Nie samym filmem żyje człowiek. Kolejny wieczór w Lizard Kingu dostarczył solidnej dawki polskiej energii. Rozpoczęła krakowska grupa The Awarians dowodzona notabene przez charyzmatycznego Amerykanina Christophera B. Graya. Lider grupy był najbardziej barwnym punktem godzinnego występu. Jego momentami niezbyt składne ruchy, skutecznie wywołały wyraz rozbawienia na twarzach zebranych. Gitarowe granie, z nutą kabaretowego wydźwięku, czerpiące z polskiego rocka, okazało się być co najmniej intrygującym punktem programu.

Po rozrywce raczej lekkiego kalibru przyszedł czas na ścianę dźwięku od Bad Light District. Panowie również pochodzą z Krakowa i na Off Scenie pokazali się z najlepszej strony. W spójnym brzmieniu gitar można się było swobodnie zatopić i na chwilę oderwać od rzeczywistości. Było głośno, nieco niepokojąco, ale jak przyjemnie. Wystarczyło, by mnie zachęcić do wygrzebania w otchłaniach YouTube’a płyty Nothing Serious, co wam również serdecznie rekomenduję uczynić.

Jednak najbardziej fascynującym przeżyciem wieczoru okazał się być koncert zespołu Babu Król. Bajzel i Budyń znani głównie dzięki działalności w Pogodno, przy drugiej płycie zdecydowali się zaprosić do współpracy Zosię Chabierę udzielającą się wokalnie i skrzypcowo, perkusistę Aleksandra Orłowskiego i Joannę Halszkę Sokołowską, której niestety zabrakło we wtorek w Lizard Kingu. Czteroosobowy zespół zaserwował fanom zestaw utworów, między którymi Budyń swobodnie meandrował swoją konferansjerką, wylewając raz za razem potoki słów. Siła ekspresji, tej niewątpliwie najważniejszej postaci na scenie, była niesamowita. Utwory z płyty Sted, gdzie warstwą tekstową są wiersze Edwarda Stachury, okazały się mieć ogromną siłę rażenia. Obrazek skaczącego pod sceną tłumu wykrzykującego z bliźnim się możesz zabliźnić zostanie na dłuższą chwilę w mojej pamięci. Niemniej ciekawie wypadły fragmenty autorskiego wydawnictwa. Materiał z płyty Baobab grany był na żywo prawie premierowo, ale niedociągnięć nie było słychać. Muzyczne wariacje podchwytującego zamysły Budynia zespołu, kipiały od pozytywnej energii. Co uderzyło mnie najbardziej w tej szalonej ekipie, to szczerość i autentyczność w wyrażaniu emocji. O to właśnie w graniu chodzi, prawda?

Nie ma więcej wpisów