Ta czwórka dwudziestoparolatków z Londynu osiągnęła już bardzo dużo jak na swój wiek, mimo to nie należą do grona gorących gwiazd zdobiących okładki NME. Może to dlatego, że wyglądem bardziej przypominają studentów niż gwiazdy rocka, a może po prostu mierzą wyżej.

So Long, See You Tomorrow to czwarty krążek w ich karierze, ale mimo że wszystkie płyty wydali w stosunkowo krótkim czasie to zmieścili na nich tyle pomysłów, ile niejeden zespół nie miał w przeciągu całej swojej kariery. Nowe piosenki sprawiają, że przestajemy postrzegać Bombay Bicycle Club jako stricte gitarową grupę, zamiast tego naszym oczom ukazuje się inteligentna hybryda nowoczesnego popu i lekkiej elektroniki.

Właśnie słowo lekkość jest esencją brzmienia tego albumu, słychać ją delikatnych dźwiękach klawiszy, nienachalnych gitarach, a w końcu także w skrzyżowaniu żywych bębnów z automatem perkusyjnym. Album z założenia miał być bardziej elektroniczny i taneczny, lecz bynajmniej nie chodzi tu o klubowe brzmienia, ale rytm sprawiający, że zapragniemy trochę bardziej energicznie poruszać się podczas słuchania. Tak właśnie brzmi otwierający krążek Overdone mieniący się wieloma barwami, z nutką egzotyki i całkiem sporą liczbą zmian jak na niecałe cztery minuty.

Za produkcję So Long, See You Tomorrow odpowiada sam zespół, którego lider uznał, że nie umie mówić o muzyce, w związku z czym nie jest w stanie przekazać swojej wizji żadnemu człowiekowi z zewnątrz. Trzeba przyznać, że wyszło im to na dobre, bo brzmienie tych piosenek jest tak wysublimowane i nietypowe, że obcy producent mógłby tylko zniszczyć delikatną harmonię panującą pomiędzy poszczególnymi instrumentami i wokalami. Jack Steadman jest zapalonym podróżnikiem i tą egzotyką pachnie tu niejeden kawałek, ale indyjskie wpływy są najbardziej ewidentne w Feel, opartym na motywie zaczerpniętym ze starego Bollywoodzkiego filmu. Jeśli można którykolwiek utwór z tego albumu uznać za przebój, to jest nim właśnie ten, kuszący zmysłowym rytmem i mnogością dźwiękowych smaczków.

Kobiece wokale, które tak dobrze komponują się z głosem Steadmana należą do Lucy Rose oraz Rae Morris. Ta pierwsza już wcześniej udzielała się na albumach Bombay Bicycle Club, Morris natomiast pojawia się tu po raz pierwszy, aby dodać kolorytu singlowemu Luna, które zaśpiewane w duecie nabiera cech pieśni miłosnej (Now the sun glows soft and red, you burn through my mind again and again). Łagodny, kobiecy głos również przesądza o sile nostalgicznego Eyes Off You. Moment w którym dźwięk pianina ustępuje miejsca dochodzącemu jakby z zaświatów zamglonemu wokalowi, po to tylko aby za chwilę hałas wybuchł ze zdwojoną siłą jest najbardziej niezwykłym fragmentem albumu.

Do So Long, See You Tomorrow trzeba się długo przyzwyczajać, melodie są nieoczywiste, czasem może zbyt przekombinowane, ale potajemnie przenikają do głowy, aż niespodziewanie nadchodzi moment kiedy budzimy się rano nucąc jedną z nich. Nie jest to w pełni rozwinięte wydawnictwo, momentami brakuje pomysłów na interesujące rozwinięcia poszczególnych kawałków, ale zespół ma przed sobą ciekawie zapowiadającą się przyszłość i sądzę, że jeszcze sporo pokażą.

Nie ma więcej wpisów