Wygląda na to, że powietrze w Toronto wyjątkowo sprzyja kiełkowaniu muzycznych talentów. Najpierw byli Crystal Castles, później zachwycaliśmy się Beat and the Puls Austry, a teraz do głosu doszli Trust. Enigmatyczny młody mężczyzna o magnetycznym głosie to Robert Alfons, a jego towarzyszka, współtworząca Trust to Maya Postepski, perkusistka Austry.

Potrzeba przyporządkowania ich projektu do konkretnego gatunku popchnęła niektórych dziennikarzy do przypięcia im łatki z napisem gotyk, chociaż nie jest to ani sprawiedliwe, ani mile widziane przez sam zespół. Ich muzykę wypełnia mrok, niepokój oraz chłód, ale brak jej kiczu tak charakterystycznego dla ponurych ludzi grających ponurą muzykę i lubiących kolor czarny.

W kwestii inspiracji oboje przekornie twierdzą, że łączy ich miłość do Ace of Base, a on żywi także ciepłe uczucia w stosunku do Spice Girls, ale raczej ciężko jest doszukać się wpływu jednych czy drugich na twórczość Trust. Niepozornie wyglądający Alfons potrafi wydobyć z siebie demonicznie niskie i głębokie tony, ale jego elastyczne struny głosowe czasem produkują również uroczy falset, tak jak w pierwszym na albumie Shoom, gdzie chwali się swoimi umiejętnościami na tle gęstych warstw syntezatorów i tanecznego beatu.

Brzmienie lat 80. przewija się przez cały album, pulsujący rytm i gładkie syntezatory Dressed for Space oscylują gdzieś pomiędzy bardziej tanecznym Depeche Mode a mainstreamową przystępnością, za to ciężkie, toporne beaty Bulbform przenoszą w klimat ciemnego klubu, narkotycznego zamroczenia i zatracenia się w muzyce późną nocą. Teksty pełne seksualnej frustracji potęgują gęstą, nieprzeniknioną atmosferę unoszącą się wokół duetu.

Kontemplacyjny nastrój Candy Walls oferuje chwilę wytchnienia od agresywnych, tanecznych klimatów, a Alfons na chwilę porzuca zabrudzoną, zgrzytliwą barwę głosu na rzecz gładkiego śpiewu, co prowadzi do oczywistych skojarzeń z Paulem Banksem z Interpol. Kolejnym oczywistym skojarzeniem są dobrzy znajomi z Toronto – Gloryhole to Crystal Castles w mniej trashowej, za to gładszej, bardziej wypolerowanej wersji.

Od czasu do czasu mroczną aurę rozjaśniają przebłyski światła, syntezatory radykalnie zmieniają kierunek, a wokal Roberta Alfonsa nabiera ciepłej barwy – takie jest Heaven z iście niebiańskimi przestrzeniami, a także F.T.F., gdzie ten osobliwy damsko-męski duet dzieli się obowiązkiem wokalnym pół na pół.

Crystal Castles mają w sobie zadziorność, Trust mają mrok i dekadencję, w ich muzyce można się zatracić jak w szalonej imprezie klubowej, można stracić poczucie czasu i rzeczywistości. Gdyby Ian Curtis żył, tak mogłoby obecnie brzmieć Joy Division, mimo że Alfons odżegnuje się od tego typu inspiracji. W jednym z wywiadów powiedział, że chciał stworzyć album szybki oraz epicki. Nie można zaprzeczyć, że osiągnął ten cel.

Nie ma więcej wpisów