Przyznam szczerze, że EP-ka This Is Over nie wzbudziła mojego wielkiego entuzjazmu. Zgodnie z jej tytułem mógłbym więc zaprzestać jakiejkolwiek styczności z samym zespołem, porzucić nadzieję na pozbycie się słyszalnego z każdej strony gitarowego szumu, poprawienie kiepskiego wokalu, który wraz z resztą celował w stylistykę lo-fi. Mógłbym, gdyby nie fakt, że ciekawość podsycana przez przyjazną okładkę płyty, kazała wysłuchać choć jednego nowego numeru zespołu.

Sam utwór tytułowy tamtego wydawnictwa okazał się być jednak tworem przyjemnym, przejawem wrażliwości i prostoty akustycznego pomysłu. Ten sam zabieg wykorzystano w Far From OK, czyniąc go jednak bardziej udoskonalonym. Minimalizm i odpowiednia produkcja sprawiają, że gdzieś w tym wszystkim wyczuwa się smaczek Spoon, a potwierdzają to tylko wtręty oddechów i dziwnych końcowych wokaliz. Samo porównanie, choć na wyrost, to jednak wraz ze sprawnie osadzonym klawiszowym bitem miałoby swoje dosadne odwzorowanie w rzeczywistości.

Jestem już daleki od upatrywania na gruncie muzycznych świeżaków kolejnych rockowych fascynacji. Po części dlatego, że jedną z nielicznych dobrych cech podobnych zespołów jest próba poszerzenia swoich dotychczasowych wyczynów o coś więcej niż wyświechtane riffy wysłuchiwane z magnetofonowych kaset. A i to już nie zdarza się często. W przypadku muzyki The Saturday Tea jest nieco inaczej, bo choć można oczywiście mówić o jakimś tam czerpaniu ze sceny Seattle  (If My Dream Come True), nastrojowości popu The Beatles i wpisywaniu sobie do CV inspiracji The White Stripes czy innych alternatywnych bandów, to Shindig nie stara się być czymś więcej niż jest. A sam zespół nie aspiruje do miana następców iks czy bandu igrek.

Grupa poszła w swojej twórczości w dobrą stronę, poprawiając wszelkie mankamenty wcześniejszych dokonań, co daje nie mniej i nie więcej niż materiał, którego słucha się przyjemnie. Bez zbędnych rozmyślań przyjmujemy energię brudnego i rock’n’rollowego pełną gębą Holes In The Road, którego gitarowy hook przyzywa nieskrępowaną taneczność. Zapamiętujemy  kolejne ciekawe przystanki w postaci Except For You czy miniaturki Albino. W końcu też cieszymy się, że to właśnie Walking Dead tak dobrze rozpoczyna naszą przygodę z tym albumem, bo dzięki temu utworowi łatwiej jest pozostać z samym krążkiem na dłużej. Jakkolwiek nie oceniać tego, co przychodzi później.

Nie ma więcej wpisów