Od pierwszego koncertu w Polsce Counterfeit. mogli poszczycić się wierną i oddaną publicznością. Wraz z kolejnymi koncertami i nowymi wydaniami liczba ich fanów się powiększa. Dzięki szczerości i swojej otwartości zespół trafia do młodego pokolenia fanów muzyki, dla których przekaz i postawa grupy jest niezwykle ważna.

Barbara Skrodzka: Jamie, kiedyś powiedziałeś, że ważne jest dla ciebie by być szczerym podczas koncertów, ale czy łatwo jest się tobie otworzyć, pokazać swoje emocje i uczucia tym wszystkim ludziom?

Jamie Campbell Bower: Kiedy piszę piosenki pokazuję swoje emocje i uczucia, jest to dla mnie moment oczyszczenia, który daje mi ulgę. Gdy gramy muzykę na żywo nie sprawia mi to problemu, ale najtrudniejsze są momenty pomiędzy piosenkami, kiedy mówię o własnych doświadczeniach albo opowiadam o czym jest dany utwór. Czasem jest ciężko, ponieważ otacza mnie dużo energii, a ja muszę odetchnąć minutę i wrócić do wnętrza siebie, pomyśleć o własnych doświadczeniach, o tym jak wygląda prawda, co chcę powiedzieć.

Nigdy nie żałowaliście, że zostaliście muzykami?

Sam Bower: Nigdy.

JCB: Są pewne elementy tej pracy, które są trudne, na przykład bycie w trasie. Musisz troszczyć się o swoje ciało, umysł i to co robisz. Są to elementy wyjątkowe dla każdego z nas. Kiedy przemieszczasz się z jednego kraju do drugiego sam musisz utrzymywać te wszystkie elementy na dobrym poziomie i to może być bardzo męczące, ale nigdy nie dotarłem do momentu, w którym powiedziałbym: Jebać to! Kończę z tym!

SB: Nawet jeśli jestem tym zmęczony, to jest to w pewnym sensie dobre, ponieważ jeśli by mnie to nie obchodziło, czy nie chciałbym tego robić to nigdy bym nie dotarł do tego momentu. Niektóre momenty są niesamowicie frustrujące, ale w tym samym czasie przypominasz sobie dlaczego to robisz.

Co jest gorsze, pierwszy czy ostatni dzień trasy koncertowej?

JCB: Ostatni.

SB: Zgadzam się, jest to bardzo emocjonalne przeżycie. Razem odbywamy tę przygodę i za każdym razem jest pięknie. Po prostu smutno jest nam to zakończyć. Ale po chwili smutku, kiedy mam dzień wolny, myślę sobie: Boże, jak ja kocham swoje łóżko. A później znowu żałuję, że trasa nie trwała dłużej.

Rok lub dwa lata temu graliście trasę koncertową po Wielkiej Brytanii z While She Sleeps i Blood Youth, strasznie zazdrościłam wam tej trasy, bo to był mój wymarzony skład koncertowy. Dlaczego takie rzeczy nie zdarzają się gdy jedziecie do innych krajów?

JCB: While She Sleeps zapytali czy chcemy do nich dołączyć, za co byliśmy im bardzo wdzięczni. Zawsze robiliśmy nasze własne rzeczy. Dla nas najważniejsze jest by w trasy koncertowe zabierać ze sobą młode zespoły, artystów, których bardzo lubimy, w których wierzymy, którzy reprezentują dla nas coś ważnego. Postaramy się wymyślić coś fajnego z jakimś artystą.

To co mi się bardzo podoba, nawet jeśli jest to zespół rockowy, to granie z orkiestrą symfoniczną, bo zabiera to wtedy muzykę na inny poziom. Myśleliście kiedyś o czymś takim?

JCB: Sam i ja uwielbiamy muzykę klasyczną. Napisaliśmy partytury do kilku naszych piosenek – „Lost Everything”, a z płyty, która się ukaże – „Paralysed”.

SB: Chcielibyśmy to zrobić, bo to pomaga utrzymać muzykę otwartą na różne dodatkowe elementy.

Ważne jest dla was by ludzie kupowali merch?

JCB: Na poziomie czysto personalnym nie jest to dla mnie ważne, żeby ludzie inwestowali część swoich pieniędzy w nasze ubrania jeżeli nie wierzą w to co robimy. Wszystko co próbujemy zrobić, a szczególnie to, co pojawia się w naszym merchu jest projektowane przez zespół. Za każdym razem gdy pojawiają się jakieś nowe wzory chcę by poszło to dalej, dlatego stworzyliśmy postać Hypera. Chciałem, żeby ludzie zakochali się w tej postaci i by stała się maskotką dla nas wszystkich. Chcę dać ludziom tak dużo siebie jak to tylko możliwe. Dla nas najważniejsze jest by ludzie słuchali naszej muzyki i by im się podobała.

Myślisz, że znaleźliście balans między muzyką, sztuką, pieniędzmi i waszym prywatnym życiem?

SB: Nie, one wszystkie są nieźle popieprzone! Wszystko jest wymieszane. Najważniejszą rzeczą dla nas jest to, byśmy byli w stanie grać w Europie, Polsce, by przetrwać w trasie, mieć szansę być choć w części sobą. Droga, którą idziemy, jacy chcemy być i jak działamy to nasze podstawowe środki do tego, by rozpowszechnić niesioną przez nas wiadomość oraz by grać muzykę dla ludzi. To jest dla nas podstawą, a wszystko inne nie jest naszym główny priorytetem.

JCB: My tak naprawdę nie wybraliśmy bycia muzykami. Po prostu jesteś nim lub nie. Decydujesz się robić to przez całe życie i musisz się w to zaangażować na milion procent. Nie masz wyboru, to część ciebie, twojego ciała, żyjesz tym, oddychasz, myślisz o tym gdy idziesz spać i gdy wstajesz, a twoje życie osobiste w tym samym czasie jest twoim życiem zawodowym. Równowagę znajdujesz w tym co robisz, kiedy mówisz: Oto kim jestem, o to mi chodzi. Albo się tego podejmujesz, albo nie. Koniec końców jestem gotowy za to umrzeć.

Gdybyście mieli dzieci, które by wam powiedziały: Chcę zostać muzykiem. Co byście im odpowiedzieli?

JCB: Lepiej żebyś był cholernie dobry! (śmiech) Mam nadzieję, że będziesz dobry i że będziesz miał coś do powiedzenia. Tak to widzę. Gdy zacząłem zajmować się muzyką nasza mama powiedziała, żebym tego nie robił. Próbowała trzymać Sama z dala od tego. Ale to jest w tobie, prawda? Zmagamy się z tym, to prawdziwe gówno. Teraz mieszkam w Los Angeles i gdy chodzę po ulicy widzę biednych i bezdomnych ludzi… Czuję się okropnie, czuję z nimi więź. Jestem człowiekiem i patrząc na nich cierpię. Mam też własne problemy związane ze zdrowiem psychicznym, tak jak wiele osób na tych ulicach. Są osoby, które potrzebują pomocnej dłoni, ale także będąc w branży muzycznej w każdej minucie, żyjesz na granicy życia. W jednym tygodniu możesz być na górze, a w następnym możesz znaleźć się na samym dole. Możesz radzić sobie świetnie i możesz nie mieć niczego. To bardzo ryzykowna branża i nie zachęcałbym do tego nikogo. Jeśli chcesz coś osiągnąć musisz ciężko pracować, bo nic się nie zdarzy przez przypadek. Musisz wierzyć w to co robisz, w siebie i musisz spędzić nad tym każdą wolną godzinę, bo w przeciwnym razie nie osiągniesz nic.

Byłam w Londynie w kwietniu, w czasie kiedy odbywały się protesty Extinction Rebellion. W tą akcje zaangażowanych było także wiele zespołów. Ważne jest by muzycy też brali udział w takich akcjach?

SB: Wydaje mi się, że ważne jest to dla każdej osoby znajdującej się na estradzie. Jeśli masz możliwość coś powiedzieć powinieneś z tego skorzystać. To nie w porządku by dalej stać z boku i nic nie mówić. Dobrze, że coraz więcej ludzi się w to angażuje, nie tylko zespoły.

Nie chcielibyście być bardziej eksperymentalni? Zamiast gitary Rolanda przemycić na przykład jakieś elementy disco?

SB: Zawsze! Jeśli idziemy nagrywać nigdy nie wiemy gdzie to nas zaprowadzi, oczywiście gramy na określonych instrumentach, z których czerpiemy naszą siłę, ale nigdy nie wykluczamy żadnych pomysłów, nie mówimy: Nie, nie rób tego, bo to nie my. W zespole staramy się wyrazić siebie.

Muzycy często mają problem ze słuchem. Jeśli mielibyście wybrać bycie ślepym lub głuchym, co byście wybrali?

JBC: Ślepym. Choć obie opcje brzmią beznadziejnie, bo bardzo często inspiracją dla mnie jest to co widzę lub słyszę.

SB: Ślepym. Mam nadzieję, że nie będę musiał wybierać. Beethoven był głuchy i zobacz co zrobił.

Wywiad gościnnie przeprowadziła Barbara Skrodzka. 

Nie ma więcej wpisów