Podobno nagrywając swój pierwszy pełnometrażowy album, w ogóle nie spali (za to dużo jedli). Szybko się nie wyśpią, bo to ich rok. Z The Dumplings, autorami najgorętszego tegorocznego debiutu, rozmawia Angelika Kucińska.

Gdybyście byli pierogami, to co byście mieli w środku?

Justyna Święs: Bakłażana.
Kuba Karaś: Białą czekoladę.

Wy w ogóle jesteście spożywczym zespołem. Nie tylko z nazwy, w tekstach też jest sporo jedzenia, czekolada z solą, żelatyna, trochę food porn.

Kuba: Zbieg okoliczności. Po prostu kiedy pisaliśmy, byliśmy głodni.
Justyna: Dużo jemy.
Kuba: Z „Gelatine” jest śmieszna historia, bo w pierwszej wersji była zwrotka z żelatyną, ale ją wyrzuciliśmy, a tytuł został i teraz w sumie nie wiadomo, dlaczego.

Pamiętacie ten moment, kiedy uświadomiliście sobie, że już macie na koncie spory sukces?

Kuba: Chyba wciąż nie jesteśmy tego świadomi. Wszystko potoczyło się tak szybko, że nie mieliśmy czasu nawet o tym pomyśleć.
Justyna: Nie zdążyliśmy nawet pomarzyć o płycie, bo zanim zdążyliśmy to zrobić, już ją nagraliśmy.
Kuba: To jest trochę tak jak ktoś ci śpiewa „Sto lat”. Niby jest bardzo przyjemnie, ale nie wiesz, jak się zachować. Nam marzenie spełniło się tak szybko, że nadal nie potrafię w to uwierzyć.

Nagle też pojawiły się koncerty, i to nie tylko w Polsce. Mieliście poczucie, że te wszystkie bookingi wydarzyły się za wcześnie, bo nie jesteście wystarczająco przygotowani, żeby zagrać na dużym festiwalu?

Kuba: Cieszyliśmy się, ale też był strach, że nie udźwigniemy. Chcieliśmy zaprezentować materiał jak należy, pokazać, że umiemy grać. Cały czas zmieniamy też aranżacje koncertowe, więc stres jest.

To jak było w Anglii?

Kuba: Same dobre doświadczenia.
Adrian Chorębała, menadżer, który podsłuchuje: Dajcie trochę mięsa, powiedzcie, że mieszkaliśmy w domu Beatlesa.
Justyna: Mieszkaliśmy. Była też przygoda z taksówkarzem, który wysadził nas pół godziny od miejsca, w którym spaliśmy, musieliśmy szukać hotelu, a mieliśmy dwie godziny do lotu.
Adrian: Liverpool był takim fajnym miejscem, w którym można było dużo podpatrzeć, ale to Kuba opowie.
Kuba: Obejrzeliśmy bardzo dużo koncertów w bardzo krótkim czasie, a jak się ogląda dużo koncertów to zawsze wyciągnie się jakieś patenty dla siebie. Już nawet samo patrzenie na to, jak się inne zespoły zachowują na scenie, może być inspirujące. Zobaczyliśmy 32 koncerty w trzy dni i to nam bardzo dużo dało. Wiemy, nad czym powinniśmy pracować.

Ale wy przecież zawsze chodziliście na koncerty.

Kuba: No właśnie nie. Pierwszy poważny koncert, na którym byłem to Twin Shadow – dwa lata temu na festiwalu Ars Cameralis. Wcześniej nie chodziłem.

Rodzicie cię nie puszczali?

Kuba: Nie, ale jak chciałem pójść na Farben Lehre, to miałem wycinany wyrostek, a jak chciałem pójść na Happysad, to ich perkusista miał kontuzję i odwołali.

The Dumplings 2

No to chwalmy schorzenia, własne i cudze. A co konkretnego podpatrzyliście w Anglii?

Kuba: Nie możemy powiedzieć, bo teraz wszyscy będą wiedzieć, co i od kogo ściągnęliśmy.
Justyna: Odkryliśmy na przykład zespół We Were Evergreen, bo mnie nie wpuścili na inny koncert, bo wstęp był od 18 lat, więc musieliśmy pójść do innego klubu. A na The Kooks prawie się pobiłam z dziewczyną, którą wepchnęła się przed nas. Czekaliśmy dwie godziny, a ona przyszła w ostatniej chwili i jakaś agresja we mnie wstąpiła.

Nie chodziliście na koncerty, ale w waszej muzyce słychać bardzo różnorodne inspiracje, więc musicie być wszechstronnie osłuchani. Jak się odkrywa tak różnorodną muzykę w tak młodym wieku? Starszy brat pokazuje?

Kuba: Tak, mi bardzo dużo pokazał właśnie starszy brat, ale też starałem się szukać.

Jesteście zadowoleni z debiutanckiej płyty?

Kuba: Tak. To może nie jest nasza płyta życia, ale to nawet lepiej, bo na kolejnych będziemy mogli pokazać ewolucję zespołu.

A nie kusiło, żeby na płytę dać tylko premierowe numery?

Justyna: Stare brzmią jak nowe, bo zmieniliśmy aranżacje.
Kuba: I te stare są dobre, podobają nam się.

Jak duży udział w ostatecznym kształcie płyty miał Bartek Szczęsny, wasz producent?

Kuba: Duży, chociaż Bartek niczego nie narzucał. Robiliśmy burze mózgów. Bartek bardzo fajnie pracuje. Nie przeszkadzało mu, że eksperymentowałem i czasem nie wykorzystywaliśmy efektów tych eksperymentów. Był cierpliwy. Na wiele nam pozwolił. Pierwszy raz weszliśmy do profesjonalnego studia i to było super doświadczenie, chociaż mało w tamtym czasie spaliśmy.
Justyna: My w ogóle nie śpimy.

Za to dużo czytacie, bo w tekstach pojawia się sporo odniesień do książek. w „Słodko-słonym ciosie” pada na przykład tytuł mojego ulubionego opowiadania Marqueza.

Justyna: Marquez to mój ulubiony pisarz. Kuba odkrył go dzięki mnie. On ma na mnie wpływ muzyczny, ja mu pokazuję filmy i książki. Pisaliśmy piosenki na wsi. Nas było dwoje, a tylko jeden komputer, więc ja cały czas czytałam i kiedy Kuba narzekał, że to robię, rzucałam teksty z książek. Mieliśmy też książkę o schizofrenii i oboje stwierdziliśmy, że jesteśmy chorzy…

To co dalej z The Dumplings?

Justyna: Mamy dużo pomysłów.
Kuba: Wiemy, że musimy ciężko pracować, żeby trzymać poziom.

Jesteście bardzo skromni i pokorni.
Kuba: O nie, najgorzej.

Nie ma więcej wpisów