Poprzednie albumy rapera, Bastard oraz Goblin, niespecjalnie przypadły mi do gustu. Mając taką opinię o dwóch pierwszych krążkach, trudno z wielkim entuzjazmem zabierać się za trzeci. Płytę jednak przesłuchałem i muszę przyznać, że muzyk odwalił kawał dobrej roboty, i pozwolił mi zapomnieć o nieprzystępnym dla mnie stylu swoich dwóch pierwszych wydawnictw.

Wcześniejsze albumy były przykładami ciężkiego rapowego szaleństwa, na myśl przywodzącego produkcje składu Odd Future, którego członkiem jest Tyler, The Creator. Lubię mroczne produkcje, a nawet ciężkie w odbiorze koncept albumy, ale we wspomnianych coś mnie męczyło i utrudniało odbiór. Tym razem produkcje są delikatniejsze i spokojniejsze, oparte w większości na partiach klawiszowych. Album jest lżejszy w odbiorze, bo agresywnych i mocnych dźwięków jest naprawdę mało.

Za produkcję kawałków odpowiada głównie Tyler, The Creator, ale swoje dźwięki dorzucili też m.in. Gerard Damien Long, Christopher Breaux, Casey Jones, Davon Wilson i Travis Bennett. Warto zaznaczyć, że w intro i outro płyty wystąpił legendarny raper Nas. Inni goście albumu również nie zawiedli. Poza muzykami ekipy Odd Future, na krążku słyszymy również Pharrella Williamsa w świetnym kawałku IFHY, Coco O. z grupy Quadron i Erykah Badu w delikatnym Treehome95 oraz Laetitię Sadier z grupy Stereolab w utworze PartyIsntOver/Campfire/Bimmer. Zauroczyły mnie jeszcze Tamale, świetne 48, Answer oraz Jamba.

Flow Tylera jest spokojne, muzyk nie stosuje żadnych technicznych udziwnień, a jedynie raczy odbiorców swoim przenikliwym, niskim głosem, szczegółowo opowiadając swoje historie. W dalszym ciągu lubi używać naturalistycznych opisów i dosadnych uwag, ale jest tego znacznie mniej niż na poprzednich płytach. We wspomnianym 48 podoba mi się storytelling skupiający się na narkotycznej opowieści. Utwór Colossus jest z kolei opowieścią o dyskomforcie, jaki raper odczuwa w związku ze swoją popularnością. Podoba mi się to, że trudne i poważne historie nie są rapowane – odczuwam tak akurat w przypadku twórczości Tylera – na ciężkich i przeszywających bitach. Słuchaczowi łatwiej jest skupić się na słowach rapera, właśnie ze względu na delikatniejsze i przystępniejsze opakowanie.

Niektórzy z zagorzałych fanów poprzednich albumów uważają pewnie, że odejście Tylera od cięższych brzmień i trudniejszej w odbiorze warstwy tekstowej to negatywne zagranie. To nieco inny album, bo ma się wrażenie, że raper złagodniał i uspokoił się. Ciężar płyty jest mniejszy niż wcześniejszych produkcji, co zapewne podzieliło dawnych fanów samego muzyka, jak i składu Odd Future. Nie zmienia to jednak faktu, że dzięki takiej płycie artysta dotarł do większej grupy ludzi i zyskał nowych słuchaczy. Wydaje mi się, że Tyler, The Creator – jako rapowy intrygant i jeden z najoryginalniejszych intelektualistów amerykańskiego hip-hopu – swojej pozycji nie utraci, bo w ostatecznym rozrachunku Wolf to bardzo dobra płyta.

Nie ma więcej wpisów