Przyjaźń / Aleksandra Słyż / Zespół Sztylety / Midsommar / Goofy Ginz / Brożek

Polska migawka: Wersja mini #2

Kilka wydawniczych ciekawostek od polskich artystów.

Chociaż cała seria Polska migawka nie może ostatnio poszczycić się regularnością, z pewnością nie jest to jeszcze koncept wymarły. Szansa na powrót w nieco krótszej odsłonie może rozpędzić kolejne części. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Poprzednia część dostępna jest tutaj.

Grzesław Nawrocki to projekt Grzegorza Nawrockiego (Kobiety, Nawrocki Folk Computer Band), który właśnie wydał singiel To tylko to, nagrany wspólnie z Tomaszem Ziętkiem i Maciem Morettim. Nie są to więc przelewki, w jednym miejscu spotkała się czołówka polskiej sceny alternatywnej. Zapowiedź płyty Najpiękniejszy śmietnik to obrazowe songwriterstwo, ale też i całkiem bujające brzmienie. Skojarzenia wędrują gdzieś w stronę tych rzadkich, podsypanych funkiem kompozycji Lao Che, ale również Królowego sposobu opowiadania o rzeczywistości. Będzie interesujący album.

 

Nie da się zapomnieć tyle Brożka to nowy materiał gorzowskiego artysty, innego cichego bohatera polskiej alternatywy, znanego z takich projektów jak Drobne niepokoje, Żółte Kalendarze czy Maki i Chłopaki. Nasączony syntezatorami diy/bedroom pop to niecałe dwa kwadranse historii o emocjach, wyzwaniach, ojcostwie i codzienności. Jak przystało na mikrosegment polskiej alternatywy, są też charakterystyczne dla gorzowskiej sceny „dziwnostki”: gitarowe wtręty burzące rytm, nieoczywiste solówki, ale też zapadające w pamięć melodie. Ta płyta powstawała długo (pierwszy singiel ukazał się ponad dwa lata temu), ale efekt końcowy jest naprawdę przyjemny.

Goofy Ginz przyciągali naszą uwagę już swoją pierwszą EP-ką, No matter what you’re on. Noisowo-post-hardcorowe brzmienie zespołu z Rzeszowa pięć lat temu wydawało się bardzo dojrzałe i pewne swoich inspiracji, teraz natomiast jest tylko lepiej. Singiel Transparent, stanowiący kolejną zapowiedź EP-ki INTER, z jednej strony wciąga dość lekkimi gitarami w zwrotkach, z drugiej zaskakuje agresywnym outrem, wchodzącym w metalowe rejestry. Szykuje się udany materiał, bo wyraźnie słychać, że koncertowe doświadczenie zespołu przekłada się na moc przekazu i kompozycyjną pewność siebie.

Coals wrócili z dwoma singlami i jak zawsze są to świetne kompozycje. pierrot to wciągająca w swój świat (teledysk!) melancholijna kompozycja, a basen strzela niepokojącymi synthami i daje wybrzmieć wiolonczeli, na której gra mama Kachy Kowalczyk: Joanna. Kolejne single w drodze, a album z pewnością będzie jednym z najlepszych w tym roku, w końcu do tego Kacha i Łukasz zdążyli już przyzwyczaić.

 

Najniższy Człowiek, czyli Tomasz Starzyk, sam mówi o sobie, że jest artystą słowa i emocji, który w swojej twórczości splata wspomnienia z teraźniejszością. Singiel Breloczek świetnie obrazuje ten krótki opis. Slowcore’owe tempo i sugestywne liryczne obrazy budzą silne skojarzenia z duchem Myslovitz z ery Korova Milky Bar. Wydaje się, że debiutancka płyta artysty, która ma w końcu nadejść, może zadowolić grono słuchaczy poszukujących melancholijnych wycieczek w trudno dostępne rejony. Czekamy.

Zespół Faraway dwa lata temu wydał swój post-punkowy debiut Faraway. Obecnie warszawska grupa szykuje się do wydania drugiej płyty, Radio Orient. Dotychczas otrzymaliśmy cztery single, które ją zapowiadają, w tym najnowszy, Omega. Dominują na nim rytmy dubowe zmieszane z post-punkiem (Brygada Kryzys?), a główną inspirację stanowi tytułowy węgierski zespół Omega, złotymi zgłoskami zapisany w annałach muzycznego „trójkowicza”. Omega traktowani są z uznaniem, ale też nutką uszczypliwości. A sam utwór niesiony jest saksofonem, dodającym do post-punku ogrom ekspresji. Płyta z pewnością będzie ciekawa.

Chwilę już nie słyszeliśmy nic nowego od Misi Furtak, ale z odsieczą przychodzi singiel Czuję, który stanowi powrót w najlepszym stylu. Gitary zdecydowanie nie są minimalistyczne, tym razem artystka stawia na bardzo pełne i wyraziste brzmienie, zahaczające momentami o przyjemny dream pop (powrót do atmosfery très.b?). Najnowszy album, którego szczegółów jeszcze nie znamy, zapowiada się smakowicie.

 

Schafter nie ma ostatnio najlepszej passy, ale utwór dobra pora przywraca nadzieję, że jego kariera ma jeszcze szansę powstać jak feniks z popiołów. Bardzo dobry, bogaty w interesujące zagrywki i kolażowe wstawki bit, któremu towarzyszy pomysłowa nawijka, oparta na dobrej modulacji i ciekawych efektach. W takim wydaniu schafter zawsze zachwycał, nie inaczej jest tym razem.

Przyjaźń to nowy projekt na warszawskiej scenie, który tworzą osoby dobrze znane w innych odsłonach: Magda Sień-Chęcińska (połowa Luksja Sound), Marek Kawka (Kwiatostan, Starlamydear), Kaś Nowakowska (Lukier, Duszno) i Andrzej Danis. Podwójny singiel ciche niebo/aktor wskazuje na ścieżkę, w którą zespół chce podążać: chamber popowe aranżacje, indie folk, Black Country, New Road, kompozycje odstające od piosenkowej formy. Przystępny eksperyment i emocjonalne wycieczki. Może z tego wyrosnąć coś naprawdę ciekawego.

Warszawski shoegaze’owy zespół Midsommar działa już od siedmiu lat, ale dotychczas wydał tylko jedną EP-kę: The Dream We Had z 2021 roku. Taki stan rzeczy zmieni się już całkiem niedługo, bo grupa własnie zapowiedziała swój debiutancki album długogrający. Płytę Unparalleled promuje singiel Alice. Kompozycja budzi skojarzenia z brzmieniem Slowdive po powrocie: marzycielskie gitary i wokal z pogranicza ethereal wave i dream popu, rozpływający się w refrenie. Dobrze, że wrócili, bo dalej brzmią świetnie. Czekamy na album.

 

Trio Ben Bekele, czyli Hubert Zemler, Kamil Piotrowicz i Igor Wiśniewski, właśnie zostało ogłoszone na OFF Festivalu. Na imprezę przyjadą że swoim debiutanckim albumem, wydanym dość niedawno: Zawsze coś. Medytacyjny jazz z elementami elektroniki, tu i ówdzie atakujący awangardowymi zrywami, to naprawdę przyjemne połączenie. Warto sprawdzić.

Zespół Sztylety na dobre rozgościł się na poletku polskiego post-hardcore, więc nic dziwnego, że wiele osób czekało z wypiekami na twarzy na nowy album gdańskiej grupy. Wszystkie rany niezabliźnione trzymają poziom, materiał jest agresywny, w swojej post-hardcorowości bardziej czerpiący z emo i noise niż pop punku. Chociaż przy okazji takich gatunkowych miksów przy odsłuchu musi towarzyszyć pewien egzystencjalny ból, znajdziemy tutaj też nutkę nostalgii i zwyczajnego spełnienia płynącego z tego, jak dobrze te krzyki i riffy ze sobą współgrają, nie tracąc momentum przez cały czas trwania płyty. Jest naprawdę super.

I Carry the Strength Aleksandry Słyż to dwudziestominutowa klasyczno-dronowa kompozycja, która powstała z wyczerpania wojną, światową sytuacją, cierpieniem i śmiercią. Niewygodny, wkręcający się w uszy hałas, ma w sobie coś z bezkompromisowości noisowego ambientu Tima Heckera. Mocarny utwór. Warto przesłuchać, warto zapamiętać, warto też wesprzeć, bo cała kwota z Bandcampu wpłynie na konto Lekarzy bez Granic.

Duet Cudowne Lata wraca z nowym singlem. Lonely Lifters Club to historia rodem z siłowni o brzmieniu silnie inspirowanym pop rockiem czy AOR z lat osiemdziesiątych. Gitary działają na całego, a prosta struktura utworu tylko podbija climaxowe outro w stylu rockowych evergreenów. Angielski tekst sprawdza się dobrze i przybliża utwór do swoich inspiracji. Żeńskie Toto? Bierzemy.

 

PS Od poprzedniej części ukazała się jedna nowość od jej bohatera: EJ-EJ wydał osobisty singiel Cancer Culture.