Osoby o tak wyrazistym wizerunku jak Anna Calvi nie pozostawiają nikogo obojętnym, mogą wzbudzać uwielbienie, mogą też drażnić. Ja po usłyszeniu debiutanckiego albumu byłam w grupie zachwyconych, chociaż z czasem moje zainteresowanie twórczością brytyjskiej wokalistki trochę straciło na intensywności. Przesyt dramatyzmu i przewidywalność piosenek budowanych według podobnego schematu spowodowały, że nie oczekiwałam nowego krążka z zapartym tchem, dopiero po zagłębieniu się w One Breath muszę przyznać, że nie doceniłam Calvi.

Pierwsze odczucia po usłyszeniu dźwięków otwierającego płytę Suddenly to to, że nie da się przejść obojętnie obok takiego głosu. Nawet jeśli ten kawałek jak również i kolejny (Eliza) są tylko trochę innymi wersjami The Devil czy Blackout, to dawno nie słyszany wokal robi wrażenie.

Dopiero trzeci utwór przynosi wytchnienie od patosu i skrajnie silnych emocji, w Piece By Piece Calvi eksploruje swoją subtelną i uwodzicielską stronę, za to najmocniejszych wrażeń dostarczają tu jej brudne riffy. Podobnie wygląda to w Cry, gdzie wokalistka tłumi emocje, pozwalając im wybuchnąć tylko na krótką chwilę, jak gdyby bała się, że przesadzi.

Podczas kiedy do bólu dramatyczny debiut nie wykraczał poza ramy muzyki pop, na One Breath artystka robi zdecydowanie lepszy użytek ze swojej gitary, a tak zapętlonych i głośnych riffów jak w Love Of My Life nie powstydziłby się sam Jack White.

Najdłuższym kawałkiem na albumie jest posiadające filmową atmosferę Carry Me Over. Ta filmowość bierze się z wszechobecnego niepokoju, brzmi to zupełnie tak, jakby w połowie trzeciej minuty zaczęło dziać się coś niebezpiecznego, a ostre smyczki tylko podsycają pełną grozy atmosferę. Jeśli mowa o smyczkach, to są na One Breath momenty, kiedy przejmują one kontrolę nad piosenką do tego stopnia, że finał tytułowego utworu zmienia się w minikoncert muzyki klasycznej.

Króciutkie, stonowane The Bridge kończy album, który z każdą kolejną piosenką zaskakuje coraz bardziej i stanowi świadectwo ogromnego postępu, jaki Anna Calvi poczyniła w ciągu ostatnich dwóch lat. One Breath nie mieści się już w kanonie muzyki pop i tak jak jego autorka nie przypomina żadnej innej wokalistki, tak jej dzieło umyka wszelkim próbom nazwania i przyporządkowania do konkretnego gatunku.

Nie ma więcej wpisów