Zauważalny brak pretensjonalności, skromność w wypowiedziach, jak i ta muzyczna. To przejawia się na Ilp i naprawdę trudno w ostatnim czasie znaleźć osobę, która przewijając się w najciekawszych i najgłośniejszych muzycznych wydarzeniach (jako muzyk czy producent), byłaby w stanie w taki sposób prowadzić swoją karierę. Z drugiej strony cały muzyczny zamysł na siebie nie do końca chyba znalazł odzwierciedlenie na jego własnym albumie.

Oczywiście Warp Records nie zrobiło błędu, pozwalając Kwesowi w taki, a nie inny sposób nagrać i poprowadzić debiutancki krążek, lecz od czasu świetnych utworów z Meantime trochę jednak minęło. Ilp odrywa się od radosnych melodii po czwartym utworze, wraca w rejony nieco szybsze, konkretne dopiero przy kończącym całość B_shf_l. I choć to żadna ujma, ten znany już utwór został wyciszony, jakby przywrócony do swojego pierwotnego szkicu. Pomiędzy to Kwes wkłada swoje chromestezyjne impresje, które nie do końca ujmują bardziej ponurym czy wręcz szarym wydźwiękiem. Można wyczuć, że w ciągu długiego czasu powstawania tej płyty w jego głowie siedziały zupełnie inne projekty. A te wprowadzały różne stany emocjonalne, odmienne podejścia do tworzenia, twórczą niemoc.

Swoim balansowaniem pomiędzy ciszą i kompozycyjnym eklektyzmem Flowers staje się cieniem dokonań Blake’a, podobnie z utworem Chagall, które mija się z punktem kulminacyjnym. Z kolei bez wokalnego wsparcia, nawet w postaci pociętych i przetwarzanych odgłosów zasilających urok Kwesa, Hives staje się mało wyraziste.

Najlepiej wypadają te najdłużej trwające propozycje. Wspaniałe Purplehands i Cablecar wędrujące z jednej ścieżki w drugą, co chwila zmieniają swoje tempo, bawią pociętymi samplami zmagającymi się z postaciami R&B, IDM czy czystą popową przyjemnością. Sam Kwes podkreśla tu swoje wokalne umiejętności, dodaje pierwiastek emocjonalny. Przyciąga samą swoją osobą, która w dużej części Ilp ginie. Dopóki jednak bez większych przeszkód udaje mu się połączyć swój nowoczesny free pop z lirycznym archaizmem, bez obaw można słuchać o jego najbardziej prozaicznych lękach i pragnieniach. Szczególnie wtedy, gdy rozpoczyna swój debiut słowami: walking in the park / chucking bread to swans / hearing them honk.

Nie ma więcej wpisów