Ledwo skończyło się lato, a już padł pierwszy strzał – Taylor Swift. Na początku października kolejny – Thom Yorke. Tak mocną reprezentację w formie headlinerów wystawia sobie na przyszłoroczną edycję Open’er Festival w Gdyni. Ale przecież karuzela nazwisk zasilających kolejne letnie festiwale dopiero się rozkręci. Przyglądamy się więc bacznie temu, co ma nadejść, typując nasze strzały w kategorii tych artystów, którzy mogą się u nas zjawić (np. z racji zapowiadanych płyt), ale podajemy też nasze koncertowe marzenia.

 

Sara Ochał: Open’er Festival jak zwykle przoduje w ogłaszaniu headlinerów na rok 2020 tym samym kusząc potencjalnych zainteresowanych możliwością wczesnego kupna biletów. Zanim inne festiwale zaczną wyścig do serc i portfeli fanów dobrych koncertów dorzucę do listy kilkoro wykonawców, którzy ze względu na ostatnią aktywność mogą być w trasie za kilka miesięcy. Pierwszym wielkim nazwiskiem, które chciałabym zobaczyć w line upie, któregoś z festiwali jest Nick Cave, który dopiero co wydał nowy album. Ten wielki artysta już niejednokrotnie grał w Polsce, ale z racji, że jego koncerty są niezapomnianym przeżyciem po każdym chce się więcej, więc liczę na kolejny występ, zważając na kaliber wykonawcy, najpewniej na Open’erze. Kolejnym nazwiskiem, które ze względu na komercyjny sukces ostatniego wydawnictwa, też mogłoby znaleźć się na Open’erze jest Kevin Parker i jego Tame Impala. Tak, wiem, że dopiero co objechali najważniejsze festiwale nie zaglądając przy tym do Polski, ale zapowiadany na ten rok następca „Currents” jeszcze nie wyszedł, więc jest nadzieja.

Tame Impala

Jeśli chodzi o Beirut to niestety mamy pecha, bo ich koncerty już niejednokrotnie były odwoływane, ale wciąż liczę na to, że w końcu dotrą do nas ze swoją kolorową muzyką z różnych zakątków świata. Swans szykują się do wydania nowego albumu, w zmienionym składzie, z mnóstwem ciekawych kolaboracji. Michael Gira chyba nas lubi, a w szczególności OFF Festival, więc może przyjedzie do Katowic początkiem sierpnia 2020.

Na koniec chciałabym wspomnieć o dwóch wokalistkach: Sharon Van Etten i Angel Olsen. Ta pierwsza wydała nowy album na początku 2019 roku i raczej małe szanse, że będzie w Europie w lecie 2020, ale pomarzyć zawsze można. Natomiast Angel Olsen ma świeżutki krążek i idealnie pasowałaby do line-upu któregoś z Polskich festiwali, najlepiej takiego bardziej kameralnego jak OFF czy Halfway Festival.

Marek Cichoń: Skoro mamy Taylor Swift, to czemu nie Carly Rae Jepsen? Mam nadzieję, że ktoś tam gdzieś zadaje sobie to pytanie i już pisze maila, wykręca numer telefonu, robi wszystko, aby sprowadzić Kanadyjkę do Polski. A w tym wypadku akurat byłoby to możliwe – taki Open’er chociażby pokazał, że nie boi się mainstreamowego popu z różnych stron, a Jepsen definitywnie należy do jednej z jaśniejszych punktów na liście. Szczególnie z racji wydania w tym roku swojego albumu „Dedicated” i jego pamiętnego poprzednika. W tym roku swój nowy album wydał także Bon Iver, który występował u nas w 2012 roku. Jego pojawienie się byłoby więc dobrą okazją do sprawdzenia, jak materiał z dwóch ostatnich płyt sprawdza się na żywo – a są ku temu szanse, bo zespół promował „i,i” już na tegorocznych festiwalach. Sądzę, że wczuwający się na nowo w scenę klubową Friendly Fires są z zasięgu naszych letnich festiwali (Tauron Nowa Muzyka Katowice, na was patrzymy!), podobnie zresztą z panem Caribou, który właśnie ogłosił swoją trasę koncertową na przyszły rok i chociażby w sierpniu pojawi się w naszym zakątku Europy.

Carly Rae Jepsen

Co roku, a szczególnie od czasu wydania albumu „The Want My Soul”, zastanawiam się nad tym, czy kiedykolwiek grupa Spoon trafi do naszego kraju. Od tego czasu minęło już pięć lat, w międzyczasie pojawił się album „Hot Thoughts” a zapowiedzi ich występu jak nie było, tak nie ma. Być może wpływ na to ma ich niezbyt duża rozpoznawalność w naszym kraju (choć nie można zaprzeczyć, że „Inside Out” zrobiło swoje w kwestii rozpowszechnienia wiedzy o istnieniu bandu), tymczasem z ośmioma krążkami na koncie, latami świetnych występów na całym świecie, chciałoby się panów również i u nas zobaczyć. To samo zresztą tyczy się Broken Social Scene, którzy chyba na brak zainteresowania bardziej alternatywnych słuchaczy z Polski (choćby dzięki Feist) nie narzekają. Celuję w ekipę OFF Festivalu. Dałoby się? Z małych osobistych marzeń to jeszcze Yaeji, Julien Baker, Rival Consoles, Mitski, The War On Drugs, Yeah Yeah Yeahs i Frank Ocean, a co!

Agata Ogórek: Moje marzenia festiwalowe ograniczają się zwykle co do sceny klubowej, aczkolwiek ogólnie niezmiennie zobaczyłabym w końcu w Polsce Arianę Grandę, która być może kiedyś się na nasz kraj nie wypnie. W ciągu mijającego roku zdążyłam bardzo polubić brzmienie wschodzących popowych diw – Tove LoEriki de CasierRoses GaborLolo ZouaiNao, Lydii Ainsworth oraz Shury, więc jestem ciekawa jak panie wypadłyby na żywo.

Znacznie szersze są moje marzenia i zachcianki z nurtu elektroniki (dziwne techno, głęboki house). Chciałabym w końcu potańczyć wraz z house’owym królem Omarem S., Midlandem czy Rodem Modellem, a z ostatnich odkryć tona samym szczycie listy życzeń byliby Maenad Veyl, Altstadt Echo, VC118A, Forest Drive West czy Topdown Dialectic. Od dość dawna przyglądam się też duńskiej scenie fast techno, więc showcase wytwórni Kulor czy Fast Forward Productions byłby na pewno dobrym pomysłem i przyklaskiwałabym mu rękami i nogami.

Altstadt Echo

Reykjavíkurdætur

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Daria Owczarek: Od czasu miłego spotkania w berlińskim Watergate młodziaka z Australii zwanego Willaris K. chyba nie było bardziej wyczekiwanego przeze mnie artysty live. Wtedy występując jeszcze bez płyty, ani nawet EP-ki na koncie potrafił przez 2h dosłownie zmiażdżyć swoimi mix tape’ami. Na razie można go spotkać w Europie jedynie w roli supportu Rufus Du Sol, ale mocno liczę, że znajdzie się dla niego miejsce choćby na Audioriver.

Jednym z mocniejszych festiwalowych strzałów z całą pewnością byłby występ Reykjavíkurdætur. Islandzki feministyczny elektro-hip hop, już z samej definicji brzmi, jak coś, co trudno ogarnąć. Dziewczyny z powodzeniem podbijają zagraniczne sceny, dzięki świetnie wyprodukowanym albumom (m.in. przez Ólafura Arnaldsa) i bojowniczemu nastawieniu. Zespół, którego członkinie trudno zliczyć wciąż zmienia skład, ale nie traci na charyzmie.

Jacek Wnorowski: Chociaż mam bardzo długą listę niszowych wykonawców, których bardzo chciałbym zobaczyć, wierzę, że nimi zajmą się agencje bookingowe i kluby, bo w takich warunkach ich muzyka wybrzmi znacznie lepiej. Powoli rozwijające się muzyczne zjawiska są przez polskie agencje dostrzegane, czego dowodem chociażby zaproszenia dla takich artystów jak Chynna, Ghostly Kisses, Octa Octa czy Jungstötter. Dlatego w kontekście festiwali liczę przede wszystkim na zwalające z nóg nazwiska: Frank Ocean, Arcade Fire, Sigur Rós, Bon Iver, Carly Rae Jepsen, Deftones czy The Killers. Natomiast z worka pt. „niemożliwe” z chęcią wybrałbym Jaia Paula, Kanye Westa i Sufjana Stevensa.

Big Thief

Najobszerniejszy jest natomiast zbiór artystów średnich, czyli tzw. „druga linia” na festiwalach. Tutaj jednym tchem wymieniłbym Big Thief, Danny’ego Browna, FKA twigs, Blanck Mass, PUP, (Sandy) Alex G, Clipping, Jay Som, American Football, Girl Band, DIIV, Stellę Donelly, Hatchie, Nilüfer Yanyę, Röyksopp i wielkich nieobecnych ubiegłego roku – MGMT. Większość z nich jest ledwo co po wydaniu albumu i naturalną koleją rzeczy wydają się odwiedziny lekko na wschód od Niemiec. Jaka będzie rzeczywistość? Pozostaje trzymać kciuki i cierpliwie czekać, bo przed nami jeszcze mnóstwo ogłoszeń.

Nie ma więcej wpisów