Młody, zdolny i niesamowicie kreatywny – taki jest ENDY YDEN, czyli Andrzej Strzemżalski. Muzyk, kompozytor, producent, wokalista, autor tekstów. Po raz pierwszy jego głos usłyszeliśmy w 2008 roku. Wtedy stał na czele wrocławskiej kapeli LOV, która po wygranej w programie Nowa Generacja wydała całkiem niezły debiut „Minus Szum”. Później niestety niewiele było okazji, aby zobaczyć i usłyszeć ich w tym składzie. Przez ostatnie kilka Andrzej zaszył się w teatrze gdzie skupiał się przede wszystkim na pracy jako kompozytor filmowy i teatralny, jednocześnie tworząc swój solowy materiał.

Zagłosuj na ENDY YDEN w plebiscycie Artysta miesiąca: Marzec 2015 >>>

Pojawił się, zagrał, zaśpiewał i namieszał. Wystarczyły zaledwie dwa utwory, aby pokazać nową jakość i niczym nieskrępowane podejście do tworzenia muzyki. Jego brzmienie to eklektyzm w najczystszej postaci. Znajdziemy tu przestarzałe syntezatory, żywą perkusję, taneczną elektronikę, senne ale przestrzenne melodie i plastyczny wokal. Wszystko doskonale wyważone, świeże, oryginalne i do tego zostające w głowie. Nie męczy, a intryguje i sprawia, że obok przycisku „play” od razu załącza się „repeat”.

Rok 2015 będzie należał do niego i to nie ulega wątpliwości. W przygotowaniu jest debiutancka EP-ka i pierwszy longplay. Pierwsze dźwięki z planowanych wydawnictw będzie można usłyszeć już wiosną. Do tego czasu można zapętlić „Are You a Wizard?” i „Puke”.

1. Kim jesteś?

Co wymyślę, to zaraz (lub nieco później) zapiszę, nagram i wykonam, mając przed nosem mikrofon i uderzając w klawisze w obecności i przytomności innych istot żywych. Odczuwam przymus kreowania powyższego ciągu zdarzeń i najchętniej nie robiłbym nic innego (poza czytaniem niektórych książek i oglądaniem niektórych filmów). Prawdopodobnie oznacza to, że jestem artystą, muzykiem i wariatem.

2. Co i w jaki sposób tworzysz?

Głównie wymyślam utwory piosenkopodobne. Procedury są różne, ale zawsze zaczyna się od pomysłu, małego olśnienia znikąd, które sprawia, że muszę coś natychmiast zapisać w notatniku, albo nagrać roboczo na telefonie – fragment tekstu, melodię, przebieg harmoniczny – cokolwiek. Jeśli pomysł jest fajny, zaszywam się z nim na długie godziny w mojej pracowni i wpadam w amok. Eksperymentuję z brzmieniami, nagrywam, dodaję i odejmuję, tnę i kleję, wkurwiam się, nie śpię, piję dużo kawy i niezdrowo się odżywiam. Czasem dożywam chwili, w której stwierdzam „to jest dobre”…i idę spać.

3. Kim/czym się inspirujesz?

Pochłaniam dużo muzyki – nowej, starej i bardzo starej. Podobnie mam z książkami, komiksami, filmami i grami komputerowymi. Nie oglądam TV i nie słucham radia (poza kilkoma małymi rozgłośniami od czasu do czasu), bo to przeważnie za bardzo boli. Inspiruję się samym sobą i wszystkim(i) innym(i) po trochu. Wbrew pozorom życie jest dosyć ciekawe.

4. Co dla Ciebie jest najważniejsze w tworzeniu muzyki?

Konsekwencja, bo nie wolno odpuszczać, choćby za każdym węgłem czaił się nieprzychylny krytyk, gotów odstrzelić Twoją pewność siebie pojedynczą samogłoską. I odwaga, by wciąż pchać do przodu ów wózek, choć przelew nie dotarł, a za oknem mróz.

5. Jeśli nie muzyka to…?

…cisza. W ciszy mógłbym napisać książkę. Kiedyś to zrobię.

Nie ma więcej wpisów