Historia tego tria jest zasadniczo prosta. Jak większość młodych artystów, pragnących być zauważonymi, zaczęli rozsyłać swoje demo do wybranych wytwórni. Cierpliwość się opłaciła i w niedługim czasie Yumi Zouma rozbrzmiewała w głowach wielu. Jednakże to Jeff Bratton zareagował najszybciej i dał im kredyt zaufania.

Kawałek A long Walk Home For Parted Lovers utkwił w jego głowie, a dosłany później The Brae – przekonał w 100%, że na tych młodych artystów z Nowej Zelandii postawić warto. Tak oto, Kim, Charlie i Josh rozpoczęli swoją przygodę z wytwórnią Cascine, a już za 10 dni na świat wyjdzie ich pierwszy mini album.

Co Yumi Zouma ze sobą niesie? Zdecydowanie lekkość i bezpretensjonalność dźwięków. Pop w ich wykonaniu jest sennym, letnim marzeniem. I nie ma się co tu silić na więcej, to ma po prostu grać – w uszach, głowie, sercu. Ma podnosić nasz poziom serotoniny bez względu, czy za oknem słońce, czy śnieg.

Yumi Zouma brzmi niczym podkład do hiszpańskiego alternatywnego filmu, w którym o emocjach nie mówi się wprost, emocje się pokazuje.

Nie ma więcej wpisów