Wygląda na to, że Katowice JazzArt Festival powoli rwie się, aby porwać słuchaczy swoimi kwietniowymi wydarzeniami. Całkiem niedawno, bo na początku marca można było cieszyć się czterema różnymi występami przygotowującymi do imprezy. Na tzw. beforze zaprezentowali się White Sands, Melancholia, Floors i Kadri Voorand. Tymczasem już za miesiąc (od 26 do 30 kwietnia) czeka nas część właściwa. W tym roku festiwal odbędzie się już po raz ósmy i ponownie zgromadzi w swoim repertuarze szeroko pojętą gamę muzyki jazzowej i improwizowanej.

Pięć muzycznych dni rozpocznie koncert w Kawiarni Literackiej Miejscownik, gdzie pojawią się Kevin LeGendre oraz Camilla George. On to dziennikarz muzyczny i pisarz, który w swoim „Do not Stop the Carnival“ przywołuje kluczowe postaci Ameryki, Afryki i Indii Zachodnich, opowiadając o wpływie epoki kolonialnej na takie nowe gatunki muzyczne, jak gospel, jazz, hi-life i calypso. Fragmenty jego tekstów odczytane zostaną przy brzmieniach saksofonu Camilli George – wiodącej postaci współczesnej londyńskiej sceny jazzowej. Zachęcamy do pojawienia się, tym bardziej, że na to wydarzenie wstęp jest wolny.

Pierwszego dnia wystąpi też ZSAMM, czyli wspólny projekt mieszkającej w Wiedniu słoweńskiej wokalistki, aranżerki i kompozytorki lubującej się w muzyce współczesnej, jazzie eksperymentalnym i sound artcie – Mai Osojnik, oraz austriackiego perkusisty Patricka Wurzwallnera. Ich album „Let Them Grow” to mroczny i enigmatyczny spektakl, w którym artyści wykorzystują m.in. nagrania terenowe, stare taśmy, rejestratory basowe Paetzolda, elektronikę lo-fi, brzmienia zabawek i różnych znalezionych przedmiotów. Tego samego dnia w sali koncertowej Miasta Ogrodów zaprezentuje się Reverso w postaci Erika Friedlandera i perkusisty Guilhema Flouzata. Projekt ten to z kolei próba połączenia jazzu i muzyki kameralnej.

Giulia Valle to katalońska kompozytorka, basistka, liderka trzech formacji jazzowych – „Giulia Valle Group”, „Libera” i „Giulia Valle Trios” – i jednocześnie wyjątkowe zjawisko współczesnej sceny jazzowej. Artystka ukończyła wydziały muzyczne w Barcelonie, Paryżu i Nowym Jorku. Ma na swoim koncie wiele albumów, a chyba najbardziej upodobała się w wydawnictwach live, których ma na swoim koncie kilka. To chyba znak, że najlepiej obcować z nią właśnie podczas występów na żywo.

Z Norwegii natomiast przywędrują do nas Anja Lauvdal i Heida Johannesdottir. Kolejno basistka i tubistka jazzowa oraz pianistka i kompozytorka angażują się w wiele muzycznych projektów, a w swoim duecie czerpią nie tylko z muzyki jazzowej, ale również klubowej, post-rocka czy hip-hopu. Takiemu jazzowi eksperymentalnemu ochoczo przyklaskujemy. Panie będzie można podziwiać w pierwszego dnia festiwalu w budynku Stolarni Muzeum Śląskiego. Z tego samego europejskiego rejonu przybędzie też Marja Mortensson – 24-letnia wokalistka fascynująca swoją związaną ze śpiewem techniką wokalną ważną dla tożsamości kulturowej ludu Saami z północy Skandynawii. Mortensson zaprezentuje swój joik dzień później, 27 kwietnia, w katowickim Rondzie Sztuki. Tuż po tym występie przeniesiemy się, za sprawą Erika Friedlandera i jego „Block Ice & Propane”, w zupełnie inne rejony – do Ameryki lat 60. i 70. XX wieku. Muzyczna podróż przez bezdroża Stanów Zjednoczonych opierać się będzie w głównej mierze na dźwiękach wiolonczeli – podstawowego instrumentu muzyka.

W niedzielę, 28 kwietnia, będzie można wybrać się na dwa koncerty. Pierwszą z możliwości będzie Spring Roll, projekt francuskiej flecistki, wokalistki i kompozytorki Sylvaine Hélary – frontmanki zespołu, w którego skład wchodzą: pianista Antonin Rayon, saksofonista Hugues Mayot i perkusista Sylvain Lemêtre. Kwartet od początku istnienia stawiał na zderzenie żywiołu kompozycyjnego i improwizacji, akustyki i syntezatora Mooga, złożonej orkiestracji i surowego minimalizmu, połączenie stylów i nurtów muzycznych. Drugi z zespołów to Pixvae, czyli kolumbijsko-francuski kolektyw, który próbuje połączyć ze sobą na pozór niemożliwe do zjednania style: hałaśliwy math-noise-rock z ciepłym i rytmicznym stylem kompozycji wybrzeża południowego Pacyfiku. Zmagania te będzie można obserwować w Jazz Clubie Hipnoza.

Na zakończenie, przed majówkowym wypoczynkiem, czekają nas dwa dni pełne wrażeń. W poniedziałek będziemy mieli do czynienia z z wirtuozem waltorni – Morrisem Kliphuisem. Muzyk jest współzałożycielem tria „Kapok” – jednej z najbardziej rozpoznawalnych formacji młodej holenderskiej sceny jazzowej, współpracuje także z wieloma muzycznymi sławami (grał m.in. z Billem Frisellem, Amandą Palmer, Terrym Rileyem). We wtorek natomiast spotkamy się z Marrisą Nadler, artystką zanurzoną w melancholii, umiejętnie balansującą między różnymi, nieraz odległymi gatunkami muzycznymi – od indie, gothic folku i dream popu aż po drone czy awangardowy black metal.

29 i 30 kwietnia zafundowano nam także ciekawą polską reprezentację. Najpierw Hang Em High – polsko-szwajcarsko-austriackie trio oferujące psychotyczny, gangesterski power jazz, progresywno-rockowe riffy, korodującą elektronikę, ambient, czyli innymi słowy: solidną dawkę improwizacji. Następnie InnerCity Ensemble, czyli niesamowita zbitka postpunku, muzyki postrockowej, improwizowanej, jazzy, elektroniki i ambientu… Kolektyw tworzą świetni instrumentaliści: Jakub Ziołek, Rafał Iwański, Radosław Dziubek, Wojciech Jachna, Rafał Kołacki, Artur Maćkowiak i Tomasz Popowski. Podobnie ciekawie zapowiada się koncert i premierowe wykonanie kompozycji jazzowej Huberta Zemlera, polskiego perkusisty współpracującego z wachlarzem najlepszych współczesnych muzyków. Ale Zemler pokazuje też co potrafi dzięki swoim solowym wydawnictwom. Ten projekt jest premierą JazzArtu (zamówienie kompozytorskie). Innym będzie występ Resiny, a tak naprawdę Karoliny Rec, klasycznie wyszkolonej wiolonczelistki, która jako pierwsza polska artystka zadebiutowała w wytwórni Fat Cat. Jej dwa albumy, „Resina” i „Traces”, to przykłady mistrzowskiego połączenia akustyki i elektroniki, wykorzystania zapętleń, niezgłębionej muzycznej wyobraźni i kompozycyjnej dojrzałości.

W Muzeum Śląskim pojawi się również Księżyc, zespół, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Słowiański folk pożeniony z psychodelią rozwijany był w latach 90., a ostatnio przeżywa swoje ponowne przebudzenie. Ostatnie oblicze zespołu bywa bardziej eksperymentalne, jednak w dalszym ciągu niecodzienne i warte doznania na żywo. Tym bardziej, że będzie to koncert zamykający tegoroczną edycję festiwalową. Nieco wcześniej tego samego dnia będziemy mieli do czynienia z prawdziwą mieszanką cechującą się podróżami śladami dźwiękowych i wizualnych odkrywców, takich jak John Cage, John Zorn, Anthony Braxton czy Karlheinz Stockhausen. W Rondzie Sztuki Kim Macari / Raymond MacDonald / Piotr Ceglarek & Piotr Wojtczak przedstawią performans „Seeing Sounds”.

Karnet na wszystkie wydarzenia podczas JazzArt Festivalu to 160 zł. Pojedyncze wejściówki na poszczególne koncerty również są do zakupu.

Nie ma więcej wpisów