Guardian napisał o nim, że brzmi jak James Blake coverujący utwory Eltona Johna. Rzeczywiście pochodzący z nadmorskiego Bridport, a obecnie rezydujący w Londynie Douglas Dare, umiejętnie łączy świeże rozwiązania z brzmieniami, które można odnaleźć w innych dekadach. Wydawać by się mogło, że człowiek z pianinem to już wykorzystana konwencja, jednak dwudziestotrzyletni Anglik radzi sobie w niej bardzo dobrze, a co ważniejsze nie popada w utarte schematy.

Douglas Dare jest songwriterem w pełnym tego słowa znaczeniu. Instrumentalną muzykę tworzył już od dziecka. Trudno się dziwić, mając za ojca nauczyciela gry na klawiszach ta ścieżka kariery musiała przyjść młodemu człowiekowi bardzo naturalnie. Będąc na uniwersytecie zaczął tworzyć już kompletne utwory wykorzystując własne wiersze, jak zwykle w takich przypadkach, określane jako nad wyraz dojrzałe. To wystarczyło, by talent pianisty i wokalisty zaobserwowała wytwórnia Erased Tapes, która ma pod swoim skrzydłami takich artystów jak Ólafur Arnalds, Nils Frahm czy Peter Broderick. Z pierwszymi dwoma miał okazję występować jako support, w tym również w Polsce.

12 maja muzyk wydał debiutancki album Whelm. Mimo umieszczenia całości w elektronicznej otoczce, przykuwający uwagę głos i czyste brzmienie pianina pozostają w nim na pierwszym planie. Z krążka bije pewien niepokój i tęsknota, porównywalna do uczucia wywoływanego przez ogrom morza w pochmurny dzień. Jak mówi sam autor, chciałem stworzyć krążek, który pozwoliłby słuchaczowi uciec, coś efektownego i pociągającego, ale by kiedy popatrzy się bliżej, można było znaleźć charakter i głębię. Polecam przyjrzeć się Douglasowi, bo jeszcze nieraz o nim usłyszycie.

Nie ma więcej wpisów