Muzyka jazzowa nie cieszy się już taką popularnością jak kiedyś. Lata świetności dawno przeminęły, ale zostały nam po nich piękne, niezapomniane nagrania, które przypominają o minionych czasach – tych pozbawionych ciągłego pośpiechu.

Żyjemy w kulturze remiksu i remiksuje się już wszystko. Powstają remiksy za remiksami, a co niektórzy tylko tym się zajmują. Jednak są takie wartości, których nie powinno się zmieniać. Nie powinno się także modyfikować czegoś, co już jest doskonałością samą w sobie, pewnym standardem.

Nie mogłam uwierzyć własnym uszom, kiedy po raz pierwszy usłyszałam Back to Black w wykonaniu Beyoncé i André 3000. Chociaż sam soundtrack Wielkiego Gatsbiego uwielbiam, to akurat cover utworu Amy Winehouse jest dla mnie kompletną porażką.

Podobne odczucia mam co do nowego projektu wytwórni Verve Records. Bowiem 16 lipca otrzymamy nietypową składankę – klasyki kobiecych ikon jazzu w nowoczesnych aranżacjach. Na Verve Remixed: The First Ladies usłyszymy remiksy stworzone m.in. przez Pretty Lights, Flume, Maya Jane Coles. Ta ostatnia zrobiła wręcz przerażającą, house’ową wersję Blue Skies Elli Fitzgerald.

Coś we mnie umiera za każdym razem, kiedy słyszę takie rzeczy i wiem, że zapewne będą one bardziej popularne od oryginału. Kawałek, który Wam przedstawiam do przesłuchania to utwór jednej z trzech wielkich dam jazzowych, Billie Holiday. Jej My Man wziął na warsztat Toro Y Moi i może nie jest to aż tak okropne jak wspomniane Blue Skies, jednak wciąż uważam, że artysta powinien dać biednej Billie Holiday spoczywać w pokoju.

Nie ma więcej wpisów