Punktualnie o 21:00 w Amfiteatrze w Parku Sowińskiego przy ulicy Elekcyjnej wybrzmiały pierwsze dźwięki islandzkiej grupy Sigur Rós. Zaczęło się pięknie i trwało tak przez kolejne dwie godziny.

Posłużę się cytatem z mojej zapowiedzi warszawskiego koncertu: Pisząc o tym zespole, mogę już na wstępie przyznać się, że obiektywizm rzucam w kąt, a moje serce skradli kilka dobrych lat temu. Po wczorajszym występie moja miłość do Sigur Rós jeszcze bardziej się umocniła. Trzynaście głównych utworów i dwa bisy to setlista tego koncertu – jako całość stworzyły niesamowity spektakl dźwięku, obrazu i emocji, które czuć było w powietrzu.

Warto pamiętać o tym, że Jónsi i spółka przyjechali do Polski promować swój najnowszy album pt. Kveikur i to właśnie ten krążek był po części motywem przewodnim wczorajszego występu. Nie zabrakło oczywiście starszych utworów, takich jak: Vaka, Svefn-g-englar, Sæglópur, Hoppípolla czy Olsen Olsen. Czekałem na nie z niecierpliwością i stwierdzam, że te kawałki na stałe zdefiniowały ten zespół. Wszystko, co ukazało się wraz z wydaniem płyty Með suð í eyrum við spilum endalaust, jest według mnie nowym etapem tego zespołu. Doskonale słychać to na koncertach, kiedy setlista jest tak bardzo zróżnicowana. To trzeci koncert Islandczyków, na którym byłem obecny i śmiało mogę stwierdzić, że każdy z tych występów był inny. Nie lepszy, ani nie gorszy, po prostu inny.

Nowe utwory sprawdzają się na koncertach rewelacyjnie. Ich moc, mroczny charakter w połączeniu z doskonałymi wizualizacjami i oprawą świetlną sprawiają, że kawałki z Kveikur po prostu wwiercają się w głowę i zakorzeniają na stałe. IsjakiYfirborð, BrennisteinnHrafntinna to świetny wybór do koncertowej listy utworów.

Jedno po tym koncercie wiem na pewno – nie ma świecie drugiego takiego zespołu, który potrafi na prawie dwie godziny zahipnotyzować publiczność i wprowadzić w stan muzycznej ekstazy. Z jednej strony usypiając brzmieniami typu Svefn-g-englar, a z drugiej wybudzić mocnymi gitarowymi dźwiękami typu Brennisteinn. I oczywiście nie ma drugiego takiego wokalisty jak Jónsi, który swoim wokalem sprawia, że ciarki pojawiają się na moich plecach przy każdym utworze – mistrzowski popis na Popplagið.

Dwie godziny islandzkiej wrażliwości, która relaksuje myśli i wyciąga z ciebie zaśniedziałe emocje. Przyjemny emocjonalny detoks. Nie dla wszystkich – tylko dla tych najbardziej wrażliwych.

Setlista:
1. Yfirborð
2. Vaka
3. Svefn-g-englar
4. Sæglópur
5. Ísjaki
6. Brennisteinn
7. Hrafntinna
8. Varúð
9. Hoppípolla
10. Með Blóðnasir
11. Olsen Olsen
12. Kveikur
13. Festival

14. Glósóli
15. Popplagið

Nie ma więcej wpisów