – „Bohemian Rhapsody”. Film otrzymał nagrodę w kategorii Best Motion Picture, pokonując takie (czyt. lepsze) produkcje jak „A Star Is Born”, „Black Panther”, „BlacKkKlansman” oraz „If Beale Street Could Talk”. Członkom zespołu The Queen gratulujemy świetnie zorganizowanych działań.

Rozdano także inną jakże prestiżową nagrodę (wcale nie szydzimy), a mianowicie Paszporty Polityki. Tym razem iście prestiżowym okazał się między innymi Pan Małomiasteczkowy (również nie szydzimy), który otrzymał statuetkę w kategorii, a jakże, muzycznej. Wszystko to dzięki odnalezieniu „punktu, w którym przecina się gust szerokiej publiczności i krytyki. Za pokazanie, że sukces na masową skalę można odnieść bez porzucania indywidualności i niezależności”. Dawidowi Podsiadle oraz wszystkim mniej odnalezionym w świecie artystom życzymy dużo sukcesów.

Nie ma więcej wpisów