Jej głos po raz pierwszy usłyszałam w ubiegłym roku, na debiutanckim albumie SBTRKT, z którym współpracowała. Jednak wówczas była dla mnie tylko dziewczyną z featuringu. Co prawda, bardzo udanego, bo swoim wokalem sprawiła, że kawałek Right Thing to Do okazał się być jednym z najlepszych na krążku SBTRKT, jednak wciąż – była tylko dziewczyną z featuringu.

Dopiero kilka miesięcy temu moja świadomość wzrosła. Kilka miesięcy temu bowiem ta sama dziewczyna zaprezentowała się kolejno w Running, a następnie w 110%. Zainteresowanie nią rosło dosyć intensywnie, natomiast w moim przypadku punktem zwrotnym był utwór Wildest Moments. Ten singiel sprawił, że w mojej świadomości wydarzyło się to, co powinno było wydarzyć się już w lutym, przy okazji Running. Otóż ta dziewczyna z featuringu zniknęła, a jej miejsce zajęła zachwycająca, dojrzała i świadoma wokalistka – Jessie Ware.

Nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni tak niecierpliwie czekałam na jakikolwiek album, jak na płytę Jessie właśnie. Udostępnione przez Brytyjkę single były bowiem zapowiedzią naprawdę dobrego krążka. Oczekiwanie dodatkowo podsycił jeszcze teaser albumu i utwór Sweet Talk.

Wyczekiwany, debiutancki materiał Jessie Ware – zatytułowany Devotion – to blisko trzy kwadranse wypełnione pięknym wokalem, subtelnymi melodiami i chwytliwymi refrenami. To idealnie wyważona porcja muzyki, pełna wpływów soulu, R’n’B, a także hip-hopu, przy których brzmieniu dorastała Jessie.

Te ostatnie, hip-hopowe akcenty usłyszmy w No to Love, w którym rapuje Dave Okumu, jeden z producentów albumu. Ponadto, Dave odpowiedzialny jest za chórki pojawiające się w utworach, które doskonale wspierają wokalistkę.

Kompozycje zawarte na debiutanckim albumie artystki przywodzą na myśl utwory Sade czy Whitney Houston (Running, Swan Song, Sweet Talk). Devotion opowiada o uczuciach i relacjach międzyludzkich, jednak nie są to – na szczęście – banalne, łzawe historie. Jessie wykorzystuje swój fantastyczny głos, wypełniając instrumentalne obszary dojrzałymi tekstami, barwiąc je metaforami.

Wildest Moments – singiel, którym Jessie Ware oczarowała mnie bez reszty, a który jest również jednym z ulubionych utworów samej artystki – oraz Night Light i Taking in Water to zdecydowani faworyci na krążku. Wildest Moments to piękna i subtelna ballada o przyjaźni. Pod względem emocjonalności nie ustępują jej właśnie Night Light oraz Taking in Water, w których Jessie ujmuje swoim genialnym głosem, budując atmosferę wespół z instrumentarium.

O Jessie trudno powiedzieć, że dobrze się zapowiada lub, że ma zadatki na gwiazdę. Devotion jest bowiem dowodem na to, że Brytyjka po prostu nią jest. Album jest dopracowany i bardzo spójny. Jessie zaprezentowała na debiucie to, czego wielu wykonawcom muzyki pop brakuje w całej ich dyskografii – klasę, dojrzałość i umiejętność opowiadania o uczuciach w sposób wysublimowany. Czekając na tę płytę, nie wiedziałam, czego się spodziewać, wszak z wokalistką zapoznałam się przy okazji tanecznych utworów. Jednak absolutnie nie czuję się zawiedziona faktem, iż Devotion raczy wyłącznie subtelnością w brzmieniu. Wręcz przeciwnie – to naprawdę piękna płyta, która wyzwala silne emocje i sprawia, że Brytyjka stała się dla mnie absolutnym numerem jeden. Jessie Ware JEST gwiazdą, która świeci bardzo jasno na scenie electro soul.

Nie ma więcej wpisów