W ubiegłym roku rynkiem muzycznym wstrząsnął wywiad, jakiego udzielił na łamach Timesa Michael Eavis, słynny już pomysłodawca, organizator i dobry duch legendarnego festiwalu Glastonbury. Eavis zapowiedział w nim niechybnie zbliżający się jego zdaniem zmierz letnich festiwali muzycznych. Wizja roztoczona przez człowieka znającego się na rynku festiwalowym jak mało kto (od ponad 40 lat czynnie uczestniczy w organizacji Glasto) stała się dla wielu podstawą do obaw, rozmów i poruszenia ciekawego zjawiska jakim w ostatnim czasie stały się letnie festiwale muzyczne.

Glastonbury należy do grona najważniejszych festiwali i ogólnie wydarzeń muzycznych, jakie co roku odbywają się na całym świecie. Bogactwo programu, wielkie gwiazdy czy niewiarygodne koncerty, często specjalnie przygotowane z myślą tylko o tym jednym występie sprawiły, że ten konkretny festiwal okrył się już legendą. Michel Eavis w swojej wypowiedzi dla Timesa dał podobnym jego wydarzeniom muzycznym jeszcze zaledwie kilka lat rynkowej bytności. Powołuje się w tym celu na dane podsumowujące brytyjskie festiwale, które już teraz cierpią na chroniczny spadek fanów, a co z tym idzie – tak potrzebnych i oczekiwanych wpływów. Nie ukrywajmy, że opisywane wydarzenia są przede wszystkim pomysłem marketingowym, które choć ubrane w wyjątkową muzykę, aurę wolności, czasami walki z biedą czy też wspieraniem ekologii, mają głównie na celu generowania zysków. Fanów interesują oczywiście aspekty muzyczne, organizatorów z cała pewnością także, ale kwestie finansowe pozostają tu też bardzo istotne. W przytoczonym wywiadzie Michael Eavis wspomina edycję Glastonbury z roku 2008 gdzie sprowadzone na tamtą odsłonę gwiazdy (m.in. Jay-Z) o mało nie doprowadziło do bankructwa festiwalu.

Kryzys faktycznie zdaje się dotykać niektóre z zagranicznych festiwali muzycznych. Nie zgodzę się jednak z faktem, że jest on spowodowany znudzeniem festiwalowej publiczności. Eavis wypowiadając słowa dotyczące rzekomego końca ery festiwali był, co warte podkreślenia, świeżo po zakończonej edycji festiwalu, na którym bawiło się niemal 170 tys. ludzi, a skompletowani przez niego headlinerzy Glasto 2011 to wielkie gwiazdy, takie jak: U2, Coldplay i Beyoncé. Wart zaznaczenia jest też fakt, że podobnie jak jest co roku, także i w tym bilety na Glastonbury rozeszły się w przeciągu kilku godzin przez Internet. Inne wielki brytyjskie festiwale, jak T in the Park, Reading, Isle of Wight czy Bestival ciszą się także z roku na rok niesłabnącą popularnością. Zaprzecza to wnioskowi Eavisa jakoby obecny fan był muzycznie znudzony. Faktycznie cześć festiwali zdaje się powoli odczuwać panujący na rynku muzycznym zastój. Spowodowane jest to jednak w większym stopniu duża konkurencją wśród samych festiwali, a przez to „wybrednością” potencjalnego fana. Liczba festiwali, jakie powstały w ostatnim dziesięcioleciu na Wyspach Brytyjskich jest gigantyczna. Proste prawa rynku, a przede wszystkim konkurencja powodują naturalną, powolną selekcję części z tych wydarzeń, które są dla fanów nieatrakcyjne. Utrzymują się jedynie te, które na przestrzeni lat wyrobiły sobie markę, status, otoczkę wyjątkowości oraz te wydarzenia, które różnego rodzaju atrakcjami potrafią przyciągnąć nowych odbiorców. Rynek festiwalowy musi być bowiem elastyczny, czyli nadążać za słuchaczem, który wraz z upływającym czasem nieuchronnie się zmienia i staje się coraz bardziej roszczeniowy.

Wiele jest przykładów na to, że recesja nie jest aż tak straszna. Tegoroczny kazus amerykańskiej Coachelli zdaje się to potwierdzać. Pierwszy raz w historii  tego festiwalu (co ciekawe bardzo krótkiej) wydarzenie to odbyło się w dwóch edycjach, następujących po sobie z tygodniową przerwą z zachowaniem takiego samego lineupu. Warto dodać – lineupu bardzo dobrego, którym inne festiwale mogą pomarzyć. Tak, jak miało to miejsce w przypadku najważniejszych festiwali brytyjskich, tak i tu bilety rozeszły się całkowicie zaraz po rozpoczęciu oficjalnej sprzedaży.

Polskie rynek festiwalowy zdaje się być z dala od widma zagranicznego kryzysu. Liczba powstających co roku nowych nazw tych sezonowych imprez może niekiedy przytłaczać. Widać w tym poważny problem i zagrożenie, o którym dyskutowano m.in. na Europejskich Targach Muzycznych, odbywających pod koniec listopada w Warszawie, na panelu poświęconym właśnie przyszłości festiwali muzycznych. Zgromadzeni tam goście mówili o płynących szkodach wynikających z powstawiania dzikich imprez, będących festiwalem jedynie z nazwy. Rady płynące z ust zagranicznych, doświadczonych gości zdawały się być bardzo interesujące, pomocne i merytorycznie adekwatne do poruszanego tematu. Martin Elbourne, czyli człowiek odpowiedzialny za lineup m.in. Glastonbury, Nick Honbbs (Charm Music) czy Lizzy Newton z słynnego przeglądu SXSW radzili, jak stworzyć oraz, co chyba ważniejsze, zbudować wielkość danego festiwalu muzycznego. Słowem kluczem do sukcesu jest wyjątkowość. Aby przyciągnąć fanów festiwal musi ich czymś zaskoczyć. Muzyka jest oczywiście najważniejsza, ale liczą się także wszystkie inne elementy i atrakcje towarzyszące tym wydarzeniom. Czasami jest to niewiarygodna, oryginalna, może industrialna siedziba festiwalu, czy też motyw przewodni określonego wydarzenia. To właśnie z niewiarygodnego klimatu i masy eventów słynną najsłynniejsze festiwale.

W Polsce rynek festiwalowy funkcjonuje bardzo prężnie. Świętowane w zeszłym roku dziesięciolecie gdyńskiego Open’era pozwoliło zobaczyć nam jak wiele w naszym kraju zmieniło się pod tym względem w tak krótkim czasie. Obecnie na rodzimym rynku istnieje około 15 dużych marek festiwalowych, które co roku nie narzekają na brak gości. Oczywiście jest im coraz trudniej sprostać wymaganiom fanów, co widać m.in. po każdych openerowych ogłoszeniach. Polski fan do najpotulniejszego na świecie nie należy. Zaspokoić jest go bardzo trudno. Faktem jest jednak, że po części przekłada się to na reakcję publiczności na różnego rodzaju koncertach. Tu wątpliwości już nie ma. Należymy do elity najlepszej publiczności świata.

Niewiarygodny rekord frekwencyjny zeszłorocznego Przystanku Woodstock, coroczne nagrody i szereg nominacji w najważniejszych festiwalowych plebiscytach Europy (nagrody dla Open’era, Tauron Nowa Muzyka czy zeszłoroczna nagroda dla OFF Festival), świetne koncerty i coraz ważniejsze gwiazdy na naszej ziemi pokazują, że polskie festiwale mają swoje wielkie lata jeszcze przed sobą. Zapowiadające się już teraz niesamowicie tegoroczne edycje Opene’era i OFF Festival, a także innych wydarzeń na terenie naszego kraju zdają się to tylko potwierdzać.

Nie ma więcej wpisów