Nie ma pór roku, jest ciągły lockdown, kwarantanna i życie od jednej fali wirusa do drugiej. Dlatego to już kolejna migawka z takim właśnie tytułem, w opozycji do wcześniejszych, bazujących na porach roku. Chociaż drugim powodem takiego tytułu jest zapewne to, że w artykule znajdują się wydawnictwa i z jesieni, i z zimy, i z trwającej już wiosny. Dużo się tego nazbierało, więc bez zbędnego przedłużania należy przejść do głównej treści.

Od tej edycji staramy się przejść na bardziej regularny tryb: w każdym wydaniu będzie mniej muzyki, ale kolejne wydania będą się ukazywały znacznie częściej. Z jednej strony rozładuje to górę rzeczy, który powinny się w „Migawce” znaleźć już dawno temu, z drugiej pozwoli czytelnikom na wygodniejsze zagłębianie się w treści.

Paula i Karol zapowiadają nowy album. Płyta „Lifestrange” ukaże się nakładem Mystic Production 18 czerwca. Zespół milczał całkiem długo, bo poprzedni album ukazał się cztery lata temu. Za to w zeszłym roku, podczas pandemicznej edycji Lado w Mieście w Warszawie, Paula i Karol (wraz z zaproszonymi gośćmi) świętowali dekadę swojej działalności. Czy właśnie to euforyczne wydarzenie pomogło im zebrać się do nagrania płyty? Być może. Na razie możemy posłuchać dwóch singli: „Safe From Harm” to wchodzący w sophisti-popowe rejony i bogaty w ornamenty utwór, przy którego słuchaniu trudno narzekać na nudę; „Memories” brzmi już za to jak folk / americana, czyli rejony, w których Paula i Karol odnajdują się najlepiej. Jeśli płyta będzie tak różnorodna, to naprawdę jest na co czekać.

Long Distance Runner to projekt Aleksandra Grzeszczuka z Łomży, który próbuje uchwycić w lo-fi utworach magię najntisowego dream popu. Czy mu się to udaje? Słów nie słychać, kilka warstw dźwiękowych nakłada się na siebie, a klimat jest zwiewny niczym wiosenny wiatr. Odpowiedź brzmi więc: „tak”. Warto poprzedzierać się przez zakamarki tego SoundClouda, można tam znaleźć wiele perełek.

Długo trzeba było czekać na album Anatola (a singiel „Fantasy Violence” sprzed czterech lat mocno podsycił apetyt). Ale teraz w końcu jest, w całej okazałości. „Ana” to spełnienie marzeń fanów wielowarstwowego rozmarzonego noise, gratka dla fanów Złotej Jesieni i The Kurws. Czy zmieściły się tam nawet sample Linkin Park, Jessie Ware i Travisa Scotta? Otóż tak i niech to będzie ostateczny argument za bezwzględną koniecznością przesłuchania tej kompletnej w każdym calu płyty.

Improwizowany post-rock łamany na noise, z udziałem nie tylko klasycznych instrumentów, ale też piły i kalimby? My w to wchodzimy, a takie doświadczenie serwuje właśnie łódzkie trio Pleń na swoim self-titled. To rodzaj materiału, na którym od pierwszych dźwięków czuć chemię między artystami, a takie perełki jak „Bluszcz” tylko podkręcają wrażenia po przesłuchaniu. Pewnie mało kto ten album usłyszy, ale jeśli już usłyszy, to na pewno polubi.

O Gdańskim zespole BYTY kiedyś już pisaliśmy. Od tamtego czasu zmieniło się tyle, że pojawiła się trzecia EP-ka (ach te nu-jazzowo-trip-hopowe vibesy) oraz dwa single. „Czerwiec” to utwór o komercyjnym potencjale (co zresztą udowadniają wyniki streamingowe), podobny choćby do twórczości Mikromusic, a „2808” to instrumentalna całkiem miła ciekawostka. Czyżby pierwsze LP w drodze?

Szczerze mówiąc z debiutanckim albumem Syndrom Paryski mogło być różnie. Druga EP-ka nie miała już siły rażenia pierwszej i nad długogrającym albumem wisiało podobne widmo. Tak się jednak nie stało. Mało tego, „Małe pokoje w dużym mieście” to najlepszy jak dotychczas materiał Syndromu, przekonujący nie tylko tekstowo, ale przede wszystkim brzmieniowo: bo to w zasadzie melodyjny indie rock z emo wpływami i świetną pracą gitar, a nie płyta siląca się na starcie z gigantami math rocka czy midwest emo. A jangle popowe „Letnie noce” to singiel idealny.

Wszystkie dzieła Wojciecha Bąkowskiego są bardzo osobliwe. Nie inaczej ma się sprawa z projektem „Voyager”. To płyta pełna różnych dziwnych zagrywek: rwanych instrumentalnych fragmentów, introspektywnych mówionych tekstów („coś tam sobie gada / do muzyczki”) czy eksperymentalnych wstawek. Dla fanów poprzedniego „Jazz Duo” będzie pasowało jak ulał, dla fanów brzmienia jeszcze bardziej weird będzie pasowało jeszcze bardziej.

Tajemniczy projekt tajemniczego producenta. Płyta „Con” od worran to porcja ambientu zadbanego w każdym szczególe, pieczołowicie wyprodukowanego, niemalże kojącego, ale z drugiej strony bardziej niepokojącego. Czuć tu ducha Abula Mogarda, a całość do maksimum napina melancholijny klimat. Paradoksalnie takiego ambientu wcale nie ma w Polsce dużo, słuchajmy więc i płaczmy.

Niektóre płyty są tak intymne, że aż niezręcznie się ich słucha. Niech to jednak nie będzie przestroga przed odsłuchem płyty „I Know Hell” od Dreaming Plushie. Z zawartymi na niej emocjami trzeba się skonfrontować, bo, po prostu, są one ważne. Album to szorstka, ambientowo-dronowa opowieść o trudnym dla artystki czasie, z wyraźnymi wpływami deconsructed clubu (zresztą inspiracje SOPHIE są nawet wspomniane w opisie płyty) i modulowanymi słownymi wstawkami. Ważna, chociaż ciężkostrawna rzecz.

Duet Maria Helena stosunkowo łatwo można było przeoczyć (co również uczyniliśmy i się mocno kajamy). A to naprawdę dobra muzyka z pogranicza indie folku i folk popu, starannie dopracowana produkcyjnie i z nutką „brytyjskości”, całkiem zresztą oczywistą, bo artyści tworzą „pomiędzy” Leeds a Wrocławiem. Płyta „Planes” ukazała się w zeszłym roku i królują na niej przede wszystkim świetne single: rozmarzone „Planes” ze świetnym syntezatorowym outro, wzbogacone o smyczki „Hunting” czy powolne „My Skin Is a Map” z energetyczną końcówką. W zasadzie dziwimy się, że nie jest jeszcze o nich głośno, ale mamy nadzieję, że wszystko zmieni się w popandemicznej przyszłości.

Nie chcemy rozpisywać się za bardzo o nowym albumie poznańskiego zespołu pies, bo „czekają inni”, a o grupie trochę już w przeszłości (i teraźniejszości) pisaliśmy, no ale pominąć tej płyty absolutnie się nie da. Słychać, że to materiał kształtowany starannie przez długi czas, promowany świetnie dobranymi singlami, ale ostatecznie bardzo lekki. Zespole pies, idę do cb na koncert jak tylko będzie można.

Chyba trochę zaspaliśmy w kontekście rozwoju projektu Kirszenbaum. W 2017 roku, gdy ich przygoda dopiero się zaczynała, byliśmy pod wrażeniem „Samogonu”, a teraz nagle się okazuje, że duet ma na koncie dwa albumy, w tym tegoroczny „Się”. Klimat tej płyty jest jej największą zaletą, bo nawet jeśli teksty czasem trochę odstają od reszty, to już aranżacje wszystkich kompozycji przenoszą do czasów tradycyjnej rodzimej ludowości, ale czasem wręcz popowo przystępnej (chyba że mowa o ostatnim utworze, który najbardziej przywodzi na myśl Godspeed You! Black Emperor). Instrumentalnie każdy utwór ma tu do zaprezentowania coś nowego i choćby dlatego tej płyty zwyczajnie nie można przegapić.

Martin Lange to duet, który współpracował m. in. z Rosalie., Reni Jusis czy Kasią Lins. To już wróży bardzo dobrze, a singiel „Oddychaj” tę wróżbę potwierdza. To mieszanka chwytliwego stadionowego hymnu i wyrazistego tekstu (wyśpiewanego z lekką chrypką, co chyba też wychodzi na spotkanie wymaganiom publiczności). Nie jest to na pewno utwór przełomowy, po kilku przesłuchaniach z rzędu może i męczący, ale poza tym bardzo „just-in-time” i mający wielką szansę na sukces. Addendum: ukazał się również singiel „Kłamiesz”, który też polecamy (nie tylko dlatego, że występuje tam Tomasz Kot).

Dwie „wyjadaczki” polskiej sceny wydały swoje płyty w zeszłym roku. Trochę te premiery przeszły niezauważenie, a szkoda. Mowa o Kasi Cerekwickiej i Marii Sadowskiej. Ta pierwsza wróciła z albumem „Pod skórą”, który jasno oznajmia, że czasy „Na kolana” to już prehistoria: kompozycje to głównie elegancki, dobrze wyprodukowany pop, ze wstawkami pożyczonymi z różnych gatunków (vide singlowe „Nigdy” z drobnymi funkowymi wstawkami). Sadowska natomiast po raz kolejny łączy pop z łatwo przyswajalnym jazzem i soulem: najbardziej komercyjnie wybił się singiel „Kocham cię” z Kayah, ale muzycznie ciekawsza wydaje się współpraca z Leszkiem Możdżerem na „Marakeczi”. Obie płyty ukazały się dzięki Agora Music.

Nowe płyty, teledyski, utwory, które dodatkowo bardzo polecamy: ALA|ZASTARY – „Bibeloty”, Aleph א – „Kairos”, Hewra – „Made in Hewra (2016 vol. 1)”, Różni Artyści – Opowieści Somnambuliczne. Tom I. „Wieczny śnieg i odwilż”, Shyness! – „New Dawn”, Brodka – „Hey Man”.

Nie ma więcej wpisów