Na swoim drugim wydawnictwie Grabek funduje nam nieco ponad półgodzinną podróż przez mroczne zakamarki umysłu opętanego obsesyjnym, niespełnionym uczuciem, które niczym nieuleczalna choroba zatruwa i powoli wyniszcza organizm… Jak mówi sam artysta, Duality to album konceptualny, historia nieszczęśliwej miłości. To warstwa liryczna. A muzycznie? Surowy, elektroniczny minimalizm w połączeniu z wnoszącymi trochę ciepła żywymi instrumentami.

Cały krążek spowity jest grubą aurą niepokoju. Od pierwszych taktów Steep Slope do końcowych akordów Oblivion mamy niesamowitą fuzję iście komputerowych, futurystycznych dźwięków z przeszywającymi partiami skrzypiec. Album jest wyraźnie dynamiczny, jednak ta dynamika nie wynika z tempa utworów (przez wszystkie dziesięć kawałków pozostaje w zasadzie na jednym poziomie) – rodzi się z intensywności emocji zawartych zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej.

Fastest Lane to zaproszenie na przejażdżkę poprzez wspólne życie tylko we dwójkę. Lecz nie jest to bynajmniej wyprawa romantyczna czy sentymentalna – czai się w niej jakieś niesprecyzowane niebezpieczeństwo, ostrość brzmienia stopniowo rozmazuje się, w końcu ścieżka się urywa jak nagłe przebudzenie ze snu. W następnych dwóch kawałkach na wokalu oprócz Grabka usłyszymy także Maję Koman. Po sennym poprzedniku Open Your Eyes wydaje się wręcz dyskotekowe, rytm jest wyraźny, dzieje się więcej. Z kolei beat w Sea Twelve jest jak natarczywe pukanie do drzwi, dobijanie się do wnętrza własnej świadomości, a może pragnienie wydostania się z chorej jaźni?

Transfuzja to jedna z najbardziej pokręconych kompozycji. Od wibrujących skrzypiec, poprzez silne, mechaniczne uderzenia, aż po syreny alarmowe. Track jest niemalże instrumentalny, dopiero pod koniec docierają nas przytłumione, momentami trudne do rozszyfrowania szepty o maskowaniu śladów i reanimacji. Po takiej dawce psychodeliki następuje bodajże najdelikatniejszy utwór – And We Fall wzbogacony o subtelną gitarę akustyczną. W połowie dochodzi wwiercający się w uszy podkład, który jednak wycisza się znów pod koniec, ustępując miejsca tylko nastrojowej gitarze i wokalowi.

Shine ze swoim zabrudzonym i kłującym fantastycznie beatem przywodzi nieco na myśl dokonania The Prodigy. Jest to chyba najbardziej dynamiczny kawałek na płycie, po nim mamy już tylko przepełnione smutkiem Turn On oraz Oblivion, które jest jak ponure pogodzenie się z faktem, że na końcu zostajemy sami. Pozostaje zaledwie zwieszenie głowy i milczenie.

Duality wyraźnie sugeruje dychotomię, asymetrię między snem a jawą, tym co urojone a co realne. To soundtrack dla świata leżącego na granicy pomiędzy życiem a śmiercią, miłością a samotnością. Co jest zatem prawdziwe w takiej rzeczywistości? Na pewno niezaprzeczalny jest fakt, że Grabek nagrał dobitny i szczery album, po który warto sięgnąć nie tylko w chwili kryzysu osobowości.

Nie ma więcej wpisów