Mówią za cicho, kiepsko żartują i tak naprawdę nie piją herbaty – tymi słowami materiały prasowe opisują trzyosobowy zespół z Warszawy – The Saturday Tea. Panowie w 2012 roku wydali EP-kę pt. This is Over, której produkcją zajął się Michał Kupicz znany ze współpracy między innymi z Anthony Chorale, Hokei czy Kristen.

W lutym wydali swój debiutancki krążek, a pierwszego dnia wiosny spotkałam się z nimi przed koncertem w poznańskim klubie Trochę Kultury, aby porozmawiać chwilę o muzyce, inspiracjach i… Zbigniewie Wodeckim!

musicis.pl: Kiedy narodziła się w Was miłość do muzyki i chęć grania?

Aleksander: We mnie od dziecka. Od wczesnych lat podstawówki wiedziałem, że chcę to robić.

Janek: Myślę, że mam podobnie. Chyba każdy z nas jak był nastolatkiem, czy małym dzieckiem to się fascynował muzyką i zawsze gdzieś podążał za marzeniami żeby próbować zbudować coś swojego.

musicis.pl: Stawiacie wszystko na jedną kartę? Czy może jednak zostawiacie sobie furtkę w postaci dobrego wykształcenia?

Aleksander: Wydaje mi się, że stawiamy wszystko na jedną kartę. Mimo tego, że zajmujemy się i interesujemy wieloma innymi rzeczami to wszyscy tak samo mocno się w to angażujemy i chcemy zajmować muzyką zupełnie na poważnie.

musicis.pl: Pozostając jeszcze chwilę w temacie szkolnym – jutro jest dzień Wagarowicza – chodziliście na wagary czy byliście przykładnymi uczniami?

Janek: To zależy. Kiedyś nie chodziłem na wagary, a potem dużo zacząłem.

Antek: Moje wyjście do szkoły to były takie trochę wagary – rzadko się tam pojawiałem. (śmiech)

musicis.pl: Przechodząc do muzyki: Wasz debiutancki longplay Shindig w porównaniu z EP-ką This Is Over z 2012 roku jest dość grzeczny, wręcz zaskakująco spokojny – to tylko moje wrażenie, czy jest tak w rzeczywistości?

Janek: Rzeczywiście trochę tak jest. Można powiedzieć, ze w 2012 roku byliśmy mniej okiełznani, ale to wynikało z tego, jakimi byliśmy wtedy muzykami i jakimi dysponowaliśmy umiejętnościami. Doszliśmy do wniosku, rozmawiając wczoraj, czy dzisiaj rano, że chwilę po wydaniu EP-ki, rozmawialiśmy o tym, co nam się nie podobało, co należałoby poprawić i zaczęliśmy po prostu nad tym pracować. Efekt końcowy tej pracy i pomysłów widać w postaci naszego longplaya.

Aleksander: Była też taka sytuacja, z tego co pamiętam, że założyliśmy sobie, że chcemy mieć ciężką, intensywną płytę. W pewnym momencie zobaczyliśmy, że naturalnie to wszystko idzie zupełnie innym torem. Postanowiliśmy więc, że nie będziemy sobie niczego zakładać. Zrobimy kawałki, które nam się podobają i nie będziemy sobie stawiać żadnych ograniczeń. Mam nadzieję, że nasza kolejna płyta jeszcze bardziej zaskoczy, bo w końcu chodzi o to, żeby zaskakiwać. Myślę, że potencjalni słuchacze nie spodziewali się czegoś takiego. My też nie chcieliśmy być kojarzeni z typowo rockowym, stonerowym graniem.

Janek: Można powiedzieć, że mieliśmy ochotę nagrać grzeczniejszą płytę z piosenkami.

musicis.pl: Macie coś takiego, że po wydaniu tej płyty spadł jakiś balast i już myślicie powoli o kolejnym wydawnictwie?

Aleksander: Przyznam, że bardzo się cieszę, że wydaliśmy tę płytę. Myślę, że wszyscy odczuliśmy pewną ulgę, że to się udało. Zamknęliśmy pewien etap i od dłuższego czasu pracowaliśmy i nadal pracujemy nad czymś nowym, pojawiają się już pomysły na kolejne rzeczy. Płynnie przechodzimy w kolejną historię.

musicis.pl: Za produkcję Waszego krążka i miks odpowiada Michał Kupicz – jak doszło do nawiązania z nim współpracy?

Aleksander: Michał sam powiedział, że jeżeli uważam, że jest jej producentem to mogę taką informację zamieścić na płycie i według mnie nim jest. Z pewnością jego zasługą jest brzmienie, które jest niezwykle istotne. A jeśli chodzi o nawiązanie współpracy to wyszło to przez znajomości. Michał pracował z nami już przy EP-ce, dokładniej miksował ją, od tego czasu, aż do momentu nagrania płyty zdążyliśmy się zakolegować, poznać lepiej i była to naturalna kolej rzeczy. Zawsze podobały nam się także nagrania, za które odpowiadał.

musicis.pl: Czy to czego słuchacie na co dzień ma znaczny wpływ na brzmienie Waszej muzyki? Czy może sięgacie po różne gatunki, a gracie to, co macie gdzieś głęboko w sercach?

Janek: Gramy muzykę, której chcielibyśmy słuchać.

Aleksander: Na pewno jest sporo zespołów, których w tym momencie nie wymienię, które grają dość podobnie i pewnie się tym inspirujemy, bo pasuje nam tak brzmiąca muzyka, ale słuchamy bardzo różnych rzeczy. Każdy z tych wykonawców i każdy z tych dźwięków ewidentnie się przekłada na to co robimy.

musicis.pl: Interesuje mnie też jedna sprawa związana z waszym fanpage na Facebooku – większość postów zaczynacie od zwrotu Hej dziewczyny! – to jakiś znak? Muzyka The Saturday Tea kierowana jest głównie do kobiet czy ma to zgoła inne, bardziej prostolinijne znaczenie?

Aleksander: Przypadek.

Janek: Nie, to łatwa odpowiedź. Już sobie dawno ustaliliśmy, że zwracamy się do dziewcząt, bo chłopcy zwyczajnie nie słuchają muzyki, tylko potrafią krytykować. Dziewczyny, ewentualnie mogą się zakochać i wtedy chłopcy zaczynają słuchać jak ich dziewczęta im każą.

Antek: My też po prostu lubimy dziewczyny.

musicis.pl: I to właśnie dziewczyny przychodzą na Wasze koncerty?

Aleksander: Nie, rodzice z dziećmi.

Antek: Albo sami faceci.

Aleksander: Oraz fani metalu. Ostatnio usłyszeliśmy, że gramy metal ale jeszcze o tym nie wiemy.

musicis.pl: Macie jakieś swoje muzyczne odkrycie już z tego roku?

Aleksander: Kupiłem teraz bilety na koncert Zbigniewa Wodeckiego, to jest moje odkrycie roku. Natomiast dzisiaj w samochodzie słuchaliśmy Caramel Connana Mockasina, to jest dość ciekawa płyta.

Janek: Poprosiłem Aleksandra, żeby też mi kupił bilet, więc też chciałbym odkryć Zbigniewa Wodeckiego.

Antek: Ja też odkryję Zbigniewa Wodeckiego, ale szczerze to nie zastanawiałem się jeszcze nad tym.

Janek: Tak naprawdę, dla mnie, ten rok się dopiero zaczął, więc ciężko jednoznacznie coś wskazać…

musicis.pl: Wasze osobiste guilty pleasure to?

Aleksander: Uważam, że nie ma czegoś takiego jak guilty pleasure. Jeżeli coś sprawia przyjemność, to nie powinno być powodem do wstydu.

Janek: Ja szczerze mówiąc nie wiem… Dawno temu słuchałem boys bandów. Myślę, że Backstreet Boys to była pierwsza płyta jaką w ogóle miałem.

Antek: Ja też, ale kasetę jeszcze. Pamiętam utwór z teledyskiem, w którym chyba byli przebrani za wampiry…

musicis.pl: Byliście na koncercie Backstreet Boys w Polsce?

The Saturday Tea: Nie… Niestety nie udało się.

Nie ma więcej wpisów