Konera wyskoczył jak Filip z konopi na naszym radarze w połowie zeszłego roku. Tak naprawdę aktywny na scenie jest niewiele dłużej, bo debiutował rok wcześniej płytą „Palmy”. Naszą uwagę przykuł przede wszystkim świetną stroną produkcyjną, mocno zakorzenioną w UK bassie, house, chillwave czy alternatywnym r&b, okraszoną tekstami opowiadającymi o zwykłych rzeczach w obrazowy sposób. Gdyby zestawić go z resztą polskiej sceny rapowej, większość konkurencji zostałaby daleko w tyle. Konera celuje jednak w trochę inne rejony, o czym więcej opowie nam w pytaniach poniżej. Trzymamy kciuki za dalszą karierę i nie możemy się doczekać jakiegoś koncertu w letniej atmosferze.

Kim jesteś?

Cześć, jestem Kuba i piszę z Gdyni.

W jaki sposób określiłbyś swoją muzykę?

Chyba najogólniej można ją określić jako R&B. Solidnie przewleczone przez bramki rozmaitych gatunków i nastrojów, ale jednak R&B. Częściowo przegadane, gdzie indziej podśpiewane, momentami nawet podrapowane. Dużo zabawy dźwiękiem, brak sztywnych ram, w tekstach czasem smuteczki, czasem XD.

Kim/czym się inspirujesz?

Trudno wskazać jedną konkretną inspirację. Słucham różnej muzyki, której elementy wrzucam później na bit. „Palmy” muzycznie (i w sumie tekstowo) są zbiorem rzeczy, na które trafiałem przez ostatnich kilka lat, podsumowaniem pewnego okresu. „Marcel Desailly”, czyli lockdownowe remiksy „Palm”, to już bardziej basujące rzeczy, podczas których słuchane były południowoamerykańskie, czy afrykańskie „taneczniaki” i wydaje mi się, że to słychać. Czasami bity podsuwa mi samo miasto, jak na przykład wtedy, kiedy grający mi w mieszkaniu Jensen Sportag („Stealth of Days”, co za album!) nałożył się na basującą na światłach betę. Wyszło super, niedługo usłyszycie sami. Poza tym sam rap stał się przecież tak inkluzywnym gatunkiem, że niebo jest limitem jeśli chodzi o stylistykę, dlatego nie czuję specjalnej potrzeby dopasowywania, staram się dokładać do puli swoje.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w tworzeniu muzyki?

To pewnie dość prozaiczna rzecz, ale sam proces musi mi sprawiać frajdę. Zaczynając pracę nad kawałkiem rzadko wiem, w którą stronę cała ta przygoda się potoczy. Zaczynam od jednego motywu i dokładam kolejne warstwy, których moje ucho się domaga, często do momentu, w którym DAW pożera mi cały RAM. Wtedy redukuję elementy, które uważam za zbędne i zostawiam niezbędną ilość dźwięków. Kiedyś lubiłem barokowe przepychy i ściany dźwięku, obecnie dążę do zdrowego minimalizmu.

Co Cię wyróżnia i jest Twoim znakiem rozpoznawczym?

Staram się nie ignorować melodii i mimo wszystko podświadomie dążę do pewnej piosenkowości. Nawet kiedy zakładam sobie minimum środków i skupienie się na basie czy rytmie, to finalnie na rytmie pojawia się ten lukier, używając pączkowego porównania. Poza tym proces jest w moich rękach od A do Y (Z to master, to już nie ja). Z kolei w tekstach opisuję moje życie jak Vanu Malesh. Nawet jeśli jest to życie człowieka robiącego przez osiem godzin dziennie taski, to staram się wyciągać jakąś wartość z pozornie zwykłych, codziennych rzeczy. Funkcjonujemy w świecie, który daje morze możliwości, ale też wymaga, pressuje wysoko i lubi odebrać piłkę pod bramką przeciwnika. Staram się wyłapywać stany, do których doprowadzony jest człowiek poczciwy czasów późnego kapitalizmu.

Jakie są Twoje najbliższe plany związane z muzyką?

W tej chwili w zaawansowanej fazie powstawania jest mikstejp „BRYLANT”, który rozprowadzi Peleton Records. Jaram się na to, bo muzycznie „BRYLANT” jest efektem mojej ostatniej fascynacji duchologicznymi klimatami Polski lat 90 i wczesnymi latami Y2K, wraz z architektonicznym postmodernizmem. Dlatego jest tam mnóstwo sampli z polskiego popu i filmów przełomu mileniów. Będzie fajnie, zobaczycie. Zwłaszcza, że klimat jest bardziej ziomkowy – nadzór nad nośnością sprawuje MichAWW, ale też za sprawą gościnek, które popełnili m.in. Deadly Firend, Matoł, moj_czlowiek_pawelek czy Kleash, czyli debiutujący (dopiero!!!) reprezentant Bielan, czyli od ziomów dla ziomów, to dobre, cytując klasyka. Stej tjund!

Jeśli nie muzyka to…?

Aż strach pomyśleć, serio.

Nie ma więcej wpisów