Life: Muzyka sprawia, że robię rzeczy, których normalnie bym nie zrobił

Jeśli szukacie czegoś szczerego, zespołu, który nie boi poruszać tematów, o których nikt inny nie śpiewa, a jednocześnie przeżyć niesamowitą przygodę, nie mogliście trafić lepiej. Life po wydaniu w 2017 debiutanckiego albumu „Popular Music” powrócił z kontynuacją. Nie znajdziecie tam powielonych tematów i nudnych wersów. Brytyjczycy, choć na scenie mogą wydawać się aroganccy i lustrować każdego przenikliwym wzrokiem, to zarówno na płycie jak i na żywo wprawiają słuchaczy w zachwyt i przyczyniają się do uwolnienia w nich najbardziej skrywanych emocji.

Barbara Skrodzka: Kiedy byłeś dzieckiem miałeś zespoły, z którymi mogłeś się utożsamić?

Mez Green: Kiedy dorastałem, dużą część muzyki, której słuchałem pokazał mi mój tata. Słuchałem sporo The Clash i Joy Division. To były głosy, które do mnie przemawiały. Oni w dużej mierze dotykali tematów związanych z polityką, dlatego teraz fajnie jest zobaczyć współczesne zespoły, które nie muszą się bać o to, co mówią. Wszyscy są bardzo odważni, łącznie z nami na tej nowej płycie.

Na nowym albumie („A Picture Of Good Health” – przyp.red.) mówisz o trudach bycia samotnym ojcem, polityce. To poważne tematy, z którymi wszyscy w pewnym stopniu się mierzymy. Ważne jest to także dla młodych ludzi, którzy szukają czegoś prawdziwego oraz nadziei na to, że będzie lepiej.

Na nowej płycie mówię o sobie. Opowiadam o tym, jak to jest być samotnym ojcem, problemach ze zdrowiem psychicznym czy innych rzeczach. Zawsze staraliśmy się być szczerzy i wielu artystów robi to samo, bo nie boją się mówić o tym, w co wierzą. Polityka na świecie w tym momencie wygląda okropnie i wielu artystów mówi o tych rzeczach, ponieważ jest to sposób na danie upustu problemom i głosom, które wcześniej nie były słyszane. Młodzi ludzie są niezwykle ważni, są przyszłością, dlatego trzeba w nich uwierzyć i pokazać, że te rzeczy są prawdziwe.

Jako dziecko byłeś rozrabiaką czy może słuchałeś się rodziców?

Zawsze się dobrze zachowywałem. Na szczęście moja rodzina jest dość liberalna, trochę hipisowska, więc rodzice napełnili nas dużą dawką miłości i to ukształtowało sposób w jaki widzę pewne rzeczy.

Jakie były najważniejsze wartości jakie otrzymałeś od swoich rodziców, które teraz możesz przekazać swojemu synowi?

Najważniejszymi wartościami są dla mnie szacunek, to by się kochać wzajemnie, nie bać się pokazywać swoich emocji, przyjmować to, kim jesteśmy jako jednostka. Zawsze będę zachęcał mojego syna Gusa, by był tym kim chce być, by nie bał się niczego. Mówię mu cały czas, że go kocham, więc cały czas ma tę energię wokół siebie.

Wiem, że gdy byliście w trasie koncertowej po w Wielkiej Brytanii zabrałeś syna ze sobą. Podobało mu się?

On to kocha! Pojechał ze mną w trasę festiwalową po Wielkiej Brytanii, wtedy wszystko dzieje się na zewnątrz, na świeżym powietrzu, a nie w małych i głośnych budynkach. Chodziliśmy razem i oglądaliśmy inne zespoły. Mick [Sanders – przyp. red.], który gra na gitarze jest moim bratem. Dla Gusa zespół jest teraz jak rodzina. Te doświadczenia wpłynęły na niego, ponieważ gdy poszedł do przedszkola na zajęciach z kolegami udaje, że jest w zespole.

Sam wiesz, że nie jest łatwo być muzykiem. Chciałbyś, żeby twój syn poszedł w twoje ślady?

Bardzo ciężko jest być muzykiem, artystą i być w stanie z tego wyżyć. My dopiero zaczęliśmy próbować utrzymywać się z bycia muzykami. Zawsze będę zachęcał syna do tego, by grał na instrumentach, jeśli marzyłby o tym by być w zespole. Myślę, że chciałby grać na gitarze. Może na Boże Narodzenie sprawię mu jakąś.

Jak twoje życie zmieniło się gdy zostałeś ojcem i jak wpłynęło to na ciebie jako artystę?

Na pierwszej płycie „Popular Music” mówimy całkiem szeroko o kwestiach politycznych. Na tym albumie, bycie ojcem i bycie samotnym ojcem sprawiło, że spojrzałem na siebie. Na pewne rzeczy patrzę inaczej. Nadal chcę o nich pisać. Wydaje mi, się, że bycie ojcem sprawiło, że ten album stał się bardziej osobisty.

Dużo się słyszy o samotnych matkach, ale bardzo rzadko poruszana jest kwestia samotnych ojców. Jak to właściwie jest być samotnym ojcem, ciężej niż samotną matką?

Bycie samotnym rodzicem, nie ważne mamą czy tatą, jest jedną z najcięższych rzeczy. Będąc w związku dwie osoby dają dziecku sto procent miłości, będąc jedną osobą też musisz dać tyle samo, bo twoja miłość się nie zmienia. To nie jest łatwe. Nie słyszy się dużo o samotnych ojcach, ponieważ oni nie mówią o tym tak otwarcie. Ja chcę o tym mówić.

Dlatego postanowiłeś zawrzeć ten temat na albumie.

Ten temat napędza ten album i sprawił, że stał się częścią naszej pracy.

Ty i Mick jesteście braćmi, ale nosicie inne nazwiska, dlaczego?

Mick ma nazwisko Sanders tak samo jak mój drugi brat Sam. Kiedy moi rodzice mieli Micka i Sama byli po ślubie, więc oni mają to samo nazwisko. Kiedy mieli mnie moja mama nie była mężatką, dlatego noszę nazwisko mamy – Green, a bracia mają nazwisko mojego taty Sanders. Teraz moja mama nazywa się Sanders, ale postanowiłem zatrzymać jej nazwisko.

Twój brat Sam też gra w zespole?

Tak w Serial Chiller. Ojciec pokazywał nam płyty różnych zespołów i gdy jeździliśmy na wakacje rodzice zazwyczaj zabierali nas na festiwale. Wychowaliśmy się na nich i zawsze byliśmy blisko innych grup muzycznych.

Dla wielu zespołów bardzo ważna jest identyfikacja. Jak to wygląda u was?

Chodzi o to by mieć tożsamość i image. W pewnym momencie zespół staje się wszystkim, więc to nie jest tylko cztery czy pięć osób na scenie, to jest wszystko co otacza zespół: szata graficzna, image, ubrania…

Kim stajesz się wychodząc na scenę, bo nie da się nie zauważyć zmiany jaka w tobie następuje?

Normalnie jestem dość spokojny i powściągliwy. Na scenie staję się znacznie bardziej przesadzoną wersją siebie. Scena mnie zmienia, a muzyka sprawia, że robię rzeczy, których normalnie bym nie zrobił.

Kiedy poczułeś, że dorosłeś? Nastąpiło to z pierwszą płytą czy teraz?

Powiedziałbym, że jestem bardziej dorosły teraz. Ten album odbija moje życie z okresu sześciu miesięcy, obrazuje moje zdrowie psychiczne i narodziny nowej miłości. Dojrzałem podczas pisania tego albumu.

Trudno było znaleźć nową miłość ponownie?

Moja dziewczyna po prostu mnie ocaliła. Borykałem się z wieloma różnymi rzeczami, a ona dała mi nową nadzieję i wiarę w miłość, ponieważ nie było ze mną dobrze.

Wiele zespołów mówi, że posiadanie złamanego serca sprawia, że są w stanie pisać naprawdę dobre piosenki.

Kiedy cierpisz i uwalniasz swoje emocje pisząc muzykę to działa na ciebie jak terapia, wydobywasz wszystkie emocje na zewnątrz. Łatwo jest to zrobić, bo wystarczy to przelać na papier i zaśpiewać.

Jesteś zadowolony z muzyki, którą nagraliście?

Jestem dumny z tego albumu, to było świetne doświadczenie i jesteśmy zadowoleni z odpowiedzi jakie dostajemy.

Wywiad gościnnie przeprowadziła Barbara Skrodzka. 

Nie ma więcej wpisów