Nigdy jeszcze nie grali dalej niż poza Warszawą i rodzinnymi okolicami Trójmiasta, co podkreślili w czasie występu. A w Katowicach znaleźli dzięki zaproszeniu organizatorów OFF Festivalu. I to była jedyna okazja, by usłyszeć w tej części Polski grupę Trupa Trupa. Z tego powodu trafiła się również okazja do porozmawiania z połową kwartetu. Dwugłos w sprawie obecnego stanu zespołu zabrali Rafał Wojczal i Wojtek Juchniewicz.

musicis.pl: Zacznijmy od tego, co było dzisiaj najważniejsze, czyli samego koncertu – było dość krótko, ale treściwie. Pewnie jednak się ze mną zgodzicie, że specyfika Waszej muzyki wymaga mniejszych pomieszczeń, a nie tak dużej sceny.

Wojtek: Jak najbardziej się zgadzamy. Wolimy sytuację bliższą wręcz teatrowi niż koncertowi rockowemu. Chodzi o pewną kameralność i wywołanie nastroju. Aczkolwiek wydaje nam się, że ostatnio opracowaliśmy taki set, że jest on jakąś całością i sprawdza się w sytuacjach koncertowych.

Rafał: Przyznać trzeba, że gorzej gra nam się w dzień.

Wojtek: Tak, bo nie ma elementu obligatoryjnego, czyli wizuali…

Rafał: Te robi nam Kasia Łygońska i one jednak bardzo dużo dają występowi. W dzień – wiadomo – byłoby trudno je zaprezentować. Użycie ich w końcu nie doszło do skutku i pewnie nie działałyby tak, jak powinny, bo nigdy nie używamy bogatych świateł, nie robimy dyskoteki. Raczej właśnie ten wizual jest oświetleniem sceny i najlepiej się sprawdza jako scenografia. Ale i bez tego, jak na występ plenerowy, grało nam się dobrze.

musicis.pl: Czyli największą różnicą między takim a regularnym koncertem jest właśnie ta aura?

Wojtek: Tak. Chociaż nie wiem, czy my możemy mówić o regularnych koncertach (śmiech).

Rafał: Im ciaśniej i ciemniej w jakimś miejscu, tym fajniej. Bo kameralnie.

musicis.pl: Mówicie, że mało koncertujecie. Ale czy jest jakaś różnica w publice i odbiorze tych występów, które macie w Trójmieście – działając pewnie na zasadzie lokalnej gwiazdy – i Warszawie, czyli częściowo publiczności z przypadku? Takiej, która nie za bardzo Was kojarząc, przyszła zobaczyć, czy coś z tego występu będzie.

Wojtek: My nie mamy jakiejś ogromnej publiki. Mamy parę osób, którym się podoba nasza muzyka, co nas bardzo cieszy. To nie są tłumy. W Warszawie graliśmy na tyle dużo razy, że przynajmniej część z tych osób znamy, kojarzymy.

Rafał: Na pewno miło się patrzy na nowe, nieznane twarze. Przyznam, że jak gramy w Trójmieście, to dziewięćdziesiąt procent osób znam. Ale im więcej jest tych nowych, tym robi się przyjemnej, wiadomo.

Wojtek: I czuje się jakiś nowy sens robienia muzyki.

Rafał: Dlatego chyba granie poza Trójmiastem jest ogólnie fajne. Ale nie oszukujmy się – przychodzi po pięćdziesiąt osób, trzydzieści…

Wojtek: Dzisiaj było sporo, bo około dwustu.

Rafał: I podzieli się na takie wyraźne dwie grupy. Jedna stała pod sceną, bo tak akurat padał cień, a druga usiadła pod pobliskim drzewem.

Wojtek: Ale ja jednak myślę, że ci pod sceną byli zainteresowani. To nie była duża grupa, ale taka publiczność cieszy.

Rafał: Nie znam go, może to jakiś znajomy Grzegorza (Kwiatkowskiego – przyp. red.) albo Tomka (Pawluczuka – przyp. red.), ale jakiś człowiek znał i wyśpiewywał wszystkie nasze teksty. Pierwszy raz widziałem coś takiego!

Wojtek: Ja chyba drugi. Pierwsi byli ludzie na Fląder Festiwal.

Rafał: Jak się później okazało, to byli znajomi moich rodziców (śmiech).

musicis.pl: Miałem poruszać ten temat, bo sam widziałem jeszcze co najmniej dwie takie osoby. Jednak przechodząc z kwestii publiczności koncertowej na słuchaczy Waszych płyt, muszę przyznać, że przeszukując pisma, portale internetowe czy nawet blogi, nie natrafiłem na żadną negatywną recenzję ostatniej płyty.

Rafał: Jakbyś dobrze poszukał, to znalazłbyś ze dwie takie bardzo negatywne. Jednak one też mają swoją wartość.

Wojtek: To jest dla nas miłe, przede wszystkim. Co do tych negatywów, to jeden z nich był takim nieuzasadnionym hejterstwem, ale jest tak, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent z nich jest pozytywnych. Zakładamy, że piszą to ludzie, którzy słuchają muzyki, czują jakieś inspiracje i widzą w tym coś nowego.

musicis.pl: Między debiutanckim LP a drugim krążkiem jest pewien zupełnie inny przekaz emocji. Kiedy można było określić, że to jest to, co chcieliście na ++ przekazać ?

Wojtek: Chyba wtedy, kiedy płyta była gotowa (śmiech). Wiesz, w zespole są cztery osoby, są momenty, gdy nasze poglądy i inspiracje się pokrywają, ale mamy też trochę… inny ideowy rodowód. I muzyka grupy jest wypadkową tych wszystkich postaw. Dlatego staraliśmy się jakoś określić wydźwięk całości, gdy już on powstanie. Bez większych założeń.

Rafał: Utwory są inne, bo minęło sporo czasu. My sami rozwinęliśmy się dość mocno muzycznie. Tak nam się przynajmniej wydaje.

Wojtek: Ale to właściwie nie tak. Nie było żadnego skoku, bo dwa utwory na nowej płycie były nagrywane w poprzedniej sesji, tylko coś wtedy zgrzytało i się na niej nie znalazły. Różnica była raczej w sposobie nagrywania, bo pierwszy album stworzyliśmy w osiem dni, a drugą płytę wypracowywaliśmy pół roku.

Rafał: Te piosenki powstały na przestrzeni kilku lat, ale ten zbiór jest bardzo przemyślany. Było kilka, które odrzuciliśmy. Albo za bardzo odstawały stylistycznie…

Wojtek: …albo zaburzały całość płyty. Ale to nie są rzeczy planowane, projektowane. Nie mówimy w zespole, że robimy nihilistyczną płytę z dramaturgią, jakimś konceptem i się za to zabieramy. Mamy zbiór utworów, które są całościami i próbujemy skupić je koło siebie tak, żeby stworzyć wypadkową w postaci albumu.

musicis.pl: Mówicie o sposobach w jakich nagrywaliście, a jak wpływały na to wszystko miejsca?

Wojtek: Synagoga dała chyba charakter brzmieniowy płycie.

Rafał: Właśnie dlatego została wybrana z tych, a nie religijnych względów. Ale te odniesienia nam nie przeszkadzają.

Wojtek: I jeszcze Reduta Miś. Tam jest dawna fabryka i ma świetne pogłosy. Zresztą, tam mamy też nasze próby. Te miejsca ładnie się ze sobą skomponowały. Natomiast same głosy były nagrane w radiu Gdańsk ze względu na sprzęt, którym my nie dysponujemy.

musicis.pl: Do tego wydajecie sami. Nie da się ukryć, że jesteście teraz na pewnej fali, o czym świadczą recenzje Waszych dokonań, zaproszenia na festiwal, taki jak ten. Macie jakieś większy kontakt z wytwórniami, czy to jeszcze nie jest ten czas?

Wojtek: Nie wiem, czy to nie jest ten czas. Ale nie, nie mamy takich kontaktów. Pewnie mile by to nas połechtało, gdyby zgłosiła się jedna czy druga wytwórnia, ale to nie jest nasz cel. Będziemy grali niezależnie od tego, czy ktoś będzie chciał to sprzedać, czy będziemy to robić sami.

Rafał: Przede wszystkim, za podpisaniem kontraktu idą jakieś zobowiązania, bo bez tego byłoby to dla wytwórni bez sensu. Nie chciałbym być szefem takiej, która nie każe swoim artystom grać wskazanych koncertów, robić czegoś, co mi się nie opłaca.

Wojtek: Są wytwórnie, które po prostu biorą początkujących pod swoje skrzydła.

Rafał: Takie tym bardziej nie są nam potrzebne, bo one nam w tej chwili nic nie dadzą.

Wojtek: Poza tym, trudno mi się o tym wypowiadać, bo zawsze bliska mi była idea DIY i takie zespoły lubię. Cieszę się więc, że póki co tak trwamy.

musicis.pl: A jak to wszystko wpływa na to, jak pracujecie i postrzegacie sam zespół? Zastanawiam się, czy zajmujecie się na co dzień sprawami bardziej odrealnionymi od muzyki, czy jednak wciąż pojawiają się myśli dotyczące kolejnej próby, albumu, a wreszcie tego, co zrobić by było o Was głośniej?

Wojtek: Rzeczywiście, każdy ma swoje inne sprawy zawodowe, choć częściowo pokrywające się one z muzyką. Ale to, o czym mówisz, to właśnie projektowanie przyszłości, a my nie dążymy do tego, żeby być bardziej popularni. Sądzę, że chcemy się przede wszystkim lepiej komunikować muzycznie. Ale pewnie zmierzamy do jakiegoś abstrakcyjnego, nieokreślonego ideału muzyczno-piosenkowego.

musicis.pl: Na koniec jeszcze muszę się odnieść do teledysku do Here and Then…

Wojtek: Nie odbieram tego w kategorii teledysku, a raczej ilustracji. To cytat z Lotu komety. A nam spodobała się podobna narracja wizualności i treści piosenki, dlatego został użyty.

musicis.pl: Czyli to nie było takie… pokazanie środkowego palca? Nie próbujecie na siłę stronić od możliwości zrobienia klipu, który mógłby zaistnieć w internecie, dzięki któremu bylibyście bardziej rozpoznawalni?

Wojtek: Myślę, że mamy takie rzeczy. Choćby koncert z Fikcji (Cafe Fikcja – przyp. red.).

Rafał: Który został profesjonalnie zrealizowany przez Michała Popczyka, Mateusza Sendrowicza, Filipa Reznera i złożony przeze mnie.

Wojtek: I to nie jest pokazywanie żadnych fucków. My jesteśmy po prostu snobami, egocentrykami. Interesuje nas, żeby to, co robimy, miało ręce i nogi dla nas samych, wewnętrznie. Pokazywanie fucka jest wchodzeniem w jakieś konteksty społeczne, a nas nie bardzo to interesuje.

Nie ma więcej wpisów