W środę 6 czerwca w klubie Goryl we mgle odbył się koncert promocyjny zespołu June. Kilka dni wcześniej zespół wydał bowiem swój drugi krążek zatytułowany July Stars, który dość mocno różni się od debiutu. My jednak skupimy się na samym koncercie, który okazał się… pozytywnym zaskoczeniem.

Dużym plusem na samym wstępie było małe opóźnienie (co warto zaznaczyć ze względu na jakąś niezrozumiałą ostatnio tendencję do nawet kilkugodzinnych opóźnień koncertów rodzimych artystów). Kolejnym – spójna z szatą graficzną płyty, niewymuszona scenografia.

Podczas ponad godzinnego występu, mieliśmy okazję wysłuchać części repertuaru z nowego krążka (całość to 27 utworów zebranych na 2 CD), w tym czterech piosenek z udziałem zaproszonych gości.

O tym, że Jan Smoczyński, Robert Cichy i Krzysztof Pacan są muzykami wybitnymi wiemy nie od dziś, jednak po tak utalentowanych muzykach oczekuję więcej niż mogliśmy usłyszeć do tej pory i dopiero teraz, po 4 latach od powstania zespołu otrzymaliśmy dawkę muzyki, która jest niesztampowa, zaskakująca i sprawia, że z każdym kolejnym utworem, chcemy słuchać jej więcej, mocniej i dłużej.

W wersji koncertowej materiał wydaje się bardziej różnorodny i o wiele bardziej energetyczny niż na płycie. Obie te cechy wpłynęły zdecydowanie na korzyść, ponieważ do tej pory występy June nie wyróżniały się niczym szczególnym, sprowadzając je wręcz do lekko nudnawych. Śmiało można powiedzieć, że tą erę zespół ma już za sobą.

Obojętnym nie można pozostać na gości zaproszonych do udziału w koncercie. Cztery różne artystki, wzbudzające różne emocje. Bezkonkurencyjna Kayah w We have what we need (chciałbym usłyszeć więcej tak dobrych utworów w jej repertuarze!), pięknie rozwijająca się muzycznie z roku na rok Marcelina w pulsującym Rocked Boy oraz Ania Dąbrowska w Waitin lekko nawiązującym do jej fonograficznego debiutu, której dawno nie słyszeliśmy w tak dobrym repertuarze (nie licząc ostatniej płyty z coverami) i niestety lekko rozczarowująca Mika Urbaniak – być może była to kwestia wyboru najsłabszego z płyty Stars utworu Witches (aż prosiło się wykonanie perełki zatytułowanej Desert!) lub po prostu tego, że Mika nad występami na żywo musi jeszcze trochę popracować.

Niemniej jednak koncert należy zaliczyć to grupy tych, które w karierze zespołu są momentem historycznym. June nową płytą i zeszłotygodniowym koncertem weszli na zdecydowanie wyższy pułap jakości i miejmy nadzieję, że będą się rozwijać dalej tak, jak możemy to obserwować w tej chwili. Nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć chłopcom, aby ich nowy materiał nie przeszedł bez echa.

Nie ma więcej wpisów