Janine Rostron jest artystką bezkompromisową. I mowa tu nie tylko o jej konsekwentnym androgynicznym stylu (w warszawskiej Proximie wystąpiła wyglądając jak nastoletni metalowiec) czy protezie garbatego nosa zasłaniającej jej twarz przy każdym publicznym wydarzeniu. W ramach swojego scenicznego alter ego, Planningtorock, eksploruje ona dokładnie te zakamarki i niezbadane tereny pogranicza muzyki eksperymentalnej i rozrywkowej, które żywnie jej się podobają. Na poprzednim albumie, W, zaserwowała powoli bulgoczące w rytm urywanych, wiolonczelowych i saksofonowych partii uwertury do nienapisanej opery. Na Misogyny Drop Dead skłania się ku zdecydowanie bardziej elektronicznym dźwiękom.

Zmianę zapowiadał już singiel Patriarchy (Over and Out), który, o dziwo, nie znalazł się na nowej EP-ce. Zamiast tego usłyszymy numer tytułowy, jego ideologicznego i muzycznego brata. Zabawa polirytmicznymi frazami wokalu i basu idzie tu jednak o krok dalej, co w połączeniu z co najmniej niekonwencjonalną barwą przetworzonego przez efekty głosu Rostron może co niektórych przyprawić o ból głowy, jednak wyżej podpisanemu bardzo przypadła do gustu. Wszystkie te zabiegi ubrane są w minimalistyczny, elektroniczny sztafaż przywodzący na myśl nowe numery jej przyjaciół i wieloletnich współpracowników z The Knife. Co nie jest tutaj zarzutem, a prawdopodobnie raczej naturalnym biegiem rzeczy dla artystów tak blisko ze sobą związanych.

Drugi pełnowymiarowy numer na wydawnictwie poprzedzony jest swoistym interludium w postaci napędzanego prawie rytualnym rytmem Agender. Ten afrykański klimat, zrealizowany przy pomocy surowych brzmień automatu perkusyjnego, przeniesiony jest też do Public Love, w którym znowu odzywa się wokal. W trans wprowadza kombinacja zapętlonego sampla niezidentyfikowanego instrumentu dętego i galopującego rytmu, a na tym tle słychać staccato wykrzykiwanych przez Rostron haseł.

Należy nadmienić, że cała EP-ka przesiąknięta jest bliskimi sercu artystki tematami, takimi jak coraz bardziej rozmyta granica między płciami czy walka z tytułową mizoginią i dyskryminacją kobiet. Co prawda te wiadomości, ubrane w dosyć nieprzystępną dla przeciętnego słuchacza muzykę, nie trafią zapewne do tych, do których tak naprawdę są skierowane, ale dzięki temu można cieszyć się kolejnym wydawnictwem muzycznym, które nie jest tylko lekko zamaskowaną kopią dotychczasowych dokonań gatunku, a wynika z głębokich poszukiwań czegoś nowego.

Nie ma więcej wpisów